Volvo Cars zapowiedziało kolejną falę oszczędności, która oznacza likwidację 2500 miejsc pracy na całym świecie. Producent chce ograniczyć wydatki o dodatkowe 5 mld koron szwedzkich (ok. 1,96 mld zł), ponieważ pogarszające się wyniki finansowe i rosnąca konkurencja coraz mocniej uderzają w jego działalność. Największe konsekwencje restrukturyzacji odczują pracownicy w Szwecji.
Tysiące miejsc pracy zagrożonych
Volvo Cars przedstawiło nowy plan redukcji kosztów, który zakłada zmniejszenie zatrudnienia o 2500 osób na całym świecie, w tym około 2000 w Szwecji. To kolejny etap restrukturyzacji szwedzkiego producenta, kontrolowanego przez chiński koncern Geely.
Nie wszystkie redukcje będą jednak oznaczały tradycyjne zwolnienia. Firma zamierza ograniczać zatrudnienie między innymi poprzez wygaszanie kontraktów z konsultantami, nieobsadzanie części wakatów powstających wskutek naturalnej rotacji oraz proponowanie pracownikom dobrowolnych odejść.
Planowane oszczędności obejmują również wydatki pośrednie i koszty zmienne. Volvo oczekuje, że pełne efekty programu będą widoczne do końca 2027 roku. W porównaniu z 2024 rokiem koszty pośrednie mają być wówczas niższe o niemal 25%.
Wyniki poniżej oczekiwań
Skalę problemów producenta pokazują wyniki finansowe za trzeci kwartał 2026 roku. Volvo Cars odnotowało skorygowaną stratę operacyjną w wysokości 3,7 mld koron szwedzkich (ok. 1,45 mld zł). W analogicznym okresie ubiegłego roku firma wypracowała jeszcze 5,8 mld koron (ok. 2,28 mld zł) zysku operacyjnego.
Oznacza to pogorszenie wyniku o 9,5 mld koron (ok. 3,73 mld zł) w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy. Jednocześnie marża brutto spadła z 20,4% do 14,7%, co wskazuje na wyraźne osłabienie rentowności sprzedaży.

fot. Volvo
Problemy Volvo mają kilka przyczyn. Producent mierzy się z ostrą konkurencją ze strony chińskich marek, słabszym popytem na samochody elektryczne oraz wysokimi cłami. Dodatkowym obciążeniem jest spadek sprzedaży na dwóch istotnych rynkach: w Chinach i Stanach Zjednoczonych.
Kolejne miliardy oszczędności
Nowy program nie jest pierwszą próbą ograniczenia wydatków. Już w 2025 roku Volvo Cars ogłosiło plan oszczędnościowy o wartości 18 mld koron szwedzkich (ok. 7,07 mld zł). Za jego realizację odpowiada między innymi Håkan Samuelsson, który powrócił na stanowisko dyrektora generalnego firmy.
Obecna inicjatywa ma przynieść dodatkowe 5 mld koron (ok. 1,96 mld zł) oszczędności. Łącznie oba ogłoszone programy opiewają więc na 23 mld koron szwedzkich (ok. 9,04 mld zł), choć dotyczą różnych działań i okresów realizacji.
Samuelsson chce przede wszystkim obniżyć próg rentowności przedsiębiorstwa, czyli poziom sprzedaży niezbędny do pokrycia kosztów działalności. Dzięki temu Volvo miałoby być mniej podatne na wahania popytu i skuteczniej chronić przepływy pieniężne w trudniejszych warunkach rynkowych.
Presja na producenta rośnie
Niepokój inwestorów znajduje odzwierciedlenie w notowaniach giełdowych. Od początku 2026 roku akcje Volvo Cars straciły około 54% wartości. Firma wycofała również wcześniejsze prognozy wyników na cały rok, wskazując na pogorszenie perspektyw działalności.
To szczególnie wymagający moment dla producenta, który w ostatnich latach intensywnie rozwijał ofertę samochodów elektrycznych. Rosnąca liczba konkurentów, zwłaszcza z Chin, utrudnia utrzymywanie korzystnych cen i marż, a jednocześnie wymusza dalsze inwestycje w nowe technologie.
Restrukturyzacja pokazuje, że nawet marki kojarzone z segmentem premium nie są odporne na problemy europejskiej motoryzacji. Volvo musi teraz pogodzić ograniczanie kosztów z rozwojem nowych modeli i utrzymaniem konkurencyjności. Powodzenie tego planu będzie zależało nie tylko od skali oszczędności, ale również od tego, czy producent zdoła poprawić sprzedaż i rentowność.






