⏱️ 4 min.

Xiaomi SU7 Max pokonało 4264 km w 24 godziny. Absolutnie zaskakująca średnia prędkość

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

21-01-2026 13:01
Xiaomi SU7 Max

Wyobraź sobie elektrycznego sedana, który przez całą dobę kręci kółka po zamkniętym owalu, zatrzymuje się tylko na ładowanie i mimo tego dowozi wynik, który brzmi jak literówka. Xiaomi SU7 Max przejechało 4264 km w 24 godziny, jadąc chwilami około 240 km/h i utrzymując średnią ponad 177 km/h już po uwzględnieniu postojów na ładowanie. To nie test „ile wyciśniemy z baterii”, tylko sprawdzian, czy auto potrafi szybko wracać do gry i nie tracić tempa.

Scenariusz był prosty, ale bezlitosny dla techniki: seryjny, homologowany SU7 Max trafił na zamknięty, owalny tor w chińskiej prowincji Jiangsu i jeździł bez przerw przez 24 godziny. Żadnych modyfikacji, żadnych podmian podzespołów. Jedyny powód postoju: ładowanie.

Nie pojemność, tylko tempo „tankowania” prądu

W takim formacie wygrywa nie ten, kto ma największą baterię, tylko ten, kto potrafi krótko stać i długo jechać. Kluczowa okazała się zdolność szybkiego uzupełniania energii oraz utrzymywania wysokiej mocy bez „oddechu” elektroniki i bez przegrzewania, bo to wciąż jedna z największych bolączek mocnych elektryków jeżdżących długo i szybko.

Xiaomi oparło ten wynik na architekturze o napięciu 897 V. Wyższe napięcie oznacza możliwość uzyskania wyższych mocy ładowania przy mniejszych stratach i mniejszym obciążeniu cieplnym, przynajmniej w teorii. Tu teoria miała się sprawdzić w praktyce: wielokrotne szybkie ładowania i ciągła jazda w wysokim tempie nie mogą kończyć się gwałtownym „ucięciem” osiągów.

897 V, 101,7 kWh i napęd, który nie lubi zwalniać

Akumulator ma 101,7 kWh i został zaprojektowany pod powtarzalne szybkie ładowanie. Napęd tworzy para silników elektrycznych V6s Plus, które mają osiągać do 22 000 obr./min. Maksymalna prędkość auta to 265 km/h, ale w tym teście ważniejsze było to, że układ chłodzenia i sterowanie nie wymuszały drastycznego zdejmowania nogi z „gazu”. Dla porządku, najważniejsze liczby z tej konfiguracji można zebrać wprost:

  • przejechany dystans: 4264 km w 24 godziny
  • jazda chwilami: około 240 km/h
  • średnia z postojami na ładowanie: ponad 177 km/h
  • architektura wysokiego napięcia: 897 V
  • pojemność akumulatora: 101,7 kWh
  • prędkość maksymalna: 265 km/h
  • maksymalne obroty silników: do 22 000 obr./min

15 minut ładowania i „setki kilometrów” energii. Deklaracje i ich cień

Marka podaje, że w idealnych warunkach SU7 Max ma w około 15 minut szybkiego ładowania uzupełnić energię odpowiadającą nawet około 670 km zasięgu według cyklu CLTC, a według WLTP byłoby to nieco mniej. To dobrze pasuje do idei całego wyczynu: nie chodzi o rekord „na jednym ładowaniu”, tylko o minimalizowanie przerw przy utrzymaniu wysokiego tempa jazdy.

W praktyce takie wartości zawsze są wrażliwe na warunki, styl jazdy i dostępność odpowiednio mocnej infrastruktury, więc warto traktować je jako deklarowany potencjał, a nie obietnicę w każdych okolicznościach. Deklarowany zasięg SU7 Max to do 835 km według CLTC. To znów liczba „z metodyki”, która zwykle wypada korzystniej niż WLTP, ale pokazuje kierunek: bateria i układ ładowania mają być narzędziem do szybkiej pracy w trasie, a nie tylko do bicia tabel.

Seryjne kontra prototyp: dlaczego nie da się tego wrzucić do jednego worka

W tle pojawia się ciekawy kontekst: Mercedes-AMG testował koncept AMG GT XX na torze Nardò i w przeliczeniu osiągał wyższy 24-godzinny wynik. Tyle że to był prototypowy samochód przygotowany pod walidację nowej, elektrycznej platformy AMG.EA, czyli demonstracja kierunku rozwoju, a nie „produkt z salonu”.

I właśnie dlatego tych liczb nie powinno się zestawiać wprost. To trochę jak porównywać czasy okrążenia auta drogowego i torowej wydmuszki na slickach: można, ale sens będzie głównie memiczny (a tu akurat chodzi o technikę).

Co ten rekord mówi o rynku elektryków

Dla Xiaomi to coś więcej niż ładny nagłówek. Firma, która jeszcze niedawno nie miała praktycznego doświadczenia w budowie aut, pokazuje, że potrafi spiąć w całość baterię, napęd, sterowanie i chłodzenie na poziomie, który wytrzymuje dobę ostrej eksploatacji. Nie jest to dowód na „najlepsze auto świata”, tylko sygnał, że wysokonapięciowe architektury i zarządzanie temperaturą stają się dziś kluczową przewagą, szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą szybkie odcinki i krótkie postoje.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Kopeć

Redaktor
Mechanik z pasji, kierowca z wyboru. Od dzieciństwa rozbieram silniki, by później składać je lepiej niż fabryka.

© 2026 MotoGuru.pl