Nawet dożywocie za spowodowanie śmiertelnego wypadku podczas szaleńczej jazdy? Polskie prawo już dziś dopuszcza taką możliwość, ale wymaga udowodnienia kierowcy zamiaru zabójstwa. Profesor Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego przekonuje, że w najbardziej drastycznych przypadkach należy sięgać po ten przepis. Inni prawnicy zwracają jednak uwagę na poważny problem: jak udowodnić, że kierowca godził się na czyjąś śmierć?
Osiem lat więzienia czy dożywocie?
Za spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego na podstawie art. 177 § 2 Kodeksu karnego grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Taki wymiar kary dotyczy podstawowego typu przestępstwa, bez dodatkowych okoliczności skutkujących zaostrzeniem odpowiedzialności. Tymczasem za zabójstwo z art. 148 § 1 k.k. można otrzymać nawet dożywocie.
Różnica wynika przede wszystkim ze sposobu zakwalifikowania czynu. Wypadek drogowy jest przestępstwem nieumyślnym, natomiast zabójstwo wymaga ustalenia umyślności działania sprawcy. Nie oznacza to jednak, że osoba odpowiadająca za zabójstwo musiała od początku planować czyjąś śmierć.
Polskie prawo rozróżnia bowiem zamiar bezpośredni i ewentualny. Ten drugi zachodzi wtedy, gdy sprawca przewiduje możliwość popełnienia przestępstwa i godzi się na taki skutek. W przypadku śmiertelnego zdarzenia drogowego kluczowe byłoby zatem wykazanie, że kierowca przewidywał możliwość zabicia człowieka i akceptował taki rezultat, a nie jedynie naruszał przepisy ruchu drogowego.
Właśnie o stosowanie tej konstrukcji prawnej wobec najbardziej niebezpiecznych kierowców apeluje prof. Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W artykule opublikowanym 11 października 2026 roku na łamach „Rzeczpospolitej” przekonuje, że niektóre tragiczne zdarzenia na drogach powinny być rozpatrywane jako zabójstwa, a nie wyłącznie nieumyślne wypadki.
Pirat drogowy godził się na śmierć innych?
To najważniejszy problem prawny związany z taką kwalifikacją. Sama świadomość, że niebezpieczna jazda może doprowadzić do tragedii, nie jest jeszcze wystarczająca, aby przypisać kierowcy zamiar ewentualny. Trzeba również ustalić jego stosunek do możliwych konsekwencji.
Na tę trudność zwracał uwagę dr Piotr Kładoczny, karnista z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, w wywiadzie udzielonym OKO.press w październiku 2024 roku. Jego zdaniem w praktyce niezwykle trudno wykazać, że kierowca pędzący z ogromną prędkością rzeczywiście godził się na pozbawienie życia innej osoby.
Kładoczny wskazywał, że motywacją takich zachowań może być chęć szybkiego dotarcia do celu albo przyjemność z brawurowej jazdy. Nawet jeśli kierowca zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, nie można automatycznie przyjąć, że akceptuje czyjąś śmierć.
Istnieje bowiem istotna różnica między zamiarem ewentualnym a świadomą nieumyślnością. W drugim przypadku sprawca przewiduje możliwość tragicznego skutku, ale bezpodstawnie zakłada, że uda mu się go uniknąć. O kwalifikacji prawnej decyduje więc nie tylko skala zagrożenia, lecz także ustalony na podstawie dowodów stosunek sprawcy do możliwej śmierci człowieka.
Kładoczny sceptycznie oceniał również przekonanie, że samo zwiększanie surowości kar musi prowadzić do poprawy bezpieczeństwa. Zwracał uwagę, że wieloletnie pozbawienie wolności już stanowi poważną sankcję, a ewentualne zaostrzenia należy oceniać także pod kątem ich rzeczywistego działania prewencyjnego.
Tragedia na A1
Szczególnie wymownym przykładem w tej dyskusji stała się sprawa Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. W tragedii zginęła trzyosobowa rodzina podróżująca samochodem marki Kia.
Podczas mowy końcowej prokurator Aleksander Duda wskazał, że BMW prowadzone przez oskarżonego poruszało się z prędkością 315–330 km/h. Zachowanie kierowcy porównał do gry w rosyjską ruletkę, podkreślając ogromne zagrożenie dla życia pozostałych uczestników ruchu.
Mimo to oskarżenie dotyczy spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, czyli czynu z art. 177 § 2 Kodeksu karnego. To przestępstwo zagrożone w podstawowym typie karą do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Profesor Małecki uważa, że opis zachowania przedstawiony przez prokuratora mógłby uzasadniać rozpatrywanie sprawy również w kontekście zabójstwa z zamiarem ewentualnym. W jego ocenie skrajnie niebezpieczna jazda może świadczyć o obojętności wobec życia innych ludzi.
Nie oznacza to jednak, że Sebastianowi M. udowodniono zamiar zabójstwa. Akt oskarżenia nie obejmuje takiego zarzutu, a o odpowiedzialności oskarżonego rozstrzyga sąd na podstawie materiału dowodowego. Stanowisko profesora jest oceną prawną określonego rodzaju zachowań, a nie sądowym ustaleniem winy w tej konkretnej sprawie.
Brawurowa jazda a nieostrożność?
Profesor Małecki zwraca uwagę na zasadniczą różnicę między kierowcą, który przez moment nieuwagi doprowadza do tragicznego zdarzenia, a osobą świadomie podejmującą ekstremalne ryzyko na drodze publicznej.
W pierwszym przypadku przyczyną tragedii może być niezamierzone naruszenie zasad bezpieczeństwa. W drugim chodzi o wielokrotnie bardziej niebezpieczne zachowanie, w którym kierowca celowo rozpędza samochód do prędkości pozostawiającej bardzo niewielki margines na reakcję w sytuacji zagrożenia.
Małecki argumentuje, że przy prędkości około 300 km/h możliwość skutecznego panowania nad przebiegiem niebezpiecznego zdarzenia jest drastycznie ograniczona. W jego interpretacji świadome podjęcie takiego ryzyka może w określonych okolicznościach świadczyć o godzeniu się na śmierć innych osób.
Nie ma jednak w Kodeksie karnym granicznej prędkości, po której przekroczeniu automatycznie dochodzi do zabójstwa. Każde zdarzenie wymaga indywidualnej oceny, uwzględniającej przebieg jazdy, zachowanie kierowcy, sytuację na drodze oraz dowody dotyczące jego świadomości i nastawienia.
Problem nie sprowadza się zatem do ustalenia, czy samochód poruszał się z prędkością 150, 200 czy 300 km/h. Chodzi o ocenę całego zachowania i odpowiedź na pytanie, czy sprawca jedynie lekkomyślnie liczył na uniknięcie tragedii, czy również godził się na możliwość zabicia człowieka.
Kierowca może czuć się bezpiecznie
W dyskusji o zamiarze ewentualnym pojawia się jeszcze jeden argument. Skoro osoba prowadząca samochód z ekstremalną prędkością sama naraża się na śmierć, można twierdzić, że nie godzi się na tragiczne zakończenie jazdy. Przecież nie chce zginąć.
Profesor Małecki wskazuje jednak na słabość takiego rozumowania. Współczesne samochody mają rozbudowane systemy ochrony pasażerów, a kierowcy mocnych i dużych pojazdów mogą czuć się w nich szczególnie bezpiecznie. Poczucie własnego bezpieczeństwa nie musi przy tym odpowiadać rzeczywistemu poziomowi zagrożenia.
Osoba za kierownicą może zakładać, że nawet w razie zderzenia sama uniknie najpoważniejszych obrażeń. Nie oznacza to, że w podobnej sytuacji równie dobrze chronieni będą pasażerowie innego samochodu, piesi czy rowerzyści.
Z tego powodu, zdaniem Małeckiego, brak akceptacji ryzyka własnej śmierci nie wyklucza możliwości godzenia się na śmierć innej osoby. Jest to jednak argument dotyczący oceny zamiaru, a nie dowód, że każdy kierowca zachowujący się w taki sposób faktycznie działa z zamiarem ewentualnym.
Osobne przestępstwo zabójstwa drogowego?
W debacie publicznej wielokrotnie pojawiał się postulat wprowadzenia do Kodeksu karnego nowej kategorii przestępstwa, określanej jako „zabójstwo drogowe”. Miałoby to umożliwić surowsze karanie sprawców najtragiczniejszych zdarzeń drogowych, zwłaszcza tych związanych z wyjątkowo niebezpieczną jazdą.
Stanowisko prof. Małeckiego prowadzi jednak do innego wniosku. Według niego obowiązujące przepisy o zabójstwie już teraz pozwalają pociągnąć do tak surowej odpowiedzialności niektórych piratów drogowych. Problemem jest przede wszystkim sposób interpretowania i stosowania prawa.
Karnista opowiada się więc za odważniejszym rozważaniem art. 148 k.k. w przypadkach, w których zachowanie kierowcy może świadczyć o godzeniu się na śmierć innych uczestników ruchu. Nie postuluje natomiast automatycznego traktowania każdego śmiertelnego wypadku spowodowanego brawurą jako zabójstwa.
Z kolei z argumentacji dr. Kładocznego wynika, że zasadniczej trudności nie usuwa samo posługiwanie się określeniem „zabójstwo drogowe”. Jeżeli przestępstwo miałoby pozostać umyślne, nadal konieczne byłoby udowodnienie odpowiedniego zamiaru. Gdyby ustawodawca zdecydował się na odmienną konstrukcję, wymagałoby to określenia nowych przesłanek odpowiedzialności.
Dożywocie jest możliwe
Zabójstwo w podstawowym typie jest zagrożone karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 10 lat albo dożywotniego pozbawienia wolności. To znacznie surowsza sankcja niż przewidziana za nieumyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego.
Nie można jednak utożsamiać możliwości zastosowania art. 148 k.k. z automatycznym wymierzaniem dożywocia. Nawet w razie udowodnienia zabójstwa o rodzaju i wymiarze kary decyduje sąd, uwzględniając wszystkie okoliczności sprawy.
Ostatecznie spór między prezentowanymi stanowiskami dotyczy więc nie tylko tego, jak surowo karać piratów drogowych. Równie ważna jest odpowiedź na pytanie, kiedy skrajna brawura przestaje być jedynie nieumyślnym naruszeniem zasad bezpieczeństwa, a staje się działaniem, którego sprawca godzi się na śmiertelne konsekwencje.
Profesor Małecki przekonuje, że w najbardziej drastycznych przypadkach nie należy bać się kwalifikacji prawnej zabójstwa. Dr Kładoczny przypomina natomiast o konieczności udowodnienia zamiaru, a nie tylko wyprowadzenia go z niebezpiecznego zachowania kierowcy.
To rozróżnienie ma ogromne znaczenie. Od ustaleń dotyczących zamiaru może bowiem zależeć, czy sprawca tragicznego zdarzenia drogowego odpowie za nieumyślny wypadek, czy za umyślne pozbawienie życia człowieka, za które polskie prawo przewiduje nawet dożywocie.






