Dlaczego Maserati samo zapracowało na złą opinię? Na to właściciele skarżą się najczęściej

Maserati od lat kojarzy się z włoskim stylem, osiągami i prestiżem, ale opinie właścicieli mocno psują ten obraz. Skargi dotyczą awarii, jakości wykonania, serwisu i kosztów utrzymania. Do tego dochodzą wysokie ceny nowych aut oraz szybka utrata wartości, która dla wielu klientów jest ciosem równie bolesnym jak wizyta w serwisie.
W ocenach niezawodności marka wypada słabo, a lista zarzutów powtarza się z dużą regularnością. Kierowcy wskazują na usterki elektryki, problemy z zawieszeniem, przekładnią i jakością montażu. W segmencie premium sama atrakcyjna sylwetka nadwozia nie wystarcza, gdy użytkownik zaczyna tracić zaufanie do auta. Według danych przywołanych w materiale średni koszt obsługi Maserati przez pierwsze cztery lata wynosi około 1500 dolarów rocznie (ok. 5559 zł).
To o około 650 dolarów więcej niż przeciętny samochód, czyli o ok. 2409 zł. Przy takiej różnicy trudno się dziwić, że marka dorobiła się opinii drogiej w utrzymaniu.
Właściciele nie oszczędzają marki
Na Trustpilot aż 70% z 66 ocen wystawiono na 1 gwiazdkę, a średnia wyniosła 1,7 na 5. W praktyce oznacza to, że wielu użytkowników nie widzi tu pojedynczych wpadek, tylko powtarzalny problem. To właśnie takie opinie najmocniej utrwalają złą reputację marki. Jeden z właścicieli wycofanego już z oferty Maserati Ghibli opisał auto jako pełne usterek.
Kierowca podał też, że po przejechaniu około 48 280 km zapłacił za wymianę silnika około 24 000 euro (ok. 102 662 zł). Taki rachunek skutecznie studzi emocje, nawet jeśli na masce wciąż widnieje trójząb. Jeszcze gorzej brzmią relacje dotyczące modelu Grecale. Jeden z właścicieli twierdził, że ten SUV był pełen problemów i praktycznie nie nadawał się do normalnego użytkowania. Inny użytkownik opisał problemy z klimatyzacją, hamulcem postojowym, łącznością Apple CarPlay i silnikiem, który gasł mimo wcześniejszych napraw.
W ciągu dwóch lat od zakupu ten sam kierowca miał spędzić bez auta cztery miesiące, bo Grecale stało w serwisie. To już nie jest drobna niedogodność, tylko realne wyłączenie samochodu z codziennego życia. Równolegle pojawiły się też zarzuty wobec obsługi klienta, która miała działać wolno, nie brać odpowiedzialności i źle komunikować się z klientem.
Wysokie ceny nie pomagają
Problem Maserati nie kończy się na awariach. Grecale z rocznika 2026 startuje z ceną około 319 000 zł. Przy takiej wycenie klienci oczekują nie tylko charakteru i designu, ale też spokoju po zakupie. Jeśli tego brakuje, cena przestaje być oznaką prestiżu, a staje się problemem.
Deprecjacja dobija obraz marki
Sam zakup nie zamyka tematu kosztów. Maserati mają tracić na wartości tak szybko, że część aut miesiącami stoi bez nabywcy, a przeceny sięgają nawet 43%. Dla rynku wtórnego to sygnał bardzo niepokojący. Dobrym przykładem jest GranTurismo. Dane pokazują, że egzemplarz z 2024 roku w USA traci 52% wartości w ciągu dwóch lat.
Oznacza to spadek o 86 895 dolarów (ok. 321 986 zł) z poziomu 165 995 dolarów (ok. 615 058 zł) do 79 100 dolarów (ok. 293 072 zł). Na tle tych problemów słabiej wyglądają też wyniki sprzedaży nowych aut. Globalna sprzedaż Maserati w 2025 roku była niższa o 58% niż w 2023 roku, a łączny wynik przekroczył nieco 11 000 sztuk. Materiał zaznacza, że nie wszystkie przyczyny tego spadku wynikają bezpośrednio z niezawodności, ale wizerunek marki z pewnością nie pomaga.
Czy Maserati zasłużyło na swoją opinię?
Z obrazu wyłaniającego się z opinii właścicieli trudno złożyć obronę marki bez zastrzeżeń. Maserati nadal ma silną nazwę i rozpoznawalny styl, lecz kierowcy zbyt często mówią o awariach, kosztach i rozczarowaniu. Jeśli luksusowa marka chce odbudować zaufanie, musi poprawić nie slogan, tylko codzienne doświadczenie użytkownika.
O autorze
Krzysztof Drobnicki
Najnowsze

Volvo traci w pierwszym kwartale 2026 r. na największym rynku. EX60 ma odwrócić trend

Cyfrowy dowód rejestracyjny w UE coraz bliżej. Papier jednak nie zniknie

Skandal w Niemczech. Volkswagen tnie koszty i stanowiska, ale… szefowie latają prywatnymi odrzutowcami

Luksusowa Toyota bZ7 kosztuje w Chinach mniej niż Dacia Duster w Polsce. 3000 zamówień w pierwszą godzinę od startu sprzedaży



