⏱️ 3 min.

McLaren z własnym silnikiem? Brown stawia warunek

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

28-05-2026 15:05
F1 Aston Martin i McLaren

McLaren nie zamyka sobie drogi do produkcji własnych jednostek napędowych w Formule 1. Zak Brown przyznał, że taki scenariusz miałby sens tylko przy znacznie tańszej architekturze silnikowej, a obecna współpraca z Mercedesem nadal daje zespołowi pełną satysfakcję.

Wypowiedź Browna wpisuje się w coraz głośniejszą dyskusję o tym, co ma napędzać bolidy po kolejnej zmianie przepisów. Temat nabrał tempa po zapewnieniach Mohammeda Ben Sulayema, że silniki V8 mają wrócić najpóźniej w sezonie 2031. Niższe koszty mogłyby otworzyć drzwi producentom, którzy dziś nie chcą wchodzić w bardzo drogie projekty jednostek napędowych.

McLaren nie mówi „nie”, ale pieniądze są kluczem

Brown wprost zaznaczył, że McLaren rozważyłby własny silnik tylko wtedy, gdyby regulacje stworzyły rozsądny model finansowy. To nie jest zapowiedź rozwodu z Mercedesem, lecz raczej sygnał, że zespół z Woking chce mieć otwarte opcje. CEO McLarena powiedział:

Gdybyśmy mieli taką formułę silnikową, opłacalną finansowo, to byśmy ją rozważylibyśmy, podobnie jak całą technologię. Mimo to nie możemy być bardziej zadowoleni z Mercedesa. Jeśli jednak pojawi się coś, co na pierwszy rzut oka będzie miało finansowy sens, to się temu przyjrzymy.

To zdanie dobrze pokazuje ostrożność McLarena. Marka ma własną historię, własne drogowe supersamochody i ogromne ambicje, ale budowa jednostki napędowej F1 to nie jest zamówienie pizzy z podwójnym serem. Przy obecnym poziomie kosztów taki ruch musiałby mieć bardzo twarde uzasadnienie.

V8 brzmi prościej, ale problem nie dotyczy tylko dźwięku

Powrót silników V8 jest kuszącym hasłem dla kibiców, bo przywołuje prostszą i bardziej mechaniczną Formułę 1. W praktyce stawką jest także koszt wejścia, poziom skomplikowania technologii oraz to, czy nowa architektura zachęci kolejnych producentów do udziału w mistrzostwach. Obecne regulacje są krytykowane głównie za dużą zależność od energii elektrycznej. Kierowcy coraz nieustannie mówią o zarządzaniu akumulatorem, a nie tylko o klasycznej walce na torze. Szefowie ekip, w tym Toto Wolff, bronią jednak kierunku rozwoju F1.

Brown broni widowiska, choć rozumie kierowców

Brown dołączył do grona osób, które uważają, że obecne ściganie w telewizji nadal działa. Według niego kibic widzi dobry produkt, wyprzedzanie i zmienną rywalizację, nawet jeśli kierowcy nie zawsze czerpią z niej pełną frajdę. CEO McLarena wskazał przykład Miami, gdzie pojawiło się kilku różnych liderów i sporo walki na torze. Jego zdaniem nowe przepisy wymagają przyzwyczajenia, a zarządzanie energią jest kolejną odmianą tego, co w F1 istniało od lat pod postacią zarządzania oponami lub innymi ograniczeniami.

McLaren patrzy na przyszłość bez palenia mostów

Najważniejsze w tej historii jest to, że McLaren nie deklaruje rewolucji. Zespół jest zadowolony z Mercedesa, ale jednocześnie obserwuje, czy przyszłe przepisy nie stworzą bardziej dostępnej drogi do niezależności. Jeżeli F1 faktycznie pójdzie w stronę tańszej i mniej skomplikowanej architektury, McLaren może znaleźć się wśród ekip, które przestaną myśleć wyłącznie jak klienci producentów silników. Na razie to tylko uchylone drzwi. Ale w Formule 1 czasem właśnie przez takie szczeliny widać ciekawe kierunki zmian.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl