⏱️ 3 min.

Tak kierowcy Tesli oszukują system monitorowania uwagi. Wystarczy mały gadżet

Zdjęcie autora artykułu

Redakcja MotoGuru.pl

19-06-2026 17:06
Tesla Model Y
fot. Tesla

Kierowcy w Chinach znaleźli wyjątkowo prymitywny sposób na obejście kamer monitorujących uwagę za kierownicą. Wystarczy mała plastikowa głowa ustawiona przed obiektywem, aby system Tesli uznał, że człowiek patrzy na drogę. Sprawa jest o tyle poważna, że FSD wciąż wymaga nadzoru prowadzącego, a podobne systemy monitorowania stają się coraz ważniejszym elementem nowych aut.

Plastikowy pasażer dla kamery, realne ryzyko na drodze

Tesla stosuje kamerę umieszczoną nad lusterkiem wstecznym, która obserwuje oczy i położenie głowy kierowcy. Gdy patrzy on w telefon, przysypia albo przestaje kontrolować sytuację, samochód uruchamia ostrzeżenia, a później może ograniczyć działanie autopilota. Problem polega na tym, że część kierowców zaczęła traktować ten system nie jak zabezpieczenie, lecz jak zagadkę do rozwiązania.

W Chinach przed obiektywem montują małe plastikowe głowy na stopce. Kamera widzi wtedy nieruchomą twarz skierowaną przed siebie i uznaje, że wszystko jest w porządku. To nie jest spryt w stylu „technicznej ciekawostki”, tylko obchodzenie zabezpieczenia, które ma pilnować podstawowej rzeczy: obecności człowieka w procesie prowadzenia. FSD Tesli pozostaje systemem wspomagającym, a nie w pełni autonomicznym.

Internet zrobił z tego trend i mały biznes

Zjawisko nie zatrzymało się na pojedynczych eksperymentach. Na chińskich platformach e-commerce pojawiły się miniaturowe głowy przeznaczone właśnie do oszukiwania kamer. Wśród popularnych motywów mają być m.in. pomniejszone podobizny Dwayne’a Johnsona i znanych piłkarzy.

Na portalach społecznościowych kierowcy pokazują filmy z montażem i kalibracją takiego gadżetu. Jeden z popularnych materiałów ma pokazywać, że kluczowa jest wielkość zbliżona do piłeczki pingpongowej. Mniejszy obiekt może być trudniejszy do prawidłowego uchwycenia przez kamerę.

 

Najbardziej niepokojący jest nie sam plastikowy rekwizyt, ale zachowanie za kierownicą. W jednym z przykładów kierowca demonstruje działanie triku podczas jazdy autostradą z prędkością około 100 km/h, trzymając w rękach telefon i jedząc ziarna słonecznika.

Eksperci wskazują na brak detekcji żywej twarzy

Krytyka wobec Tesli dotyczy nie tylko lekkomyślności kierowców. Eksperci zwracają uwagę, że system oparty na kamerze powinien odróżniać twarz człowieka od statycznego przedmiotu. Podobne mechanizmy, znane jako detekcja żywej twarzy, działają dziś nawet w smartfonach.

Jeżeli kamera w samochodzie daje się zmylić plastikową miniaturą albo wydrukowanym obrazem 3D, oznacza to istotną lukę w oprogramowaniu. W praktyce system sprawdza wtedy, czy przed obiektywem znajduje się coś przypominającego twarz, a nie czy kierowca faktycznie nadzoruje jazdę. Chiński portal Sina News ujął problem dosadnie:

Każdy, kto instaluje fałszywą głowę w celu obejścia kontroli, ryzykuje życie swoje i innych. Dopóki samochody nie są w pełni autonomiczne, człowiek pozostaje głównym systemem bezpieczeństwa. Plastikowa głowa za kilkaset juanów tego nie zastąpi.

Największy problem leży po stronie kierowców

Plastikowa głowa jest tylko objawem większego zjawiska. Część kierowców traktuje systemy wspomagania jazdy tak, jakby były zapewniały jazdę w pełni autonomiczną. Tymczasem obecne rozwiązania nadal zakładają, że człowiek obserwuje drogę i jest gotowy do przejęcia kontroli.

Tesla może poprawić oprogramowanie, a inni producenci mogą uszczelnić własne systemy monitorowania. Nie zmienia to jednak podstawowego faktu: żaden asystent jazdy nie zwalnia kierowcy z odpowiedzialności. Zwłaszcza wtedy, gdy za jego „czujność” robi plastikowa głowa przyklejona przed kamerą.

Tagi: FSD, Tesla

O autorze

© 2026 MotoGuru.pl