Williams przeżywa jeden z najtrudniejszych weekendów sezonu Formuły 1. Alex Albon i Carlos Sainz odpadli już w Q1 kwalifikacji do Grand Prix Stanów Zjednoczonych, a kolejne zmiany ustawień nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Kierowcy przyznają, że problemy bolidu są poważniejsze, niż początkowo zakładano, i nie spodziewają się szybkiej poprawy.
Albon bezradny w Austin
Problemy Williamsa na Circuit of The Americas były widoczne od pierwszych treningów. W FP1 i FP2 Alex Albon zamykał tabelę wyników, a w trzeciej sesji zdołał wyprzedzić jedynie zespołowego partnera Carlosa Sainza oraz kierowców Cadillaca: Sergio Pereza i Valtteriego Bottasa. Do najszybszego Lewisa Hamiltona stracił niemal 2,8 sekundy.
Sobotnie kwalifikacje nie przyniosły przełomu. Obaj kierowcy Williamsa mieli trudności z utrzymaniem samochodów na torze i zakończyli rywalizację już po Q1. Ostatecznie Sainz wystartuje do niedzielnego wyścigu z 17. miejsca, a Albon z 18. pozycji. Przesunięcie o dwa pola do przodu zawdzięczają karom nałożonym na Franco Colapinto i Gabriela Bortoleto.
Po kwalifikacjach Albon nie ukrywał dezorientacji. Tajlandczyk przyznał, że zespół próbował niemal wszystkiego, jednak żadna ze zmian nie rozwiązała podstawowych problemów samochodu. Zwrócił również uwagę na strategię wyjazdów z garażu, sugerując, że podczas ostatniej próby pojawił się na torze zbyt wcześnie.
Jak wspomniał Albon w rozmowie z oficjalnym serwisem Formuły 1:
Szczerze mówiąc, zakończyłem kwalifikacje równie zdezorientowany, jak byłem podczas pierwszego treningu. Próbowaliśmy wszystkiego. W każdej sesji stosujemy inne ustawienia, a mimo to nie potrafimy rozwiązać podstawowych problemów samochodu. Rzucamy makaronem o ścianę i liczymy, że coś się przyklei, ale nic się nie przykleja. Zobaczymy jutro.
Ta obrazowa wypowiedź dobrze oddaje sytuację w Williamsie. Zespół nie tylko ma problem z osiągami, lecz także nie znalazł dotąd skutecznego kierunku zmian. Eksperymentowanie z ustawieniami zawieszenia i aerodynamiki nie przynosi poprawy wystarczającej do nawiązania walki z rywalami.
Sainz zaprzepaścił dobrą próbę
Carlos Sainz również nie miał powodów do zadowolenia, choć w końcówce kwalifikacji dostrzegł pewne oznaki poprawy. Hiszpan przyznał, że zmiany ustawień pozwoliły mu poczuć się pewniej za kierownicą, a jego ostatnie okrążenie zapowiadało się znacznie lepiej niż wcześniejsze próby.
Według Sainza pierwsze dwa sektory przejechał bardzo szybko. Problem pojawił się dopiero w końcowej części okrążenia, kiedy popełnił błąd podczas jazdy na granicy możliwości samochodu. Uważa, że przy idealnym trzecim sektorze mógł być może nawet awansować do Q2.
Hiszpan nie próbował jednak tłumaczyć całego niepowodzenia pojedynczą pomyłką. Podkreślił, że zespół zdecydował się na odważne eksperymenty z ustawieniami, a on sam zaryzykował podczas decydującej próby. Ostatecznie nie zdołał wykorzystać potencjału, który pojawił się w pierwszych dwóch sektorach.
Rozwój kosztem wyników
Za trudnościami Williamsa stoi również szersza strategia zespołu. Jak wyjaśnił Sainz, podczas weekendu w Austin ekipa poświęciła dużo czasu na testowanie rozwiązań z myślą o sezonie 2027. Oznaczało to, że optymalizacja aktualnego samochodu nie była jedynym priorytetem.
Hiszpan przyznał, że dopiero podczas ostatnich okrążeń kwalifikacyjnych Williams zbliżył się do najlepszego możliwego wykorzystania obecnego pakietu. Jednocześnie zaznaczył, że testy przyszłorocznych rozwiązań nie mogą być usprawiedliwieniem słabego tempa.
Sainz w rozmowie z oficjalnym serwisem F1 ocenił sytuację bez ogródek:
Z pewnością uczymy się kilku rzeczy z myślą o przyszłym roku. Dużo w to inwestujemy, ale prawdą jest również to, że nie możemy ukrywać faktu, iż na torze takim jak Austin mamy bardzo słaby samochód. Nawet gdybyśmy nie poświęcali tyle czasu na rozwijanie tych rozwiązań na przyszły rok, nie bylibyśmy dziś w lepszej sytuacji. Jesteśmy wolni, tak po prostu jest.
To istotne rozróżnienie. Williams wykorzystuje obecne weekendy wyścigowe do zbierania danych przydatnych w dalszym rozwoju, ale zdaniem Sainza rezygnacja z tych eksperymentów nie wystarczyłaby, aby samochód stał się konkurencyjny w Austin. Problem nie sprowadza się więc wyłącznie do kompromisu między przygotowaniami do kolejnego sezonu a bieżącymi wynikami.
Bez nadziei na przełom
Jeszcze przed rozpoczęciem weekendu Sainz ostrzegał, że nie spodziewa się cudów podczas Grand Prix Stanów Zjednoczonych. Po sobotnich kwalifikacjach jego ocena pozostała równie pesymistyczna.
Hiszpan podkreślił, że zespół robi wszystko, co może, ale nie oczekuje zasadniczej poprawy do końca sezonu. Takie stanowisko sugeruje, że Williams nie dysponuje obecnie rozwiązaniem, które pozwoliłoby szybko wyeliminować słabości samochodu.
Niedzielny wyścig zapowiada się zatem jako trudne zadanie dla obu kierowców. Start z 17. i 18. pola oznacza konieczność przebijania się przez stawkę, a dotychczasowe tempo Williamsa nie daje mocnych podstaw do optymizmu. Pozostaje pytanie, czy doświadczenia zebrane podczas eksperymentów w Austin przyniosą wymierne korzyści w sezonie 2027.






