Chciał zrezygnować z zakupu Maserati MC20 Spyder. Sąd zostawił mu ogromny rachunek

Robin Junge wycofał się z zakupu Maserati MC20 Spyder, bo wpadł w problemy finansowe. Sąd uznał jednak, że podpisał wiążącą umowę i musi zapłacić nie tylko 300 tys. koron norweskich (ok. 111 000 zł), ale też odsetki oraz koszty procesu. Samochodu przy tym nie dostanie.
W 2021 roku Robin Junge zawarł z norweskim dealerem Formula Automobile Norge umowę na zakup nowego Maserati MC20 Spyder. Stało się to jeszcze przed opublikowaniem oficjalnego cennika tego modelu.
Później całkowita cena auta sięgnęła 4,2 mln koron norweskich (ok. 1 554 000 zł). Wcześniej Junge kupił już podobne Maserati MC20 w wersji coupe za 3,5 mln koron norweskich (ok. 1 295 000 zł).
Chciał anulować zakup po odebraniu pierwszego auta
Gdy w 2022 roku odebrał pierwsze Maserati, uznał, że nie chce już kupować drugiego egzemplarza w wersji kabriolet. Twierdził, że dokument z 2021 roku był jedynie rezerwacją, a nie wiążącą umową kupna. Dealer miał inne stanowisko i potraktował sprawę jako zerwanie kontraktu.
Firma zażądała odszkodowania za stratę, która powstała po wycofaniu się klienta z transakcji. W pierwszym etapie sporu Junge wygrał w sądzie polubownym. Później jednak przegrał w sądzie okręgowym w Agder, który zasądził na rzecz dealera 300 tys. koron norweskich. Następnie sąd apelacyjny odrzucił jego odwołanie.
Problemy finansowe nie przekonały sądu
Junge tłumaczył, że zrezygnował z zakupu z powodu pogorszenia sytuacji finansowej. W e-mailu do sprzedawcy napisał, że musi „pociągnąć za sznurek” i zrezygnować z kabrioletu. W postępowaniu sądowym również otwarcie mówił o kłopotach z pieniędzmi.
Według relacji dla norweskiego magazynu Motor jego sytuacja finansowa wyraźnie się pogorszyła, a on sam musiał pozbyć się części majątku. Sąd apelacyjny uznał jednak, że strony zawarły wiążącą umowę kupna. W orzeczeniu wskazano też, że przewidziano opłatę za odstąpienie w wysokości 300 tys. koron norweskich (ok. 111 000 zł), zgodną z przepisami o sprzedaży konsumenckiej.
Z wyroku wynika również, że dealer udokumentował łączną stratę na poziomie 453 tys. koron norweskich (ok. 168 000 zł) po wycofaniu się klienta. Mimo to zasądzona została opłata za anulowanie w wysokości 300 tys. koron norweskich (ok. 111 000 zł).
Do rachunku doszły odsetki i koszty prawników
Na samym zasądzonym świadczeniu sprawa się nie kończy. Junge ma pokryć także odsetki za opóźnienie, koszty procesu strony przeciwnej wynoszące około 500 tys. koron norweskich oraz własne koszty prawne w podobnej wysokości.
To oznacza, że łączny rachunek przekracza dobrze ponad milion koron norweskich. Samochodu przy tym nie odbierze, więc to wyjątkowo drogi sposób na niedoszły garażowy romans. Robin Junge podkreśla, że był przez lata dobrym klientem tego dealera.
Kupował u niego auta, korzystał z leasingu Maserati Levante, a firma sprzedawała także część jego innych samochodów.
Dealer: kontrakt jest kontraktem
Szef Formula Automobile Norge Rune Brath odesłał media do prawnika spółki, Håkona Ustaheima. Ten ocenił wyrok jako prawidłowy i zaznaczył, że klient, który podpisuje wiążącą umowę, musi liczyć się z kosztami jej zerwania.
Prawnik dealera przekonywał też, że Junge odrzucił wcześniejsze propozycje polubownego rozwiązania sporu. Według jego wersji klient chciał wycofać się z całej transakcji bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów.
Miłość do włoskich aut została, ale Maserati już nie
Junge powiedział, że od lat lubi włoskie samochody sportowe i nadal uważa Maserati MC20 za bardzo atrakcyjny model. Mimo to sprzedał już także pierwsze kupione Maserati. Dziś porusza się autem elektrycznym, konkretnie BMW iX.
Nie podjął jeszcze decyzji, czy będzie próbował zaskarżyć ostatni wyrok, bo kolejna apelacja oznaczałaby następne koszty. Takie sprawy pokazują, że w sporze o auto za miliony najdroższy bywa nie sam samochód, lecz podpis złożony za wcześnie.
A ten, jak wiadomo, nie ma trybu Spyder i nie składa się po naciśnięciu przycisku.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

GIOŚ cofa wykonanie decyzji. Tor Poznań może dalej działać

DSG potrafi zachwycić, ale jedna wersja psuje jej opinię. Oto, co warto wiedzieć przed zakupem

Silnik 1.4 TSI Volkswagena to dwa różne światy. Jeden warto rozważyć, drugi lepiej omijać

Najlepsze silniki do Passata B8. Które wybrać, a których unikać?




