⏱️ 4 min.

Lexus na szczycie europejskiego badania niezawodności. Są też marki z Chin

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

20-01-2026 13:01
Lexus IS 2026 podnosi poprzeczkę. I cenę też: zostaje tylko V6

Samochód można kupić sercem, rabatem albo kolorem lakieru. Ale po kilku latach liczy się coś znacznie mniej romantycznego: czy auto odpala, świeci i hamuje bez fochów, oraz ile razy w roku zostawiasz w warsztacie „tylko na chwilę”. Nowe europejskie badanie zrealizowane na realnych doświadczeniach kierowców pokazuje, kto dowozi niezawodność, a kto dowozi… faktury.

Badanie zebrano od maja do lipca 2025 roku: jeden kwestionariusz online, ponad 53 000 kierowców z dziesięciu krajów Europy (w tym z Włoch). Uczestnicy podawali konkrety: model, rocznik, przebieg, zgłoszone usterki i koszty utrzymania. Z tego zbudowano wskaźnik niezawodności w skali 0–100, a obok niego zebrano też ocenę zadowolenia kierowców.

Ranking niezawodności: Azja rozdaje karty

Wynik jest czytelny jak kontrolka „check engine” o 23:47 w trasie: na górze siedzą marki japońskie i ogólnie azjatyckie. Lexus prowadzi z wynikiem 93/100, a tuż za nim jest Toyota z 91/100. Trzecie miejsce dzielą Suzuki i Subaru (po 91/100). Co ważne, marki azjatyckie zajęły dziesięć z jedenastu pierwszych pozycji, czyli reputacja „jeździ i nie marudzi” nie wzięła się z memów.

Dla porządku: w podobnych zestawieniach robionych po drugiej stronie Atlantyku Toyota bywa wskazywana jako numer jeden. Tu jednak europejscy kierowcy postawili na Lexusa. To nie wyrok sądu, raczej fotografia konkretnej próby i konkretnych aut w konkretnych realiach. Najwyżej ocenione marki (niezawodność, a w nawiasie zadowolenie kierowców):

  • Lexus: 93 (zadowolenie 91)
  • Toyota: 91 (85)
  • Suzuki: 91 (84)
  • Subaru: 91 (88)
  • Honda: 89 (86)
  • Tesla: 89 (89)
  • BYD: 89 (88)
  • Smart: 89 (80)
  • Mazda: 89 (86)
  • Mitsubishi: 89 (81)
  • Kia: 89 (84)

Dalej robi się bardziej europejsko: BMW i Hyundai mają po 87/100, Mini i Nissan także po 87/100, a Mercedes i Audi po 84/100. Zestawienie zamyka Land Rover z 64/100, a nisko wypada też MG (72/100). To jeden z tych momentów, gdy „prestiż” i „spokój w eksploatacji” nie zawsze idą w parze (zwłaszcza po gwarancji).

Stellantis w środku stawki: jedni trzymają fason, inni dopiero szukają

W grupie Stellantis wyniki są bardziej „środkopółkowe” niż „na piedestale”. Najlepiej wypadają Lancia i Fiat (po 87/100), a dalej są Jeep (82/100) i Alfa Romeo (80/100). To nie jest dramat, ale też nie jest podium. Jeśli ktoś liczył, że logo koncernu działa jak tarcza ochronna przed usterkami, to może poczuć lekki zawód (taki z kategorii: „a jednak trzeba serwisować”).

To psuje się najczęściej: elektronika, czyli współczesny król drobnych nerwów

Tu nie ma wielkiej tajemnicy: najczęściej wraca temat elektroniki. I nie chodzi wyłącznie o spektakularne awarie, tylko o codzienne drobiazgi, które potrafią zepsuć humor bardziej niż poważna usterka, bo pojawiają się „niby nic, ale znów”. Badanie Altroconsumo ujmuje to tak:

Najczęściej zgłaszanym problemem jest elektronika (14% przypadków), w tym awarie reflektorów, lampek kontrolnych, zamka centralnego i układów sterowania. Kolejne są usterki układu hamulcowego oraz problemy związane ze spalaniem w silniku (po 9%).

W praktyce oznacza to, że „twarda mechanika” wcale nie zawsze jest pierwsza na liście. A przy nowoczesnych autach właśnie te elektryczne drobiazgi potrafią mnożyć wizyty w serwisie, nawet jeśli samo auto jeździ normalnie.

Wczesne usterki i gwarancja: pierwszy test nerwów bywa szybki

Wyraźny sygnał jest też taki, że sporo problemów pojawia się wcześnie: 24% samochodów doświadcza usterek w ciągu pierwszych dwóch lat użytkowania. Dobra wiadomość jest taka, że większość z nich da się wtedy ogarnąć gwarancyjnie. Zła wiadomość: awaria „na nowym” i tak zostawia ślad w zaufaniu, nawet jeśli rachunek wynosi 0 zł (bo czas i logistyka kosztują zawsze).

Ile kosztuje utrzymanie: różnice są większe niż większość się spodziewa

Jeśli chodzi o pieniądze, w próbie włoskiej 64% kierowców korzysta z autoryzowanych warsztatów. To podbija przewidywalność obsługi, ale zwykle nie zbija rachunków. Średnie roczne koszty utrzymania mocno zależą od marki:

  • Mercedes: ok. 450 euro (ok. 1900 zł) rocznie
  • Audi: ok. 450 euro (ok. 1900 zł) rocznie
  • Lexus: ok. 400 euro (ok. 1689 zł) rocznie
  • Volvo: ok. 420 euro (ok. 1774 zł) rocznie
  • Lancia: ok. 200 euro (ok. 845 zł) rocznie
  • Dacia: ok. 230 euro (ok. 971 zł) rocznie
  • Renault: ok. 230 euro (ok. 971 zł) rocznie

W okolicach 300 euro (ok. 1267 zł) rocznie pojawia się sporo marek, m.in. Toyota, Honda, BMW, Mazda, Skoda, Hyundai, Volkswagen, Ford, Jeep czy Opel. A to już jest ten poziom, na którym „tani serwis” zaczyna zależeć bardziej od stylu eksploatacji i konkretnego egzemplarza niż od samego logotypu na masce (czyli bez cudów, ale z szansą na rozsądek).

Zadowolenie kierowców: czasem ważniejsze niż sama niezawodność

Ciekawostka jest taka, że mimo usterek i kosztów, zadowolenie kierowców pozostaje wysokie. W ocenach satysfakcji najwyżej wypada Lexus, ex aequo z Porsche, a zaraz za nimi są Tesla i Polestar. To pokazuje, że ludzie potrafią wybaczać pewne wady, jeśli auto daje im to, czego oczekują na co dzień. Jednocześnie w zestawieniu satysfakcji widać też marki z wynikami w okolicach 73–74 punktów (np. Lancia, Dacia, Renault czy Citroen).

To nadal jest „raczej na plus”, ale już bez zachwytów. Krótko mówiąc: niezawodność to nie jedyny składnik miłości, ale jest tym, co najmocniej wpływa na to, czy ta miłość przetrwa po gwarancji.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Marek Karpiuk

Motoryzacja to dla mnie wolność. Od Fiata 126p po elektryczne superauta – każdy kilometr to przygoda.

© 2026 MotoGuru.pl