MotoGuru.pl

„Ale przydupił”, czyli o tym jak przeklinamy za kierownicą. I nie tylko

Zastanawialiście się nad tym, jakiego słowa używamy jadąc samochodem jako reakcja na wyczyny innych uczestników ruchu drogowego? Jedno zajmuje tutaj szczególne miejsce. Jakie? Przeczytajcie!

W sumie to nieco głupio postawione pytanie, ale z drugiej strony, każdy z nas w określonych sytuacjach ma swoje reakcje na zachowania innych. Jedni pukają się w czoło, inni pokazują środkowy palec, a jeszcze inni… przeklinają. I to na pełnej linii, znaczy się kurwie!

Mój Ojciec, niestety od dłuższego czasu w formie instant, zazwyczaj używał stwierdzenia typu „co za pedał” lub „co za idiota”. Bywało też „debil”, „kretyn”, „chuj” oraz po prostu najnormalniejsze w świecie… „co za kurwa!”.

Król kolizji drogowych

To ostatnie słowo to zresztą niekoronowany król kolizji drogowych. Dlaczego? Otóż portal Antyradio.pl w jednym ze swoich materiałów przeanalizował 320 godzin nagrań z wypadków i tak jak można się było spodziewać, pierwszym słowem wypowiadanym po zdarzeniu była właśnie „kurwa”, która wystąpiła w 65% przypadków. Drugie miejsce wywalczyło „ja pierdolę” (17%), natomiast najniższy stopień podium przypadł stwierdzeniu „Jezu…”.

To samo badanie obejmowało również osoby będące świadkami wypadków. I w sumie wyniki były podobne, choć bez odniesień do świętych. Pierwsze miejsce przypadło więc „kurwie”, drugie zajęło „ja pierdolę”, natomiast kolejne obsadziły zwroty typu: „patrz” i „ooooo…”. Pojawiły się także „ojojojoj”, „ale przydupił” oraz „ja pierdzielę”, „jasna pała”, a także wyrażające troskę o los uczestników zdarzenia „żyjecie?”.

Najbardziej znana poza Polską

„Kurwa” zajmuje więc istotne miejsce w sercu każdego polskiego kierowcy, ale nie tylko. Prawdę mówiąc to takie polskie dobro narodowe, często stanowiące nasz towar eksportowy, niczym wódka, Papież oraz Wałęsa. Dlaczego? Otóż znają je wszyscy, którzy choć przez jakiś czas zagranicą stykali się z naszymi rodakami. Jakież było moje zdziwienie, gdy grając w piłkę nożną w RPA z miejscowymi, po pytaniu skąd jestem, chłopcy pochwalili się znajomością jednego polskiego słowa. Oczywiście była nim… „kurwa”.

„Kurwa” to bodajże najbardziej uniwersalny wyraz, jaki znam. Może być przecież wykorzystywana jako przecinek, dla podkreślenia znaczenia wypowiedzi, sama w sobie, z zastosowaniem różnych przedimków i Bóg wie, w jakim innym jeszcze kontekście. „Jechałem se kurwa z panienką i nagle, jak w nas coś kurwa nie przyjebało” czy „patrz kurwa jak ten idiota zapierdala” – to typowe zwroty, w których słowa tego używa się jako przecinka. Często też „kurwa” stosowana jest przy zwrocie grzecznościowym przez osobę o wyraźnej przewadze fizycznej nad adresatem – „ej, podejdź tu kurwa!” lub „co ty kurwa odjebałeś na tym skrzyżowaniu?”.

„No kurwa mogłeś mi podać” – to z kolei typowy zwrot piłkarski. „Kurwa” w tym znaczeniu uzewnętrznia wewnętrzny żal jednego piłkarza wobec drugiego. Bo, gdyby ten podał do niego, akcja zapewne mogłaby przynieść korzyść w postaci gola. Czasem zdarza się, że trybuny piłkarskie są puste i dopiero wtedy słychać, że „kurwa” to podstawowy zwrot piłkarski. Posługują się nim nie tylko zawodnicy na boisku, ale zazwyczaj uwielbia je też trener. Szczególnie, jeśli drużyna nie spełnia jego oczekiwań.

Z przedrostkami

Wystarczy do „kurwy” dodać przedimki np.: „za”, „wy”, „przy” i tym podobne, by zmienić jej znaczenie. Dzięki temu można wyrazić fakt uderzenia kogoś: „ależ mu wykurwiłem z laczka” czy „wpadłem w poślizg i przykurwiłem w niego lewą stroną samochodu”. „Kurwy” używa się także, jeśli kogoś się lekko zdenerwowało – „podkurwiłem ją, wycierając fiuta w firankę” – lub bardzo zdenerwowało – „puknąłem jego starą i był na mnie wkurwiony”.

Oczywiście nie należy zapominać o rdzennym znaczeniu „kurwy”, pochodzącym z łaciny. Mimo że w języku polskim mamy wiele zamienników, jak: ladacznica, lafirynda, ssak leśny, zdzira, to i tak najbardziej dosadne jest „kurwa”. „Jadźka? Ona zwykłą kurwą jest”. Od tego pochodzi też określenie czynności przez nią wykonywanej – „no kurwi się na lewo i na prawo”

Co by było, gdyby…

Mimo swoich wielu zalet, „kurwa” ma jedną podstawową wadę. Mianowicie nie wypada używać jej publicznie. Co innego w zamkniętym samochodzie – wtedy można „kurwić” do woli. Jakby jednak słowo to weszło do mowy potocznej, nasza rzeczywistość byłaby znacznie barwniejsza.

Wyobraźcie sobie komentarz wyścigu Formuły 1: „Co ten Hamilton kurwa odpierdala?” czy „to był wykurwiście krótki pit-stop” lub „mocno przykurwił w bandę” – ależ to by podkreślało emocje!

Używanie „kurwy” to w sumie nasz sport narodowy. I to niezależnie od sytuacji, dlatego kierowcy wcale nie są największymi beneficjentami tego słowa. Bez niej jednak ciężko sobie wyobrazić jakiejkolwiek stłuczki, zderzenia czy wypadku. Bo idealnie oddaje ona stan wewnętrzny osób w nich uczestniczących lub świadków zdarzenia.

Dlatego kończę ten wywód i idę sobie „kurwa” skrobać szyby, bo znów „dokurwiło” śniegiem!