Mercedes postawi na polecenia zespołowe? Hamilton depcze po piętach

Mercedes przez lata lubił pokazywać, że pozwala swoim kierowcom ścigać się bez nadmiernej ingerencji. Po Grand Prix Barcelony ten komfort może się skończyć, bo Lewis Hamilton i Ferrari znów są realnym zagrożeniem w walce o mistrzostwo. Toto Wolff przyznał, że zespół musi przemyśleć, czy pojedynki George’a Russella z Kimim Antonellim nadal są opłacalne, gdy na horyzoncie pojawia się rywal spoza Mercedesa.
Mercedes stracił czas, a Hamilton pojechał po zwycięstwo
Najważniejszy problem Mercedesa nie polegał na samym fakcie walki dwóch własnych kierowców. Problem zaczął się wtedy, gdy ta rywalizacja zaczęła kosztować wynik całego zespołu. Wolff ocenił, że pojedynek Russella z Antonellim mógł zabrać Mercedesowi około pięciu lub sześciu sekund czasu wyścigowego.
W Barcelonie Kimi Antonelli miał według szefa zespołu tempo, które pozwalało myśleć o pokonaniu Hamiltona. Mercedes nie rozdzielił jednak swoich kierowców wcześniej, choć Antonelli w drugiej części wyścigu wyglądał na szybszego od Russella. Gdy Włoch w końcu zdołał się przebić, Hamilton był już zbyt daleko.
Wolff nie chce walczyć z Hamiltonem, gdy ten „poczuje krew”
Hamilton w Ferrari przeszedł drogę od trudnego pierwszego sezonu bez podium do kierowcy, którego Mercedes znów musi traktować bardzo poważnie. W 2026 roku siedmiokrotny mistrz świata był już w pierwszej trójce w Chinach, Monako i Kanadzie, a w Barcelonie odniósł zwycięstwo.
Ferrari pomogły też poprawki wprowadzone podczas weekendu na torze Barcelona-Catalunya. Wolff nie ukrywa, że zna skalę zagrożenia. Szef Mercedesa pracował z Hamiltonem przez ponad dekadę i wie, jak wygląda moment, w którym Brytyjczyk łapie mistrzowski rytm.
Antonelli prowadzi, ale Mercedes nie ma już dużego marginesu
Mercedes zaczął sezon 2026 od sześciu zwycięstw z rzędu, ale tę serię przerwał właśnie Hamilton w Ferrari. Kimi Antonelli nadal prowadzi w klasyfikacji mistrzostw, lecz przewaga nie wygląda już jak bezpieczna poduszka. Hamilton traci do niego 41 punktów, a nad Russellem ma dziewięć punktów przewagi więcej.
Sytuację Mercedesa komplikują awarie i stracone punkty. Russell nie ukończył wyścigu w Kanadzie, a Antonelli odpadł w Barcelonie. W takim układzie każda wewnętrzna strata czasu przestaje być eleganckim pokazem sportowej wolności, a zaczyna przypominać prezent podarowany rywalom.
Team orders wracają na stół
Wolff zasugerował, że Mercedes może inaczej traktować podobne sytuacje w kolejnych wyścigach. Gdy dwóch kierowców walczy tylko między sobą, zespół może pozwolić im na więcej. Gdy stawką jest zwycięstwo nad zewnętrznym rywalem, szybszy kierowca liczyć na priorytetowe traktowanie. Toto Wolff zapowiedział analizę takich scenariuszy:
To jest coś, czemu będziemy musieli przyjrzeć się przed kolejnymi wyścigami, gdy pojawia się nowy rywal. Kiedy nasi kierowcy walczą między sobą, to jest w porządku i może być bardzo sportowe. Ale gdy walczysz przeciwko innemu samochodowi, czasem trzeba przepuścić szybszego kierowcę.
To nie oznacza automatycznego ustalenia kierowcy numer jeden. Bardziej chodzi o zasadę zarządzania wyścigiem wtedy, gdy Mercedes ryzykuje utratę zwycięstwa.
Rosberg przypomniał Mercedesowi starą zasadę
Nico Rosberg uznał po wyścigu, że Mercedes był zbyt łagodny wobec Russella. Jego zdaniem zespół powinien wcześniej zaingerować poprzez wydanie poleceń zespołowych, aby zwiększyć szanse Antonellego na walkę o zwycięstwo. Niemiec przypomniał, że w czasach jego rywalizacji z Hamiltonem nadrzędny interes zespołu także potrafił wygrać z indywidualnym pojedynkiem.
Rosberg przywołał Grand Prix Monako 2016, gdy przepuścił Hamiltona, mimo że sam walczył z nim o mistrzostwo świata. Wtedy Daniel Ricciardo odjeżdżał Red Bullem, a Rosberg nie miał tempa, by go dogonić. Mercedes uznał więc, że szybszy Hamilton powinien dostać szansę ataku. Nico Rosberg ocenił decyzję Mercedesa:
Mercedes był zbyt wyrozumiały dla George’a. Zwykle, także za moich czasów, działało to tak: gdy zespół ryzykuje utratę zwycięstwa, jedzie się wspólnie po wygraną zespołu.
Największa zmiana nie dotyczy Russella ani Antonellego
Russell i Antonelli nadal mają prawo walczyć o swoje, bo sezon jest na zbyt wczesnym etapie, aby już decydować o podziale ról. Różnica polega na tym, że Mercedes nie ściga się już tylko sam ze sobą. Ferrari po poprawkach z Barcelony i z Hamiltonem w dobrej formie zaczyna zmieniać układ sił.
Dla Mercedesa to niewygodny moment. Zespół chce zachować sportową równość między kierowcami, ale jednocześnie nie może ignorować faktu, że stracone sekundy mogą zamieniać się w zwycięstwa Ferrari. W perspektywie całego sezonu na szali mogą być dwa mistrzostwa: indywidualne i zespołowe.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

SEAT Ibiza 2027 wyceniony w Polsce. Leasing od 232 zł/msc

Maserati podkręca GranTurismo i GranCabrio. V6 Nettuno zostaje, Folgore też nie znika

Nowy elektryk Dacii zachowa znaną nazwę. Otrzyma jednak inne podstawy techniczne

Coulthard widzi w Hamiltonie realnego kandydata do mistrzostwa



