Sąd Rejonowy w Elblągu skazał dwóch mężczyzn oskarżonych o kradzież Lexusa RX 450h należącego do Małgorzaty Tusk. Łukasz W. otrzymał karę trzech lat pozbawienia wolności, a Stefan N. został skazany na rok i trzy miesiące więzienia. Samochód o wartości około 155 tys. zł zniknął z Sopotu we wrześniu 2025 roku. Jak zeznała żona premiera Donalda Tuska, złodziej potrzebował zaledwie 11 sekund, aby dostać się do auta i odjechać.
Kradzież Lexusa w 11 sekund
Do zdarzenia doszło w nocy z 9 na 10 września 2025 roku w Sopocie, w pobliżu miejsca zamieszkania premiera Donalda Tuska. Łupem złodziei padł pięcioletni Lexus RX 450h należący do Małgorzaty Tusk. Jego wartość oszacowano na około 155 tys. zł.
Auto było zaparkowane w okolicy objętej ochroną Służby Ochrony Państwa. Podczas rozprawy 28 października 2026 roku Małgorzata Tusk zeznała, że o kradzieży dowiedziała się od funkcjonariusza SOP.
Z nagrania monitoringu wynikało, że sprawca potrzebował zaledwie 11 sekund od otwarcia drzwi do odjazdu. Według właścicielki tak szybkie działanie wskazywało na wcześniejsze przygotowanie kradzieży.
Z ustaleń śledczych wynikało, że zabezpieczenia samochodu przełamano za pomocą nieustalonego urządzenia umożliwiającego nieautoryzowane otwarcie pojazdu. Nie ujawniono, jakiego dokładnie sprzętu użyto.
Lexus odnaleziony w Gdańsku
Policjanci odnaleźli samochód kilka godzin po zgłoszeniu kradzieży. Lexus stał na ogólnodostępnym parkingu w Gdańsku-Kokoszkach, około 20 km od miejsca, z którego został zabrany. Miał już zmienione tablice rejestracyjne.
Po odzyskaniu auta zauważono uszkodzenia w okolicy konsoli środkowej. Małgorzata Tusk zeznała, że złodzieje mogli szukać lokalizatora GPS zamontowanego w samochodzie. Urządzenie pozostawało jednak nieaktywne. Część przedmiotów z kabiny, w tym fotelik dziecięcy, przeniesiono do bagażnika.
Samochód był ubezpieczony, dlatego właścicielka nie poniosła kosztów związanych z kradzieżą. Po odzyskaniu Lexusa zdecydowała się sprzedać go firmie, w której wcześniej był serwisowany.
Trzy samochody i sześć zarzutów
W sprawie oskarżono Łukasza W. oraz Stefana N. Pierwszy został zatrzymany kilka dni po kradzieży na lotnisku w Gdańsku, skąd zamierzał odlecieć do Bułgarii. Drugi został zatrzymany później.

fot. Lexus
Łukasz W. usłyszał łącznie sześć zarzutów. Oprócz kradzieży Lexusa Małgorzaty Tusk prokuratura zarzuciła mu kradzież dwóch innych samochodów:
- Lexusa RX o wartości około 200 tys. zł, skradzionego w Elblągu;
- Toyoty C-HR wartej około 130 tys. zł, która zniknęła w Sopocie.
Pozostałe trzy zarzuty dotyczyły posługiwania się podrobionymi tablicami rejestracyjnymi. Łączna wartość trzech samochodów wynosiła około 485 tys. zł. Według prokuratury przynajmniej części przestępstw Łukasz W. dopuścił się w warunkach powrotu do przestępstwa. Obaj oskarżeni byli wcześniej karani.
Oskarżony zmienił stanowisko przed sądem
Podczas śledztwa Łukasz W. początkowo nie przyznawał się do zarzucanych czynów. Mówił o leczeniu psychiatrycznym i przyjmowaniu dużej ilości leków. Twierdził również, że w dniu kradzieży słyszał głosy nakazujące mu zabrać samochód, przejechać się nim i pozostawić go na parkingu. Utrzymywał, że nie zamierzał przywłaszczyć pojazdu.
Przed sądem zmienił stanowisko. Przyznał się do zarzucanych czynów w zakresie własnego udziału, wyraził skruchę i przeprosił pokrzywdzonych. Nie chciał jednak szczegółowo opisywać kradzieży ani odpowiadać na pytania dotyczące ewentualnych wspólników.
Jego obrońcy zaproponowali karę trzech lat więzienia, grzywnę w wysokości 15 tys. zł oraz zapłatę 5 tys. zł jednej z pokrzywdzonych. Prokurator zaakceptował propozycję, ale sąd odrzucił wniosek z powodu niewyjaśnionych okoliczności współdziałania obu oskarżonych. Łukasz W. przyznawał się do własnego udziału, natomiast Stefan N. kwestionował swoje sprawstwo.
Jaką rolę miał pełnić drugi oskarżony?
Według prokuratury Stefan N. nie uczestniczył bezpośrednio w otwieraniu Lexusa. Miał pełnić funkcję pilota, nadzorując trasę przejazdu skradzionego samochodu. Następnie miał odebrać Łukasza W. z parkingu w Gdańsku i odwieźć go do domu.
Śledczy uważali, że pozostawienie samochodu w Gdańsku było elementem podziału zadań. Lexus miał zostać później odebrany przez inne osoby.
Sąd wydał wyrok. Obaj mężczyźni pójdą do więzienia
5 listopada 2026 roku Sąd Rejonowy w Elblągu skazał Łukasza W. na trzy lata pozbawienia wolności, a Stefana N. na rok i trzy miesiące więzienia. Obaj otrzymali kary bezwzględnego pozbawienia wolności.
W uzasadnieniu sąd wskazał na dowody potwierdzające udział oskarżonych w przestępstwach. W skradzionych samochodach znaleziono ślady biologiczne Łukasza W. Z kolei udział Stefana N. miały potwierdzać nagrania monitoringu oraz dane dotyczące logowania jego telefonu.
Wyrok zakończył postępowanie przed sądem pierwszej instancji. Dostępna relacja z ogłoszenia orzeczenia nie podaje, czy jest ono prawomocne.






