Trump chce, by auta mogły spalać więcej paliwa. Producenci popierają zmiany, kierowcy zapłacą miliardy

Redakcja MotoGuru.pl

Redakcja MotoGuru.pl

Administracja Donalda Trumpa zamierza znacząco złagodzić amerykańskie normy zużycia paliwa, a najwięksi producenci samochodów popierają ten kierunek. Według wyliczeń przeciwników zmian nowe przepisy mogą zwiększyć zużycie paliwa w USA o 458 miliardów litrów do 2050 roku. Spór trafił do sądu, a po przeciwnych stronach znalazły się koncerny motoryzacyjne i kilkanaście amerykańskich stanów.

Znacznie łagodniejsze normy

Administracja Trumpa kontynuuje odwracanie polityki motoryzacyjnej poprzedniego prezydenta. Po wycofaniu zachęt wspierających samochody elektryczne przyszedł czas na ograniczenie wymagań dotyczących efektywności paliwowej nowych pojazdów. Proponowane regulacje mają zastąpić normy przyjęte w 2024 roku za prezydentury Joe Bidena.

Różnica jest znacząca. Zgodnie z wcześniejszymi przepisami średnia efektywność paliwowa samochodów objętych normami miała osiągnąć w 2031 roku 50,4 mili na galonie amerykańskim, czyli około 4,67 l/100 km. Administracja Trumpa proponuje obniżenie wymaganego poziomu do 34,9 mili na galonie, co odpowiada około 6,74 l/100 km.

Oznacza to dopuszczenie średniego zużycia paliwa wyższego o około 44% w przeliczeniu na przejechane 100 km. Nie chodzi jednak o wprowadzenie limitu spalania dla każdego samochodu z osobna. Amerykańskie standardy CAFE określają wymagania dotyczące średniej efektywności flot producentów, z uwzględnieniem zasad obliczeniowych i struktury sprzedawanych pojazdów.

Amerykański Departament Transportu poinformował w październiku 2026 roku, że finalizuje nowe regulacje. Ich wprowadzenie pozwoliłoby producentom spełniać mniej wymagające standardy bez konieczności równie intensywnego ograniczania zużycia paliwa w oferowanych samochodach.

Producenci popierają Trumpa

Za złagodzeniem przepisów opowiedziała się organizacja reprezentująca największe koncerny motoryzacyjne, w tym General Motors, Toyotę i Volkswagena. W poniedziałek 2 listopada 2026 roku poparła stanowisko administracji Trumpa w postępowaniu przed federalnym sądem apelacyjnym.

Producenci argumentują, że branża potrzebuje przede wszystkim stabilnych i przewidywalnych regulacji. Utrzymanie wcześniejszych wymagań miałoby wpływać na planowanie inwestycji, rozwój produktów oraz procesy weryfikacji parametrów setek nowych modeli przygotowywanych na rynek amerykański.

Ram HEMI V8 silnik

fot. Ram

Za tym stanowiskiem stoją również względy ekonomiczne. Opracowywanie bardziej oszczędnych jednostek napędowych, modernizacja istniejących konstrukcji i dostosowywanie gamy modelowej do ostrzejszych wymagań generują koszty. Łagodniejsze normy dają producentom większą swobodę w wykorzystywaniu już opracowanych technologii.

Nie oznacza to jednak, że koncerny będą musiały zwiększać spalanie swoich samochodów. Nowe regulacje mają ograniczyć presję prawną na poprawę efektywności paliwowej, pozostawiając producentom możliwość oferowania oszczędniejszych pojazdów, jeśli uznają to za korzystne.

Stany idą do sądu

Propozycja administracji spotkała się ze sprzeciwem Kalifornii, Nowego Jorku i kilkunastu innych stanów. Władze tych regionów kwestionują sposób, w jaki rząd federalny ustalił nowe wymagania, wskazując przede wszystkim na podejście do samochodów elektrycznych.

Zdaniem przeciwników zmian administracja Trumpa nie uwzględnia właściwie roli elektryfikacji w określaniu maksymalnej osiągalnej efektywności paliwowej. Samochody elektryczne mogą bowiem wpływać na możliwości producentów w zakresie spełniania wymagań dotyczących całej oferty pojazdów.

Spór dotyczy zatem nie tylko wysokości samych norm, ale również metodologii ich wyznaczania. Stany argumentują, że pominięcie potencjału technologii elektrycznych prowadzi do zaniżenia poziomu efektywności, jaki branża motoryzacyjna mogłaby osiągnąć.

Osobne postępowanie przeciwko nowym regulacjom wszczęła także koalicja organizacji ekologicznych i konsumenckich. Tym samym administracja Trumpa mierzy się z dwoma kierunkami sprzeciwu: ze strony władz stanowych oraz organizacji reprezentujących interesy środowiskowe i konsumenckie.

458 miliardów litrów więcej

Największe kontrowersje budzą długoterminowe konsekwencje proponowanego złagodzenia norm. Według przywoływanych przez Reutersa wyliczeń nowe regulacje mogą zwiększyć łączne zużycie paliwa w Stanach Zjednoczonych o 458 miliardów litrów do 2050 roku.

Prognoza zakłada wzrost zużycia paliwa o 4,6% względem scenariusza utrzymania bardziej rygorystycznych wymagań. Nie jest to wzrost spalania każdego samochodu o 4,6%, lecz szacowany efekt dla całego rynku w analizowanym okresie.

Skala potencjalnych dodatkowych wydatków jest ogromna. Przy czysto przykładowej cenie benzyny wynoszącej 1 dolara za litr dodatkowe 458 miliardów litrów oznaczałoby wydatek rzędu 458 miliardów dolarów (ok. 1,79 bln zł). To jedynie ilustracja skali zużycia, a nie prognoza rzeczywistych kosztów, które będą zależeć między innymi od przyszłych cen paliw.

W praktyce łagodniejsze normy mogą przynieść producentom oszczędności związane z rozwojem i dostosowywaniem samochodów, ale jednocześnie zwiększyć ilość paliwa kupowanego przez kierowców. Ostateczny bilans ekonomiczny zależy również od tego, w jakim stopniu niższe koszty producentów przełożą się na ceny nowych pojazdów.

Branża naftowa również popiera

Po stronie administracji Trumpa stanął także American Petroleum Institute, organizacja reprezentująca amerykański przemysł naftowy i gazowy. Jej stanowisko opiera się na przekonaniu, że rząd nie powinien wymuszać na konsumentach zakupu samochodów zużywających mniej paliwa, niż wybraliby bez takich regulacji.

Poparcie branży paliwowej ma również wymiar gospodarczy. Utrzymanie wyższego zapotrzebowania na benzynę i olej napędowy sprzyja sprzedaży produktów naftowych, podczas gdy coraz bardziej oszczędne samochody oraz elektryfikacja transportu ograniczają popyt na tradycyjne paliwa.

Jeep Grand Cherokee

fot. Jeep

W rezultacie po jednej stronie sporu znalazły się duże koncerny motoryzacyjne, organizacje przemysłu naftowego i administracja federalna, a po drugiej władze części stanów oraz organizacje ekologiczne i konsumenckie. Każda ze stron inaczej ocenia korzyści i koszty wynikające z zaostrzenia wymagań wobec samochodów.

Co to oznacza dla kierowców?

Proponowane zmiany dotyczą rynku amerykańskiego i nie oznaczają automatycznego złagodzenia norm obowiązujących w Unii Europejskiej. Mogą jednak wpływać na decyzje globalnych producentów dotyczące inwestycji w nowe silniki, technologie ograniczające spalanie oraz rozwój samochodów elektrycznych.

Dla amerykańskich klientów istotne będzie to, czy większa swoboda producentów rzeczywiście przełoży się na tańsze samochody. Niższe koszty dostosowania pojazdów do przepisów nie gwarantują bowiem proporcjonalnego spadku cen w salonach.

Jednocześnie kierowcy wybierający mniej oszczędne modele mogą w dłuższej perspektywie wydawać więcej na paliwo. To szczególnie istotne w przypadku samochodów użytkowanych przez wiele lat i pokonujących duże przebiegi, gdzie nawet niewielka różnica w spalaniu przekłada się na znaczące koszty eksploatacji.

Ostateczny kształt nowych przepisów pozostaje przedmiotem sporu prawnego. Na razie pewne jest jedno: administracja Trumpa chce zmniejszyć wymagania dotyczące efektywności paliwowej, a największe koncerny motoryzacyjne uznają taki kierunek za korzystny dla swojej działalności. To, ile ostatecznie zapłacą za tę zmianę amerykańscy kierowcy, będzie zależeć od przyszłych cen samochodów, paliw i rzeczywistych decyzji zakupowych.

O autorze

Redakcja MotoGuru.pl

Redakcja MotoGuru.pl

Zespół redakcyjny
Redakcja MotoGuru.pl to zbiorowy podpis stosowany przy materiałach przygotowanych wspólnie przez członków zespołu, aktualizowanych przez więcej niż jedną osobę lub publikowanych w ramach współpracy wydawniczej.Każdy taki tekst podlega standardowej weryfikacji redakcyjnej. Sprawdzamy zgodność ze źródłami, poprawność danych, nazw, dat i kontekstu, a informacje pochodzące od producentów oraz innych podmiotów zewnętrznych oddzielamy od ustaleń i wniosków redakcji.Za ostateczną publikację i stosowanie standardów redakcyjnych odpowiada zespół MotoGuru.pl pod nadzorem kierownictwa redakcji. Informacje o członkach zespołu, ich doświadczeniu oraz sposobie przygotowywania treści znajdują się na stronach „O nas” i „Zasady redakcyjne”.

© 2026 MotoGuru.pl