⏱️ 3 min.

Verstappen powiedział „a nie mówiłem”. Red Bull i tak będzie ryzykował

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

25-05-2026 13:05

Red Bull po GP Kanady wrócił na podium, choć Max Verstappen po kwalifikacjach otwarcie krytykował obrany kierunek ustawień samochodu. Laurent Mekies przekonuje, że takie napięcia są częścią pracy zespołu, a momenty w stylu „a nie mówiłem” mogą pomagać w rozwoju auta.

Podium nie zamknęło dyskusji o formie Red Bulla

Max Verstappen zakończył weekend w Montrealu na podium, ale sam nie uznał tego wyniku za pełny obraz tempa Red Bulla. Holender stwierdził, że samochód dawał mu lepsze odczucia w Miami, a rezultat w Kanadzie był częściowo efektem problemów rywali. George Russell nie ukończył wyścigu, a McLaren pogubił się strategicznie. To otworzyło Verstappenowi drogę do wyniku, który jeszcze po sobocie nie wyglądał na oczywisty. W kwalifikacjach czterokrotny mistrz świata był dopiero szósty.

Spór o ustawienia był bardziej objawem niż awarią systemu

Najciekawszy wątek weekendu dotyczył nie samego podium, lecz tego, jak Red Bull dochodził do ustawień auta. Verstappen po kwalifikacjach mówił, że zespół nie poszedł za jego sugestiami dotyczącymi preferowanego kierunku pracy. Ostatecznie zaakceptował wybór ekipy, częściowo po to, by pokazać, że ten kierunek nie zadziała.

To brzmi jak klasyczne padokowe „mówiłem wam”, ale w Red Bullu nie traktują tego jako katastrofy komunikacyjnej. Mekies twierdzi, że kierowcy są włączeni w decyzje, nawet jeśli później obie strony potrafią sobie wypomnieć nietrafione pomysły. Laurent Mekies tak opisał tę dynamikę:

Na końcu zgadzamy się, co sprawdzamy. Czasem pojawia się trochę gry w stylu: „a nie mówiłem”. Ale nadal uczymy się razem.

Red Bull woli ból testowania niż bezpieczne dreptanie

Mekies tłumaczy, że Red Bull będzie nadal ryzykował z ustawieniami, gdy nie będzie zadowolony z balansu auta albo straty do konkurencji. Zespół traktuje takie próby jako sposób na znalezienie rezerw, nawet jeśli część decyzji kosztuje wynik w krótkiej perspektywie. To szczególnie ważne na początku nowego cyklu regulacyjnego.

Ekipy dopiero poznają swoje pakiety, a różnice między ustawieniem szybkim w kwalifikacjach i stabilnym w wyścigu mogą być bolesne. Red Bull nie chce więc tylko konserwować tego, co już zna. Mekies przyznał, że weekend w Kanadzie przyniósł dużo nauki. Według niego zespół co najmniej potwierdził krok wykonany w Miami, a być może zbliżył się nieco do czołówki. Jednocześnie nikt w ekipie nie wie z pełną pewnością, jak daleko samochód był od swojego maksymalnego potencjału.

Verstappen naciska, bo czuje więcej w samochodzie

Najważniejsze dla Red Bulla jest to, że Verstappen nie krytykuje z boku, tylko naciska z wnętrza procesu. Jego uwagi mają znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy strata do najlepszych wydaje się niewielka, ale z kokpitu samochód sprawia wrażenie, jakby można było wydobyć z niego więcej. Mekies podkreślił, że takie odczucia kierowcy są dla zespołu zaproszeniem do dalszego eksperymentowania. Ryzyko oznacza jednak także potencjalną cenę do zapłacenia. Jeśli ekipa szuka granic, czasem znajdzie ślepą uliczkę, a czasem kawałek to, czego szuka.

Kanada pokazała postęp, ale nie rozwiązała problemu

Podium Verstappena poprawia obraz Red Bulla po GP Kanady, lecz nie usuwa pytania o powtarzalność formy. Sam kierowca zachował ostrożność w ocenie, bo wynik zależał także od okoliczności po stronie rywali. To nie był weekend, po którym można spokojnie ogłosić koniec problemów.

Dla Red Bulla ważniejsze od samego miejsca na podium może być potwierdzenie, że agresywna praca nad ustawieniami nadal ma sens. W Milton Keynes najwyraźniej wolą takie spięcia niż grzeczne stanie w miejscu.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl