MotoGuru.pl

Świat stanął na głowie, czyli dlaczego w Australii zakazano tej reklamy Toyoty?

30-sekundowa reklama australijskiego oddziału Toyoty została zakazana ze względu na to, że promuje niebezpieczny styl jazdy. O co poszło? Dokładnie o ułamek sekundy, gdy GR Yaris rusza z miejsca.

Wiadomo, że reklama nie powinna być dla nikogo obraźliwa, nie powinna promować nieprzyzwoitych zachowań czy wyśmiewać czyichś przekonań. Wydawać by się mogło, iż nie ma nic trudnego w stworzeniu spotu, który spełniałby te wymagania. Niestety, to złudne podejście – w końcu to, co jednego śmieszy czy bawi, dla kogoś innego może być niedopuszczalne.

W naszych realiach sprawę obraźliwej lub nieobyczajowej reklamy można zgłosić do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, powołując się na art. 24 ust. 2-3 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Z grubsza chodzi w nim o to, że przekaz w reklamie nie powinien prowadzić do naruszenia zbiorowych interesów, a informacja w nim zawarta powinna być rzetelna, pełna i prawdziwa. Do tego przepisu można też podciągnąć spot naruszający dobre obyczaje. Tyle że te ostatnie nie zostały w żaden sposób zdefiniowane, a ich interpretacja wynika po prostu z konkretnej sytuacji.

Inna możliwość to zwrócenie się do Rady Reklamy, która dba o to, aby przekaz reklamowy był uczciwy i zgodny ze standardami określonymi przez Kodeks Etyki Reklamy. Stara się ona przeciwdziałać reklamom, wprowadzającym w błąd, naruszającym podstawowe wartości czy też zagrażającym uczciwej konkurencji.

No dobra – tyle teorii. A co w australijskiej reklamie poszło nie tak? Otóż chodzi o moment, w którym GR Yaris, a więc sportowy, 261-konny wariant japońskiego mieszczucha dynamicznie rusza z miejsca wzbijając tumany piachu. Trwa to raptem ułamek sekundy, ale według australijskiej komisji ds, reklamy Japończycy naruszyli dwie zasady. Mianowicie promują niebezpieczną jazdę oraz zachęcają do przekraczania prędkości! Zresztą zobaczcie sami:

Idąc tym tropem powinno się zakazywać spotów jakichkolwiek samochodów zdolnych do przekroczenia dozwolonej prędkości. W końcu reklamując auto można powiedzieć, że w niewłaściwych rękach może ono narazić uczestników ruchu na niebezpieczeństwo czy na utratę zdrowia.

Pamiętam, jak kiedyś jeden z kierowców spowodował wypadek, potrącając rowerzystę i powodując u niego spore obrażenia. Poruszał się on którymś z modeli Mercedesa-AMG i przez wielu użytkowników mediów społecznościowych został zmieszany z błotem. Ba, dostało się producentowi samochodu, który tworząc auto zdolne do szybkiego rozpędzania się naraża ludzi na niebezpieczeństwo. Według jego rozumowania z wytwórcy nożów kuchennych, nie mówiąc już o producentach broni, z miejsca powinniśmy uczynić kryminalistów.

Toyota nie ma zresztą dobrej ręki do spotów. Polskie reklamy jej produktów z udziałem Włodzimierza Zientarskiego i w postaci „Auto Magazynu” wielokrotnie były już zaskarżane jako wprowadzające ludzi w błąd oraz niezgodne z Kodeksem Etyki Reklamy. Mimo tego nie doczekały się żadnej kary.

Dopiero kręcona w Warszawie reklama modelu C-HR, w której kierowca samochodu wyprzedza na pasach i przecina podwójną linię ciągłą została uznana za „promującą niebezpieczną jazdę samochodem i zachęcającą do łamania przepisów ruchu drogowego”. Z tym stwierdzeniem akurat się zgadzamy!