Fikcyjne stłuczki za miliony. W tle auta premium, „kaskaderzy” i 376 oskarżonych

Luksusowe samochody, podstawieni kierowcy i kolizje organizowane pod wypłaty z polis stworzyły jedną z największych spraw ubezpieczeniowych w Polsce. Do Sądu Okręgowego w Siedlcach trafił akt oskarżenia obejmujący 376 osób, a straty firm ubezpieczeniowych przekraczają 20 mln zł.
W tej historii najważniejsza nie jest pojedyncza stłuczka, ale skala i powtarzalność mechanizmu. Śledczy łączą sprawę z blisko 240 zdarzeniami drogowymi, które miały wyglądać jak typowe szkody komunikacyjne. W praktyce miały być elementem dobrze zorganizowanego procederu.
Najpierw samochód, potem scenariusz szkody
W kolizjach wykorzystywano pojazdy o dużej wartości. Część z nich była kradziona i przerabiana, co dodatkowo komplikowało ustalanie ich historii. Takie auta pozwalały zgłaszać szkody, których wartość mogła robić poważne wrażenie na likwidatorach.
Według ustaleń śledczych pojedyncze odszkodowanie w niektórych przypadkach sięgało nawet 300 tys. zł. Przy kilkuset uczestnikach i setkach zgłoszeń nie była to już kreatywna księgowość z garażu. To był system nastawiony na powtarzalny zysk.
Podstawieni kierowcy i znikający uczestnicy
Zderzenia nie miały być przypadkowym skutkiem nieuwagi na drodze. W zdarzeniach uczestniczyli tzw. kaskaderzy, którzy po kolizji opuszczali miejsce zdarzenia. Ich rolę przejmowały później inne osoby, występujące jako kierowcy w dokumentach dla ubezpieczycieli.
Rzeczniczka mazowieckiej policji, podinsp. Katarzyna Kucharska, tak opisała organizację procederu:
Żadna ze szkód nie była przypadkowa. Całość nadzorowali członkowie grupy, którzy organizowali przebieg zdarzenia, wybierali jego miejsce, opłacali podstawione osoby i nadzorowali proces ubiegania się o odszkodowania.
Fikcyjna własność i prawdziwe przelewy
Auta występujące w zgłoszeniach były rejestrowane na osoby, które nie były ich faktycznymi właścicielami. Te same osoby pojawiały się później w dokumentacji szkodowej i podawały rachunki bankowe do wypłaty pieniędzy. Po przelewie środki miały trafiać do organizatorów całego układu.
Taki schemat utrudniał szybkie powiązanie pojazdu, kierowcy i rzeczywistego beneficjenta odszkodowania. Dla ubezpieczyciela sprawa mogła wyglądać jak kolejna kosztowna szkoda. Dla śledczych stała się fragmentem dużo większej układanki.
Kradzione auta, części i dziuple
W toku postępowania funkcjonariusze odnaleźli kilkadziesiąt kradzionych samochodów oraz kilkaset części. Na terenie województwa mazowieckiego zlikwidowano także dziuple samochodowe. Zabezpieczono dokumentację dotyczącą zgłaszanych szkód.
Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono majątek o wartości blisko 4,3 mln zł. Od podejrzanych przejęto też 23 pojazdy warte łącznie 2 mln zł. Samochody sprzedano później na licytacjach prowadzonych przez Urząd Skarbowy w Radomiu.
Sprawa trafia do sądu po sześciu latach
Śledztwo trwało ponad sześć lat. Ostatecznie akt oskarżenia objął 376 osób, a 18 podejrzanych trafiło do tymczasowego aresztu. Policja określa tę sprawę jako największe tego typu śledztwo w Polsce.
Dla kierowców uczciwie korzystających z polis takie afery mają bardzo przyziemny skutek. Im więcej fikcyjnych szkód trafia do systemu, tym większa presja na procedury, kontrole i koszty obsługi prawdziwych zdarzeń. A później zwykły kierowca słyszy, że rynek znowu „musi się dostosować”.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

McLaren wraca do gry po Miami. Stella mówi już o obronie mistrzostw

Red Bull odchudził RB22. Cel jest prosty: limit masy już w Austrii

Amerykańscy producenci boją się chińskich aut. Branża naciska na Trumpa przed spotkaniem z Xi Jinpingiem

Kia szykuje następcę Stingera. Nowe GT jest gotowe w 90%



