Volkswagen pokazał pierwsze fragmenty niezwykle opływowego samochodu elektrycznego Mission Efficiency. Koncept ma sprawdzić w rzeczywistych warunkach, jak daleko można ograniczyć zużycie energii, wykorzystując przede wszystkim aerodynamikę i rozwiązania w dużej mierze oparte na technice produkcyjnej.
Powstał z myślą o jednym celu
Mission Efficiency nie jest zapowiedzią kolejnego typowego SUV-a na prąd. Volkswagen opracował samochód jako jeżdżące laboratorium efektywności energetycznej, w którym równie istotne jak układ napędowy mają być opory aerodynamiczne i masa.
Producent określa pojazd jako koncept bliski produkcji i podkreśla, że w dużej mierze korzysta on z rozwiązań pochodzących z techniki seryjnej. Celem projektu jest sprawdzenie granic możliwości pełnowartościowego samochodu nadającego się do codziennej eksploatacji.
Nadwozie podporządkowano aerodynamice
Już pierwsze zdjęcia pokazują, że stylistyka została podporządkowana przepływowi powietrza. Nadwozie ma bardzo niski profil, długi dach opadający w stronę zwężającego się tyłu oraz proporcje przypominające kroplę wody.
Volkswagen pracował również nad przepływem powietrza wokół kół. Na fotografiach i szkicach widać aerodynamiczne osłony oraz mocno wygładzone powierzchnie boczne. Z przodu zastosowano pas świetlny rozciągający się przez niemal całą szerokość auta i podświetlane logo marki, podobne rozwiązanie pojawia się również z tyłu.
Projekt przywodzi na myśl Volkswagena XL1, czyli wcześniejszy eksperyment niemieckiej marki z ekstremalnym ograniczaniem zużycia energii. Tam konstruktorzy również wykorzystali bardzo niskie nadwozie, zwężający się tył i liczne rozwiązania podporządkowane aerodynamice.
Z Wolfsburga do Wiednia
Najważniejszym elementem programu będzie przejazd z Wolfsburga do Wiednia. Volkswagen określa go jako próbę rekordową, podczas której zamierza sprawdzić aerodynamikę, zużycie energii oraz możliwości normalnej eksploatacji samochodu elektrycznego.
Trasa ma liczyć około 800 km. Marka nie ujawniła jeszcze, jaki dokładnie rekord zamierza ustanowić ani jakie kryterium będzie decydowało o wyniku. Biorąc pod uwagę charakter projektu, kluczowe znaczenie będzie miała jednak ilość energii potrzebnej do pokonania długiej trasy.
Wiele niewiadomych
Volkswagen nie podał dotąd pojemności akumulatora, mocy silnika ani przewidywanego zasięgu Mission Efficiency. Nie znamy również współczynnika oporu aerodynamicznego Cd, choć właśnie aerodynamika jest jednym z najważniejszych elementów całego eksperymentu.
Projekt pokazuje jednak alternatywną drogę rozwoju samochodów elektrycznych. Zwiększanie zasięgu nie musi sprowadzać się wyłącznie do montowania coraz większych i cięższych baterii. Obniżenie zapotrzebowania auta na energię może pozwolić osiągnąć duży zasięg przy mniejszym akumulatorze, choć Volkswagen nie potwierdził jeszcze, że właśnie taką konfigurację zastosował w tym samochodzie.
Dopiero pełna prezentacja parametrów pokaże, jak daleko inżynierowie rzeczywiście posunęli się w tej koncepcji. Na razie wiadomo przede wszystkim, że Mission Efficiency nie jest wyłącznie nieruchomym modelem stylistycznym – samochód ma zostać poddany próbie w normalnym ruchu.
Następca XL1?
Pod względem idei Mission Efficiency można traktować jako duchowego następcę Volkswagena XL1. Tamten samochód również miał pokazać, jak niewiele energii może potrzebować pojazd drogowy, jeżeli podporządkuje się temu niemal całą konstrukcję.
Nie oznacza to jednak, że nowy koncept trafi do salonów. Volkswagen wyraźnie określa Mission Efficiency jako pojazd koncepcyjny, który nie jest przeznaczony do sprzedaży. Producent nie zapowiedział również jego seryjnego odpowiednika.
Znacznie bardziej prawdopodobne jest wykorzystanie doświadczeń zdobytych podczas projektu w przyszłych modelach elektrycznych marki. Jeżeli Mission Efficiency rzeczywiście pokaże znaczące korzyści z ograniczania oporów i zapotrzebowania na energię, najciekawsze mogą się więc okazać nie rekordy samego prototypu, lecz rozwiązania, które później przedostaną się do zwykłych Volkswagenów.






