Zachód oddał kontrolę nad kluczowym surowcem. Dziś płaci za to wysoką cenę

Ziemie rzadkie są dziś fundamentem elektromobilności, elektroniki i energetyki. Problem w tym, że ich wydobycie i rafinacja w ogromnej części znajdują się pod kontrolą Chin. To uzależnienie zaczyna mieć realne konsekwencje dla przemysłu i gospodarki.
Ziemie rzadkie obejmują 17 pierwiastków, które są niezbędne w wielu gałęziach przemysłu. Trafiają do telewizorów, smartfonów, systemów sztucznej inteligencji, ale też do silników elektrycznych, akumulatorów, paneli fotowoltaicznych i turbin wiatrowych. Choć nazwa sugeruje coś wyjątkowo trudno dostępnego, problem nie polega wyłącznie na samym występowaniu tych surowców.
Kluczowe znaczenie ma to, że zwykle nie pojawiają się w wysokich stężeniach, więc ich pozyskanie i oczyszczenie wymaga złożonych procesów chemicznych.
Motoryzacja i energetyka bez nich nie działają
W praktyce ziemie rzadkie są jednym z filarów nowoczesnej gospodarki. Bez nich trudno mówić o dalszym rozwoju elektromobilności, a także o rozbudowie technologii związanych z energetyką odnawialną i zaawansowaną elektroniką. To właśnie dlatego ich znaczenie przestało być wyłącznie przemysłowe.
Stały się aktywem strategicznym, czyli zasobem, który daje realny wpływ polityczny i gospodarczy. W takim układzie nie chodzi już tylko o produkcję aut, lecz także o kontrolę nad całymi łańcuchami dostaw.
Chiny budowały pozycję od lat 60. XX w.
Pekin zaczął konsekwentnie szukać, wydobywać i rafinować ziemie rzadkie już w latach 60. Za tym podejściem stało przekonanie, że te pierwiastki staną się surowcem przyszłości. Z perspektywy czasu widać, że była to kalkulacja trafiona. Stany Zjednoczone i Unia Europejska przez lata akceptowały taki podział ról.
Rafinacja i oczyszczanie tych pierwiastków są mocno obciążające dla środowiska, więc Zachód pozwolił, by Chiny wykonywały tę najbardziej problematyczną część procesu.
Zachód oddał pole, Chiny zyskały dźwignię
Efekt jest prosty: Chiny urosły do roli globalnego monopolisty w obszarze ziem rzadkich. To nie stało się nagle ani przez przypadek. Był to wynik wieloletniej strategii i bierności konkurentów, którzy woleli korzystać z gotowego układu niż budować własne, trudniejsze zaplecze. Dziś ta przewaga wraca jak bumerang, tylko mniej przyjemny niż reklamy o bezproblemowej transformacji.
Kiedy surowiec staje się narzędziem nacisku, przemysł motoryzacyjny i energetyczny zaczynają odczuwać, że zależność od jednego gracza nie jest tylko problemem na papierze.
Europa nadal nie ma jasnej odpowiedzi
Największy problem Europy polega na tym, że waha się między świadomością ryzyka a zdecydowanym działaniem. Surowce potrzebne do transformacji energetycznej są już nie tylko kwestią klimatu czy przemysłu, ale też bezpieczeństwa gospodarczego.
W świecie, w którym auto elektryczne, elektronika i infrastruktura energetyczna opierają się na tych samych zasobach, kontrola nad ziemiami rzadkimi oznacza kontrolę nad tempem zmian. A to oznacza, że rachunek, o którym dziś mowa, może dopiero trafiać do skrzynki.
O autorze
Marek Karpiuk
Najnowsze

GIOŚ cofa wykonanie decyzji. Tor Poznań może dalej działać

DSG potrafi zachwycić, ale jedna wersja psuje jej opinię. Oto, co warto wiedzieć przed zakupem

Silnik 1.4 TSI Volkswagena to dwa różne światy. Jeden warto rozważyć, drugi lepiej omijać

Najlepsze silniki do Passata B8. Które wybrać, a których unikać?



