Kary 100–200 zł za parking pod sklepem? Sprawdź, co zrobić!

Bezpłatny parking przy sklepie i wezwanie do zapłaty na 100 albo 200 zł potrafią pojawić się po jednym zapomnianym bilecie. Takie „kary” na prywatnych parkingach nie działają jak mandaty, bo mają charakter roszczenia cywilnego i wymagają ustalenia, kto faktycznie prowadził auto. W praktyce to sprawia, że egzekwowanie opłat bywa trudniejsze, niż sugerują pisma o windykacji.
Szlaban, bilet i spokój: jak działają „klasyczne” parkingi
Przed samoobsługowymi parkingami prywatnymi, na przykład przy galeriach handlowych, zwykle stoi szlaban. Wjazd odbywa się po pobraniu biletu, a rozliczenie następuje przy wyjeździe. Postój bywa darmowy przez określony czas, a opłaty pojawiają się dopiero po jego przekroczeniu.
Prywatne parkometry przy dyskontach: darmowa godzina, ale z warunkiem
Coraz częściej na parkingach sklepów i lokali pojawiają się prywatne parkometry obsługiwane przez zewnętrzne firmy. Zasada wygląda prosto: można parkować przez godzinę za darmo, ale trzeba pobrać bilet i zostawić go w widocznym miejscu w aucie. Gdy kierowca o tym zapomni, pojawia się opłata karna, zwykle około 100 zł i czasem do 200 zł.
To nie mandat, tylko roszczenie cywilne
Taka opłata nie działa jak mandat ze strefy płatnego parkowania. Firma musi udowodnić, kto faktycznie prowadził pojazd w chwili parkowania. Sam fakt, że ktoś jest właścicielem auta, nie rozstrzyga automatycznie, kto siedział za kierownicą.
Wezwanie za wycieraczką i „groźby” w tle
Wezwanie do zapłaty za brak biletu parkingowego zwykle ląduje za wycieraczką. W treści często pojawia się straszenie windykacją albo wpisem do rejestru dłużników. Te komunikaty brzmią mocno, ale mają swoje ograniczenia, więc część kierowców nie traktuje ich jak wyroku z pieczątką.
Dane z CEPiK to dopiero początek, nie meta
Firma może wystąpić o dane właściciela auta z Centralnej Ewidencji Pojazdów. To jednak nie wystarcza, aby legalnie ścigać „dłużnika”, jeśli nie ustalono, kto prowadził pojazd. Z tego powodu operatorzy zwykle wysyłają na adres właściciela wezwanie do zapłaty oraz formularz reklamacyjny.
„Prosty sposób”, który wykorzystuje luka: brak wskazania kierowcy
W formularzu odwołania pojawia się oczekiwanie podania danych osoby, która nie pobrała biletu. Bez wskazania osoby parkującej dalsza egzekucja, a nawet wpis do rejestru dłużników, mają być nielegalne. W efekcie brak odpowiedzi często zamyka temat, choć bywa to frustrująco „skuteczne” po obu stronach.
Gdy sprawa trafia do sądu, i tu pojawia się drugi trik
Zdarzają się sytuacje, w których roszczenie trafia do sądu. Wtedy i tak trzeba ustalić, kto parkował w danym miejscu, zanim roszczenie zostanie uznane. Kierowcy porównują to do spraw z fotoradarów, bo właściciel może nie pamiętać, komu powierzył auto, zwłaszcza gdy mija wiele miesięcy.
Uwaga na fałszywe wezwania pod cudzą przykrywką
Zdarzają się przypadki, kiedy oszuści podszywają się pod obsługę parkingu i zostawiają fałszywe wezwania z własnym numerem konta. To dobry moment na minimalny odruch nieufności, bo „papier wygląda jak papier”, a rachunek może już nie być ten sam. W realnym świecie najdroższa bywa nie kara, tylko roztargnienie.
O autorze
Piotr Popiołek
Najnowsze

Dlaczego żółta flaga nie odebrała pole position Russellowi?

Za cyberatak na Jaguara mogą być odpowiedzialni rosyjscy hakerzy

Toyota stawia na polski software. We Wrocławiu otwarto hub

Verstappen rozbił bolid w Q3. Russell na PP i pod lupą sędziów



