⏱️ 5 min.

Auto rozpylające gaz łzawiący i z matą na pieszych? Oto 7 dziwnych patentów firm motoryzacyjnych

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

25-02-2021 16:02

W świecie motoryzacji granica między innowacją a absurdem bywa cienka jak lakier na chińskim crossoverze. Co chwilę ktoś coś patentuje – a to chłodzenie opon wodą, a to masaż stóp na tylnej kanapie. Problem w tym, że większość z tych pomysłów nigdy nie wyjedzie z biura patentowego. Zostaną tam, gdzie ich miejsce: w królestwie inżynierskiej fantazji.

Te wynalazki są jak science fiction dla kierowców – niby ciekawe, ale spróbuj to tylko wyprodukować, a zaraz pojawi się dział prawny, dział kosztów i dział zdrowego rozsądku. No ale marzyć trzeba. I za to tym inżynierom chwała – bo kto wie, może kiedyś jeden z tych cudaków naprawdę trafi pod maskę. Albo raczej… do wnętrza.

Klej na pieszych (Google)

Ktoś w Google stwierdził: „Skoro nie da się uniknąć wypadku z pieszym, to niech chociaż nie odleci”. Zamiast klasycznego zderzenia i lotu przez maskę – miękki klej, do którego pieszy się przykleja. Na poważnie. Specjalna warstwa pod maską miała sprawiać, że delikwent przywiera do auta niczym pluskwa do tapicerki, zamiast kończyć na chodniku pięć metrów dalej. Pomysł ponoć „humanitarny”. Cóż – może i tak, ale wyobraźcie sobie odrywanie tego biedaka na izbie przyjęć.

Gaz łzawiący na złodziei (Toyota)

Toyota postanowiła połączyć klimaty Johanesburga z japońską precyzją. I tak powstał projekt auta, które – zamiast alarmu – wypuszcza gaz łzawiący w kierunku nieproszonych gości. Zamiast „pip-pip” i mrugającego kierunkowskazu – wybuch płaczu i paraliżujący ból oczu. Wbudowane dozowniki zapachowe mają bowiem nie tylko umilać podróż, ale i działać odstraszająco. Teściowa ruszyła autem bez pytania? Proszę bardzo – apka, klik i bach! Wersja rozszerzona powinna obejmować też… czujnik wykrywania ex.

Pneumatyczny masaż stóp (General Motors)

GM postanowił zająć się tym, czego naprawdę brakowało nam w aucie. Masażem stóp. Patent przewidywał umieszczenie pneumatycznych mat w przestrzeni na nogi, które – w rytm jakiegoś impulsu – masowałyby zmęczone stopy pasażerów. Wyobraźcie sobie: korek na autostradzie, spaliny, klaksony – a wy siedzicie i czujecie, jak fale masażu łagodnie omijają haluksy. Czego chcieć więcej?

Elektroniczna aplikacja zapachowa (Ford)

Ford uznał, że skoro aplikacje już nas stalkują, to czemu nie miałyby też… wąchać? Oto projekt aplikacji, która dobiera dla nas pojazd na podstawie zapachu. Czujniki spektrometryczne, chromatografy i inne cuda analizują kabinę taksówki, by uniknąć „smrodliwych” podróży – zwłaszcza dla alergików. Efekt? Taksówka bez orzeszków, bez psa i bez cebulowych chipsów. W teorii – piękne. W praktyce – czekamy na wersję wykrywającą zapach porażki.

Chłodzenie opon wodą (Daimler)

W Mercedesie najwyraźniej uznali, że skoro F1 używa wentylatorów, to czemu nie posunąć się dalej. Ich patent to system chłodzenia opon wodą, który – dzięki kamerze na podczerwień – wykrywa gorące ogumienie i zrasza je wodą z dysz w nadkolach. A skąd woda? A, to proste – auto zbiera deszczówkę albo wodę z… innych aut. I to wszystko miałoby jeszcze mieć wymiennik ciepła, który wodę zimą podgrzeje. Ciekawe tylko, jak długo przeciętny użytkownik będzie uzupełniać ten system butelkowaną Żywiec Zdrój.

Kino samochodowe (Ford)

W świecie autonomii, gdzie auto jedzie samo, Ford postanowił dodać element Hollywoodu. Rozwijany ekran na przednią szybę i projektor z tyłu miały zamienić wnętrze samochodu w kino domowe. Wizja: korek na A2, a ty oglądasz „Ojca Chrzestnego” z HDR i Dolby Atmos, podczas gdy Passat za tobą ogląda twój zderzak. Wersja alternatywna: ekran z tyłu foteli, dla bardziej konserwatywnych kinomanów.

Samoczyszcząca się paka (Toyota)

Zabrudzenia po żwirze, błocie czy resztkach z budowy? Toyota ma pomysł. Pick-up z systemem samooczyszczania przestrzeni ładunkowej. Dysze ciśnieniowe wbudowane w boki paki rozpryskują wodę pod wysokim ciśnieniem, usuwając brud, piach i wspomnienia po poprzednim właścicielu. Woda pobierana z przyłącza jak w kempingu, a wspomagana przez kompresor. W sumie – bardziej prawdopodobne niż masaż stóp.

Podsumowanie

Świat patentów motoryzacyjnych to miejsce, gdzie zdrowy rozsądek i wyobraźnia prowadzą odwieczny pojedynek. Jedni tworzą, drudzy testują, a my… się śmiejemy. I choć większość z tych cudów raczej nigdy nie trafi na drogi, to może dobrze – bo czasem lepiej marzyć, niż potem to wszystko serwisować.

Tagi: patent

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.