⏱️ 3 min.

Kary 100–200 zł za parking pod sklepem? Sprawdź, co zrobić!

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

25-02-2026 10:02
parkowanie pod sklepem

Bezpłatny parking przy sklepie i wezwanie do zapłaty na 100 albo 200 zł potrafią pojawić się po jednym zapomnianym bilecie. Takie „kary” na prywatnych parkingach nie działają jak mandaty, bo mają charakter roszczenia cywilnego i wymagają ustalenia, kto faktycznie prowadził auto. W praktyce to sprawia, że egzekwowanie opłat bywa trudniejsze, niż sugerują pisma o windykacji.

Szlaban, bilet i spokój: jak działają „klasyczne” parkingi

Przed samoobsługowymi parkingami prywatnymi, na przykład przy galeriach handlowych, zwykle stoi szlaban. Wjazd odbywa się po pobraniu biletu, a rozliczenie następuje przy wyjeździe. Postój bywa darmowy przez określony czas, a opłaty pojawiają się dopiero po jego przekroczeniu.

Prywatne parkometry przy dyskontach: darmowa godzina, ale z warunkiem

Coraz częściej na parkingach sklepów i lokali pojawiają się prywatne parkometry obsługiwane przez zewnętrzne firmy. Zasada wygląda prosto: można parkować przez godzinę za darmo, ale trzeba pobrać bilet i zostawić go w widocznym miejscu w aucie. Gdy kierowca o tym zapomni, pojawia się opłata karna, zwykle około 100 zł i czasem do 200 zł.

To nie mandat, tylko roszczenie cywilne

Taka opłata nie działa jak mandat ze strefy płatnego parkowania. Firma musi udowodnić, kto faktycznie prowadził pojazd w chwili parkowania. Sam fakt, że ktoś jest właścicielem auta, nie rozstrzyga automatycznie, kto siedział za kierownicą.

Wezwanie za wycieraczką i „groźby” w tle

Wezwanie do zapłaty za brak biletu parkingowego zwykle ląduje za wycieraczką. W treści często pojawia się straszenie windykacją albo wpisem do rejestru dłużników. Te komunikaty brzmią mocno, ale mają swoje ograniczenia, więc część kierowców nie traktuje ich jak wyroku z pieczątką.

Dane z CEPiK to dopiero początek, nie meta

Firma może wystąpić o dane właściciela auta z Centralnej Ewidencji Pojazdów. To jednak nie wystarcza, aby legalnie ścigać „dłużnika”, jeśli nie ustalono, kto prowadził pojazd. Z tego powodu operatorzy zwykle wysyłają na adres właściciela wezwanie do zapłaty oraz formularz reklamacyjny.

„Prosty sposób”, który wykorzystuje luka: brak wskazania kierowcy

W formularzu odwołania pojawia się oczekiwanie podania danych osoby, która nie pobrała biletu. Bez wskazania osoby parkującej dalsza egzekucja, a nawet wpis do rejestru dłużników, mają być nielegalne. W efekcie brak odpowiedzi często zamyka temat, choć bywa to frustrująco „skuteczne” po obu stronach.

Gdy sprawa trafia do sądu, i tu pojawia się drugi trik

Zdarzają się sytuacje, w których roszczenie trafia do sądu. Wtedy i tak trzeba ustalić, kto parkował w danym miejscu, zanim roszczenie zostanie uznane. Kierowcy porównują to do spraw z fotoradarów, bo właściciel może nie pamiętać, komu powierzył auto, zwłaszcza gdy mija wiele miesięcy.

Uwaga na fałszywe wezwania pod cudzą przykrywką

Zdarzają się przypadki, kiedy oszuści podszywają się pod obsługę parkingu i zostawiają fałszywe wezwania z własnym numerem konta. To dobry moment na minimalny odruch nieufności, bo „papier wygląda jak papier”, a rachunek może już nie być ten sam. W realnym świecie najdroższa bywa nie kara, tylko roztargnienie.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Piotr Popiołek

Uwielbiam samochody… dopóki nie trzeba płacić za paliwo i ubezpieczenie. Na szczęście pisanie o nich jest darmowe.

© 2026 MotoGuru.pl