Suzuki awansuje na trzecie miejsce wśród japońskich marek. Nissan spada za podium

W 2025 roku Suzuki sprzedało globalnie 3,3 mln aut i minimalnie przeskoczyło Nissana (3,2 mln). Brzmi jak kosmetyka, ale w praktyce to sygnał, że w japońskiej „lidze” zmienia się logika gry. Jedni wygrywają skalą i spokojem, drudzy płacą rachunek za długi poślizg strategiczny.
Toyota wciąż trzyma fotel lidera z wynikiem 10,5 mln aut, a Honda jest za nią z 3,5 mln, mimo spadku o 7,5%. Najciekawsze dzieje się jednak niżej w tabeli, bo tam Suzuki urosło o 1,4% i wykorzystało moment, w którym Nissan zaczął się wyraźnie dusić.
Nowy układ sił wśród japońskich marek
W skrócie, liczby z 2025 roku układają się tak:
- Toyota: 10,5 mln sprzedanych aut
- Honda: 3,5 mln (spadek 7,5%)
- Suzuki: 3,3 mln (wzrost 1,4%)
- Nissan: 3,2 mln
Indie robią robotę: Maruti Suzuki jako filar
U Suzuki klucz jest prosty: gęsta obecność tam, gdzie rynek naprawdę rośnie, i świetne wyczucie lokalnych realiów. Rdzeniem tej układanki są Indie, gdzie Maruti Suzuki (spółka joint venture) kontroluje około 40% rynku samochodów osobowych. Taki przyczółek daje stabilność, nawet gdy globalny popyt raz przyspiesza, a raz hamuje. W praktyce działa to jak amortyzator na nierównej drodze: gdy w jednych miejscach jest nerwowo, w innych wynik trzyma pion.
Dlaczego Nissan traci oddech?
U Nissana obraz jest dużo mniej przyjemny. Marka jest w trakcie głębokiej restrukturyzacji po tym, jak w 2024 roku zebrała straty operacyjne przekraczające 4 mld euro. Do tego dochodzą twarde spadki: sprzedaż w Japonii spadła o 15,2%, a produkcja w USA skurczyła się o 17%. To wygląda jak klasyczny zestaw problemów: średnio ogarnięte zapasy, oferta produktowa, która nie trafia w realny popyt, i transformacja technologiczna, która zamiast dawać przewagę, dokłada stres finansowy. Innymi słowy: dużo ruchu, mało płynności (także tej decyzyjnej).
Zwinność ponad rozmiar: lekcja z 2025 roku
Analitycy rynku wskazują, że dziś kluczowa jest szybkość adaptacji i wchodzenie w lokalny kontekst, a nie sama skala firmy. Analitycy rynku podsumowują to tak:
W obecnym rynku motoryzacyjnym decyduje zdolność szybkiego dopasowania się i praca blisko lokalnych realiów, a nie same rozmiary organizacji.
Suzuki od dawna gra kartą aut względnie tanich, z mocnym naciskiem na koszty użytkowania i codzienną praktyczność. Ta logika szczególnie dobrze działa w krajach, gdzie cena i niezawodność są ważniejsze niż fajerwerki.
Co dalej: Nissan musi udowodnić, że plan działa
Teraz piłka jest po stronie Nissana. Restrukturyzacja ma w kolejnych kwartałach pokazać, czy firma wraca na ścieżkę stabilnego wzrostu. Samo poleganie na kapitale i historii marki nie wystarczy. Tu potrzeba zwinnych decyzji, ostrożnego prowadzenia w okresie zmian i realnego zrozumienia różnic między rynkami.
Na koniec zostaje prosta obserwacja: Toyota dominuje dzięki dojrzałej strukturze przemysłowej i sprzedażowej, Honda walczy o utrzymanie pozycji, a Suzuki robi za studium przypadku, jak wygrywać konsekwencją w rynkach wschodzących. Nissan? Ma mało czasu, by udowodnić, że potrafi nie tylko hamować straty, ale też znów złapać kierunek.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

BMW M2 Coupé i Watkins Glen zapowiedziane w Assetto Corsie EVO 0.5

Nowa Alfa Romeo Giulia ma wrócić na Giorgio EVO. W tle krąży hybrydowe V6 z Maserati

Norwegowie sprawdzili 24 elektryki przy siarczystych mrozach. Zwyciężył samochód z Chin!

Audi w Chinach traci grunt. Zamyka salony i oferuje nawet 50-procentowe rabaty



