⏱️ 4 min.

Ferrari F40 w serwisie. „Mały przegląd” i trzy miesiące pracy

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Studniarek

18-06-2026 08:06
1990 Ferrari F40
fot. newspressuk.com

Na YouTubie La Squadra opublikowano film dotyczący serwisu Ferrari F40. Roczny przegląd jednego egzemplarza objął uszczelnianie silnika, regenerację foteli, naprawę zderzaka, wymianę elementów układu zapłonowego i systemu gaśniczego. Z pozoru rutynowa obsługa rozrosła się do operacji wymagającej około trzech miesięcy pracy.

Prosta czynność szybko przestaje być prosta

W Ferrari F40 nawet wymiana kilku uszczelnień potrafi oznaczać rozebranie dużej części samochodu. Mechanik pracuje przy silniku od tyłu, od dołu i od strony kabiny, bo dostęp do rozrządu wymaga demontażu elementów przy ścianie grodziowej. Uszczelnianie jednostki nie polega na szybkim założeniu gotowej uszczelki.

W tym egzemplarzu wiele miejsc pracuje na uszczelniaczach w płynie, więc stare warstwy trzeba precyzyjnie zdjąć, oczyścić powierzchnie, przygotować elementy i dopiero wtedy składać całość ponownie. W praktyce jedna pokrywa zaworów może zająć dwa albo trzy dni pracy. Sama część nie musi być droga, ale czas mechanika przy serwisowaniu takiego auta robi rachunek.

Rozrząd, wałki i zapłon. Klasyk wymaga cierpliwości

W trakcie prac doszła również obsługa układu zapłonowego. Samochód otrzymał nowe przewody, cewki i świece zapłonowe. Do tego dochodziło uszczelnianie elementów z przodu układu rozrządu oraz wałków. W nowszym albo bardziej typowym samochodzie taka operacja często nie wymagałaby większych nakładów pracy.

W F40 trzeba jednak rozebrać wałki tylko po to, by wymienić pojedyncze uszczelnienia. To właśnie tu najlepiej widać różnicę między zwykłym serwisem a obsługą włoskiej legendy.

Zbiorniki paliwa to temat, którego nie wolno odkładać

W tym egzemplarzu nie było potrzeby wymiany zbiorników paliwa, bo taka operacja została wykonana wcześniej. To ważne, bo w F40 zbiorniki mają elastyczną konstrukcję i trzeba je wymieniać co 10 lat. Zaniedbanie tego elementu oznacza ryzyko zużycia materiału. Sama wymiana jest dużym przedsięwzięciem.

Dostęp wymaga demontażu całego tylnego zawieszenia, włącznie z wahaczami, kolumnami i kołami. W opisywanym serwisie zawieszenia nie trzeba było ruszać, ale samochód i tak został rozebrany w sporym stopniu. Ten punkt dobrze pokazuje, że Ferrari F40 nie wybacza myślenia kategorią „jeszcze trochę pojeździ”. To auto może jeździć regularnie, ale regularność musi dotyczyć także serwisu.

Fotele pojechały do Włoch, przednia pokrywa do naprawy

Prace mechaniczne były tylko częścią całej operacji. Fotele wymagały regeneracji tapicerki, bo samochód jest używany i ślady eksploatacji stały się widoczne. Kubełkowe siedziska składają się z jednego kawałka materiału, dlatego nie dało się wymienić tylko fragmentu poszycia.

Tapicer z Włoch zajął się obszyciem foteli z użyciem oryginalnych materiałów. Dzięki temu wnętrze ma wrócić do stanu zgodnego z charakterem samochodu, a czerwone kubełki ponownie staną się jednym z najmocniejszych elementów kabiny.

Naprawy wymagało też delikatne pęknięcie przedniego zderzaka. W F40 nie jest to jednak mały plastikowy element do szybkiego zdjęcia. Przedni zderzak stanowi część ogromnej przedniej pokrywy, więc do naprawy trafia w praktyce znaczący fragment nadwozia.

F40 jest gorące także wtedy, gdy nie jedzie szybko

W kabinie Ferrari F40 czuć, jak blisko kierowcy pracuje technika. Przewody chłodzące przebiegają tak blisko, że temperatura układu potrafi szybko podgrzać wnętrze. Woda w układzie chłodzenia pracuje w zakresie około 80–90 stopni Celsjusza. Efekt jest prosty: w chłodniejsze dni ogrzewanie nie jest największym problemem.

Klimatyzacja ma za to trudniejsze zadanie, bo F40 powstało w epoce, w której priorytetem nie był komfort jazdy do centrum handlowego. To nadal samochód dopuszczony do ruchu, ale jego konstrukcja jest bliżej maszyny torowej niż wygodnego gran turismo. I właśnie dlatego każdy kilometr tym autem ma tak intensywny smak.

Legenda, która pomogła Ferrari

Ferrari F40 zadebiutowało w 1987 roku jako samochód upamiętniający 40-lecie marki. Było ostatnim autem Ferrari dopuszczonym do ruchu jeszcze za życia Enza Ferrariego. Założyciel marki miał 89 lat i osobiście pojawił się na premierze modelu. Początkowo mówiono o produkcji 400 egzemplarzy.

Po prezentacji i jazdach na torze Fiorano skala planów rosła, a finalnie powstało 1315 samochodów. Popyt był więc znacznie większy niż pierwotne założenia. F40 bywa określane jako model, który pomógł Ferrari w trudnym okresie. Najdroższy i najbardziej ekstremalny samochód w gamie stał się nie tylko ikoną, ale też autem o realnym znaczeniu dla kondycji marki.

Finał prac i powrót na drogę

Po zakończeniu prac mechanicznych samochód miał uszczelniony silnik i wymieniony system gaśniczy. Do serwisu wróciła też przednia pokrywa po naprawie oraz lakierowaniu. Kolejnym etapem był montaż foteli po regeneracji. Na koniec zaplanowano wymianę tylnych opon, jazdę próbną i ostatnie testy.

Dopiero po takim sprawdzeniu F40 mogło wrócić do właściciela. W takim aucie odbiór po serwisie nie jest formalnością, tylko ostatnim etapem procesu. Najciekawsze w tej historii jest to, że punkt wyjścia brzmiał niewinnie: standardowy coroczny przegląd. F40 szybko przypomniało jednak, że legenda nie żyje z samej legendy. Trzeba ją czyścić, uszczelniać, rozbierać, składać i robić to bez pośpiechu, za to z pieczołowitą dokładnością.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Studniarek

Redaktor działu Retro
Kocham klasyki – im starsze, tym piękniejsze. Chrom, zapach skóry i mechanika bez elektroniki to mój świat.

© 2026 MotoGuru.pl