Daniel Ricciardo pogodził się z końcem F1. Dziś mówi wprost: dobrze, że Red Bull zdecydował za niego

Daniel Ricciardo po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o końcu swojej kariery w Formule 1. Australijczyk przyznał, że jest wdzięczny Red Bullowi za to, że to zespół podjął decyzję o zakończeniu jego jazdy, bo samemu byłoby mu znacznie trudniej powiedzieć „dość”.
Po odejściu z F1 Ricciardo został globalnym ambasadorem działu Ford Racing. Tę współpracę potwierdzono we wrześniu ubiegłego roku, już po zakończeniu jego przygody z królową motorsportu.
Koniec po Grand Prix Singapuru
Kariera Ricciardo w Formule 1 dobiegła końca po Grand Prix Singapuru 2024. W Racing Bulls zastąpiono go Liamem Lawsonem na pozostałą część sezonu, a sam Australijczyk stracił miejsce na gridzie w sposób nagły, choć sygnały ostrzegawcze pojawiały się wcześniej. Ricciardo przeszedł przez struktury Red Bulla od HRT, przez Toro Rosso, aż po główny zespół. W barwach Red Bulla odniósł największe sukcesy i wygrał siedem Grand Prix, zanim później trafił do Renault i McLarena.
McLaren był punktem zwrotnym
Drugi sezon w McLarenie okazał się dla niego bardzo trudny. Ricciardo nie był w stanie regularnie dorównywać tempu Lando Norrisa, więc zespół rozstał się z nim po sezonie 2022, robiąc miejsce dla Oscara Piastriego. To był pierwszy moment, w którym jego kariera wyraźnie wyhamowała. Sam kierowca przyznał, że już wtedy zastanawiał się, czy nie jest to właściwy moment, by zakończyć jazdę w F1. Ricciardo powiedział, że po utracie miejsca chciał przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wciąż ma w sobie wystarczająco dużo motywacji:
Musiałem spojrzeć na siebie uczciwie i odsunąć na bok opinie innych. Chciałem wiedzieć, czy naprawdę nadal czuję w sobie ten ogień.
Powrót i pechowy uraz
W 2023 roku Ricciardo wrócił do rodziny Red Bulla jako kierowca rezerwowy, a później ponownie stanął na starcie wyścigu w ówczesnym AlphaTauri. Ten powrót szybko wyhamował, bo Australijczyk złamał rękę po wypadku w treningu w Zandvoort. Uraz wykluczył go z jazdy na kilka tygodni. W tym czasie zastąpił go Liam Lawson, który dostał pięć Grand Prix na pokazanie się i później wrócił do gry, gdy przyszłość Ricciardo znów stanęła pod znakiem zapytania. Sam Ricciardo przyznał, że ten incydent wyglądał dla niego jak ostrzeżenie:
Przez tyle lat praktycznie nie robiłem sobie krzywdy w wyścigach, a potem przydarzył się tak błahy wypadek. Pomyślałem wtedy, czy to nie jest jakiś znak i czy nie powinienem odejść, zanim będzie za późno.
Sezon 2024 nie odwrócił trendu
Ricciardo dokończył sezon 2023 i utrzymał fotel także na 2024 rok. Ostatecznie w swoim ostatnim sezonie w F1 zanotował tylko trzy finisze w pierwszej dziesiątce w 18 wyścigach, podczas gdy Yuki Tsunoda uzbierał ich siedem. To jeszcze mocniej nakręciło spekulacje o jego przyszłości. W strukturach Red Bulla takie decyzje zwykle nie dojrzewają długo, więc historia zakończyła się typowo dla tego środowiska: szybko i bez sentymentów.
„Dobrze, że podjęli tę decyzję za mnie”
Najmocniej wybrzmiały słowa Ricciardo o tym, że sam raczej nie potrafiłby postawić kropki. Kierowca przyznał, że ostatnie lata kosztowały go bardzo dużo psychicznie, bo dwukrotnie został odsunięty i za każdym razem wkładał w powrót ogrom energii. Ricciardo powiedział też, że z czasem coraz trudniej było mu osiągać poziom, z którego był naprawdę zadowolony:
W pewnym sensie byłem wdzięczny, że oni podjęli tę decyzję za mnie. Samemu trudno byłoby mi powiedzieć: kończę. Wiedziałem, że zaczyna być mi coraz ciężej osiągać poziom, jakiego od siebie oczekiwałem.
Dodał przy tym, że nie ma problemu z przyznaniem, iż coś w jego jeździe z czasem zniknęło. Zestawił to z kierowcami, którzy mimo wieku nadal utrzymują bardzo wysoki poziom, i uznał, że u niego sytuacja wyglądała już inaczej.
Bilans kariery i spokojne zamknięcie rozdziału
Ricciardo zakończył karierę w F1 z bilansem ośmiu zwycięstw i 257 startów. Siedem wygranych odniósł jako kierowca Red Bulla, a ósmy triumf dołożył w McLarenie, wygrywając Grand Prix Włoch 2021. Australijczyk podkreślił, że ostatni rok poświęcił na spokojne uporządkowanie własnych myśli o całej karierze. W Formule 1 często mówi się o głodzie sukcesu, ale rzadziej o momencie, w którym kierowca musi uczciwie uznać, że samo pragnienie już nie wystarcza.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Wystarczyło tylko 7 lat. Już 1,5 mln aut tej marki z Chin wyjechało na drogi

Mitsubishi Outlander PHEV pokonało 500 tys. km bez ładowania. W jakim stanie jest bateria?

Mercedes postawi na polecenia zespołowe? Hamilton depcze po piętach

SEAT Ibiza 2027 wyceniony w Polsce. Leasing od 232 zł/msc



