Jeden błędny skręt kosztował 70-letnią kierującą ze Stargardu aż 10 tys. zł. Policjanci wystawili jej dwa mandaty po 5 tys. zł, choć oba naruszenia wynikały z jednego manewru. Teraz zakończyło się postępowanie dyscyplinarne wobec funkcjonariuszy. Obaj zostali ukarani, ale nadal pełnią służbę, a sprawa mandatów seniorki wciąż czeka na rozstrzygnięcie sądu.
Dwa mandaty za jeden manewr
Do zdarzenia doszło 5 sierpnia 2026 roku w Stargardzie, na skrzyżowaniu ulic Konopnickiej i Wojska Polskiego. 70-letnia kobieta, zamiast pojechać prosto, skręciła w prawo, ignorując znak zakazujący tego manewru. W ten sposób wjechała również pod prąd w ulicę jednokierunkową, mijając znak zakazu wjazdu.
Kierująca szybko zorientowała się, że popełniła błąd, i samodzielnie zatrzymała samochód. Manewr zauważyli jednak policjanci ze Stargardu, którzy postanowili ukarać kobietę za niezastosowanie się do zakazu skrętu w prawo i zakazu wjazdu.
Funkcjonariusze wystawili dwa oddzielne mandaty po 5000 zł – jeden za niezastosowanie się do zakazu skrętu w prawo, drugi za zignorowanie zakazu wjazdu. Łączna kara wyniosła 10 tys. zł, a do tego doszły punkty karne.
Zdenerwowana seniorka miała początkowo sądzić, że mandat opiewa na 500 zł, dlatego go przyjęła. Dopiero później sprawa nabrała rozgłosu, a rodzina kobiety rozpoczęła starania o uchylenie obu kar.
Policja przyznała się do nieprawidłowości
Po interwencji wszczęto postępowanie dyscyplinarne wobec funkcjonariuszy. Jego wyniki ujawniło 22 października Radio Szczecin. Okazało się, że policjanci nieprawidłowo zastosowali procedurę mandatową, a ponadto niewłaściwie korzystali z kamer nasobnych. Cała interwencja nie została zarejestrowana.
Aspirant Wojciech Jędrych, oficer prasowy stargardzkiej policji, wyjaśnił Radiu Szczecin, dlaczego postępowanie funkcjonariuszy wzbudziło zastrzeżenia:
W praktyce oznacza to, że postępowanie mandatowe – akurat w tym przypadku zgodnie z przepisami – nie było przewidziane w taki sposób, jak policjanci to wykonali. Interwencja powinna być nagrywana. Natomiast to, jak wykonali to policjanci, budziło wątpliwości, więc zostali za to ukarani.
W rezultacie jeden policjant otrzymał naganę, a drugi ostrzeżenie o niepełnej przydatności do służby na zajmowanym stanowisku. Ta druga kara nie jest jeszcze prawomocna, ponieważ funkcjonariusz złożył odwołanie. Sprawę rozpatruje komendant wojewódzki policji.
Co grozi funkcjonariuszom?
Choć obaj policjanci nadal pracują, orzeczone sankcje nie są wyłącznie symbolicznym upomnieniem. Nagana może oznaczać konsekwencje finansowe i ograniczenia dotyczące awansu – wiąże się między innymi z obniżeniem nagrody rocznej o 20%.
Znacznie poważniejsze jest ostrzeżenie o niepełnej przydatności do służby. To kara dyscyplinarna, która sygnalizuje, że kolejne przewinienie może mieć dla funkcjonariusza dalej idące konsekwencje zawodowe.
Aspirant Jędrych tak wyjaśnił jej znaczenie w rozmowie z Radiem Szczecin:
Jest to kara dyscyplinarna dosyć wysoka. Polega ona na wytknięciu ukaranemu niewłaściwego postępowania i uprzedzenia go, że jeżeli popełni takie przewinienie dyscyplinarne ponownie w przyszłości, to może być wyznaczony na przykład na niższe stanowisko służbowe lub ukarany surowszą karą dyscyplinarną.
Nagana ulega „zatarciu” po sześciu miesiącach, natomiast ostrzeżenie o niepełnej przydatności do służby – po 12 miesiącach od uprawomocnienia się orzeczenia. W przypadku drugiego funkcjonariusza termin ten jeszcze nie rozpoczął biegu, ponieważ postępowanie odwoławcze pozostaje w toku.
Jeden czyn, dwa wykroczenia?
Sprawa od początku wzbudzała wątpliwości nie tylko ze względu na wysokość kar, ale również sposób zakwalifikowania zachowania kierującej. Kobieta naruszyła dwa zakazy, jednak zrobiła to podczas jednego manewru. Powstaje więc pytanie, czy policjanci mieli podstawy, aby wystawić dwa odrębne mandaty.
W polskim prawie wykroczeń obowiązuje zasada, zgodnie z którą jeden czyn może stanowić tylko jedno wykroczenie. Wynika ona z art. 9 § 1 Kodeksu wykroczeń. Jeżeli ten sam czyn wyczerpuje znamiona określone w kilku przepisach, stosuje się przepis przewidujący najsurowszą karę. Nie oznacza to automatycznie możliwości sumowania osobnych mandatów za każde naruszenie.
To właśnie ta kwestia ma zasadnicze znaczenie dla oceny interwencji. Naruszenie dwóch znaków drogowych nie musi oznaczać popełnienia dwóch odrębnych wykroczeń, jeżeli oba naruszenia są elementami jednego czynu.
Mandaty nadal nieuchylone
Rodzina 70-latki złożyła do sądu wniosek o uchylenie obu mandatów. Na podstawie dotychczas opublikowanych informacji nie można jednak stwierdzić, że sąd już je anulował. Postępowanie dyscyplinarne policjantów i sądowa ocena mandatów to dwie odrębne kwestie.
Oznacza to, że choć policja stwierdziła uchybienia po stronie własnych funkcjonariuszy, nie przesądza to jeszcze o ostatecznym wyniku sprawy seniorki. Rozstrzygnięcie dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej nie zastępuje orzeczenia sądu w przedmiocie uchylenia mandatów.
Nie ma przy tym wątpliwości, że 70-latka popełniła błąd, wjeżdżając pod prąd. Takie zachowanie może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji i wymaga odpowiedniej reakcji. Równie ważne jest jednak to, aby funkcjonariusze egzekwujący przepisy sami stosowali je prawidłowo. W Stargardzie właśnie ten element policyjnej interwencji okazał się problemem.






