Miał szukać zatrudnienia, ale zamiast rozmowy kwalifikacyjnej wybrał przejażdżkę jednym z najdroższych samochodów świata. Mężczyzna odwiedzający posiadłość Mate Rimaca ukradł limitowane Bugatti Chiron Sport 110 Ans, warte kilka milionów euro. Chorwacki przedsiębiorca miał osobiście ruszyć za złodziejem Porsche 911, a cała historia zakończyła się dopiero w Austrii.
Kluczyki czekały w środku
Do nietypowej kradzieży doszło na prywatnej posesji Mate Rimaca, założyciela Rimac Automobili i szefa Bugatti Rimac. Według relacji mężczyzna pojawił się tam w poszukiwaniu pracy. Jego uwagę przyciągnęło zaparkowane na zewnątrz Bugatti Chiron Sport 110 Ans, jedna z zaledwie 20 wyprodukowanych sztuk.
Samochód stał na terenie prywatnym, jednak dostęp do niego nie był skutecznie ograniczony ogrodzeniem. Co więcej, kluczyki pozostawiono we wnętrzu. Mężczyzna miał po prostu wsiąść do hipersamochodu, uruchomić silnik i odjechać, nie pokonując żadnych zabezpieczeń.
Pozostawienie kluczyków w aucie nie było przypadkowym przeoczeniem. Jak wynika z relacji, w otoczeniu Rimaca samochody są regularnie przestawiane i użytkowane przez różne osoby, dlatego taka praktyka ułatwiała codzienną pracę. Sprzyjało jej również przekonanie przedsiębiorcy, że Chorwacja jest wystarczająco bezpiecznym krajem.
Kradzież nie została zauważona od razu. Dopiero po około godzinie jeden z pracowników zorientował się, że Bugatti nie zostało przestawione, lecz zniknęło z posesji. Złodziej zdążył już w tym czasie znacznie się oddalić.
Pościg Porsche 911
Po odkryciu kradzieży Mate Rimac miał samodzielnie wyruszyć na poszukiwanie samochodu. Do pościgu wybrał Porsche 911, choć pod względem osiągów trudno byłoby mu rywalizować z Bugatti Chiron wyposażonym w potężny silnik W16.
Przewagę Porsche stanowił jednak zupełnie inny parametr. 911 miało pełny zbiornik paliwa, podczas gdy Bugatti odjechało z bakiem napełnionym mniej więcej do połowy. Przy ogromnym zapotrzebowaniu Chirona na paliwo zasięg mógł okazać się ważniejszy od maksymalnej prędkości.
Kierowca skradzionego samochodu skierował się w stronę granicy, a podczas ucieczki zdołał nawet zatrzymać się na tankowanie. Ostatecznie nie udało mu się jednak uniknąć zatrzymania.
Historia zakończyła się w Austrii, gdzie policja przechwyciła Bugatti i zatrzymała mężczyznę. Nie podano szczegółów dotyczących przebiegu interwencji ani tego, czy Rimac pozostawał bezpośrednio za uciekającym samochodem w chwili zatrzymania.
Straty okazały się niewielkie
Pomimo wartości samochodu i długiej trasy pokonanej przez złodzieja Chiron wrócił w niemal nienaruszonym stanie. Według dostępnej relacji jedyne zauważalne uszkodzenie dotyczyło przedniego spojlera.
Jeszcze bardziej zaskakująca okazała się reakcja właściciela. Mężczyzna odpowiedzialny za kradzież miał znajdować się w stanie dezorientacji, a Rimac zdecydował się nie składać zawiadomienia o przestępstwie. Najważniejsze było dla niego odzyskanie wyjątkowego samochodu.
Nie oznacza to automatycznie, że sprawa nie mogła mieć dalszych konsekwencji prawnych. Nie ujawniono jednak szczegółów ewentualnego postępowania prowadzonego przez austriackie służby.
Bugatti warte miliony
Skradziony egzemplarz nie był zwykłym Chironem. Bugatti Chiron Sport 110 Ans to specjalna edycja przygotowana z okazji 110-lecia francuskiej marki, założonej w 1909 roku. Producent ograniczył jej produkcję do zaledwie 20 samochodów.
Wyróżnia się on elementami nawiązującymi do francuskiej flagi, ekskluzywnym wykończeniem i ośmiolitrowym silnikiem W16 z czterema turbosprężarkami. Jednostka rozwija 1500 KM i 1600 Nm, a napęd trafia na cztery koła za pośrednictwem siedmiobiegowej przekładni dwusprzęgłowej.
Ustalenie aktualnej wartości tak rzadkiego samochodu nie jest proste, ponieważ egzemplarze tej wersji sporadycznie pojawiają się w sprzedaży. Pewien punkt odniesienia stanowi oferta z Japonii, gdzie za Chirona Sport 110 Ans zażądano 3 852 120 euro (ok. 16,93 mln zł). Jest to jednak cena ofertowa, a nie potwierdzona wartość transakcyjna skradzionego egzemplarza.
Przy takich kwotach nawet niewielkie uszkodzenia nadwozia mogą oznaczać kosztowne naprawy. Tym bardziej odzyskanie samochodu w niemal nienaruszonym stanie można uznać za szczęśliwe zakończenie całego zdarzenia.
Najdziwniejsza rozmowa kwalifikacyjna?
Nie wiadomo, czy mężczyzna rzeczywiście zdążył porozmawiać z kimkolwiek o zatrudnieniu ani jakie były jego pierwotne zamiary. Dostępne informacje nie pozwalają również ustalić, co skłoniło go do tak ryzykownego działania.
Cała sytuacja pokazuje jednak, że nawet samochód wart kilkanaście milionów złotych może zostać skradziony bez specjalistycznego sprzętu czy przełamywania elektronicznych zabezpieczeń. Wystarczy, że pozostanie otwarty, z kluczykami w środku. A w tym przypadku dodatkowym elementem historii był właściciel, który zamiast czekać na rozwój wydarzeń, sam miał ruszyć w pościg.






