⏱️ 2 min.

700 KM, alkohol i śmierć na chodniku. Kierowca dostał dożywocie

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

09-05-2026 10:05
wypadek śmiertelny Niemcy

Pewien 25-letni kierowca z Niemiec został skazany na dożywocie po tragedii w Remscheid. Po alkoholu wsiadł do 700-konnego auta, stracił nad nim panowanie i wjechał na chodnik, zabijając 19-latkę oraz ciężko raniąc 17-latkę. Sąd uznał, że nie był to zwykły wypadek, lecz morderstwo i usiłowanie morderstwa. W głośnej  polskiej sprawie z Trasy Łazienkowskiej prokuratura wskazała zagrożenie karą od 5 do 30 lat więzienia.

Alkohol, mocne auto i próba popisu

Do zdarzenia doszło w Remscheid. Kierowca miał 1,46 promila alkoholu i prowadził samochód o mocy 700 KM. Przy ruszaniu chciał się popisać, ale stracił panowanie nad autem i wjechał na chodnik.

Zginęła 19-letnia Hanna, a 17-latka została ciężko ranna. W tym przypadku sąd potraktował zachowanie kierowcy nie jako błąd za kierownicą, lecz jako świadome podjęcie skrajnego ryzyka.

Zamiar ewentualny zmienił kwalifikację czynu

Kluczowe znaczenie miała ocena, że kierowca działał z tzw. zamiarem ewentualnym. To oznacza, że sprawca przewidywał możliwość zabicia człowieka i mimo to zaakceptował takie ryzyko.

W praktyce taka kwalifikacja odsuwa sprawę od klasycznego „wypadku drogowego”. Sąd uznał 25-latka winnym morderstwa i usiłowania morderstwa. Wyrok dożywocia pokazuje, że skrajnie niebezpieczna jazda może zostać potraktowana jak przestępstwo przeciwko życiu, a nie tylko jak tragiczny finał głupoty za kierownicą.

Historia niebezpiecznej jazdy miała znaczenie

Prokuratura określiła kierowcę jako „tykającą bombę zegarową”. Mężczyzna miał już za sobą historię skrajnie ryzykownej jazdy, więc tragedia w Remscheid nie była oderwanym epizodem.

Nagrania potwierdzały wcześniejsze przejazdy z prędkością ponad 150 km/h w terenie zabudowanym. Na drodze krajowej kierowca miał poruszać się nawet ponad 215 km/h. To nie są wartości z marginesu błędu, tylko poziom jazdy, przy którym droga publiczna staje się prywatnym torem bez band ochronnych.

Jak jest w Polsce?

W Polsce podobna tragedia mogłaby oznaczać karę liczona już nie w kilku, lecz w kilkudziesięciu latach więzienia. Dobrym punktem odniesienia jest głośny wypadek na Trasie Łazienkowskiej z 2024 roku.

Według ustaleń prokuratury, kierowca Volkswagena Arteona był pijany, miał jechać około 226 km/h przy ograniczeniu do 80 km/h, nagrywać jazdę telefonem, uderzyć w Forda z czteroosobową rodziną, a następnie uciec z miejsca zdarzenia.

Zginął 37-letni mężczyzna, jedna osoba doznała obrażeń zagrażających życiu, a dwie kolejne zostały ranne. Prokuratura zaostrzyła kwalifikację czynu i wskazała, że oskarżonemu grozi od 5 do 30 lat więzienia.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

Redaktor działu Porady
Zawodowo inżynier, po godzinach łowca zakrętów. Uważam, że zapach spalonego paliwa to najlepsze perfumy.

© 2026 MotoGuru.pl