Stara Toyota może kosztować tyle, co fabrycznie nowy samochód? W Rosji wystawiono na sprzedaż 18-letniego Aurisa pierwszej generacji, którego cena dorównuje nowej Ładzie Vesta. Ma ona jednak konkretne uzasadnienie – samochód zachował się w wyjątkowym stanie.
18 lat, ale niemal jak nowa
Toyota Auris pierwszej generacji nie jest jeszcze modelem, który powszechnie kojarzyłby się z samochodem kolekcjonerskim. Tym bardziej uwagę zwraca egzemplarz wystawiony w Rosji, którego sprzedający wycenił na poziomie porównywalnym z fabrycznie nową Ładą Vesta. Czyli na 1,6 mln rubli, co daje kwotę około 75 000 zł.
Nie chodzi przy tym o gruntownie przebudowaną czy szczególnie mocną wersję. Największym atutem tego Aurisa jest jego stan. To właśnie on ma uzasadniać cenę zdecydowanie odbiegającą od kwot typowych dla kilkunastoletnich egzemplarzy tego modelu.
Zwykły Auris staje się niezwykły
Pierwsza generacja Aurisa była po prostu typowym hatchbackiem segmentu C i na części rynków zastąpiła Corollę w tej wersji nadwoziowej. Zwyczajny kompakt, który miał spełniać przede wszystkim praktyczne zadania.
Dziś jednak, gdy takie samochody mają już kilkanaście lat, coraz większe znaczenie ma ich oryginalność i stan zachowania. Niezmodyfikowane egzemplarze, które przez lata nie były intensywnie eksploatowane, stają się coraz trudniejsze do znalezienia.
Cena jak za nowy samochód
Najciekawsze w tym ogłoszeniu jest właśnie zestawienie wieku Toyoty z jej ceną. Za pieniądze oczekiwane przez sprzedającego można na rosyjskim rynku rozważać zakup nowego samochodu, w tym Łady Vesta.
To stawia potencjalnego kupującego przed nietypowym wyborem: nowe auto z salonu albo 18-letnia Toyota zachowana w ponadprzeciętnym stanie. W tym drugim przypadku trudno już jednak mówić wyłącznie o racjonalnym zakupie środka transportu – kluczowa staje się wartość wyjątkowo dobrze zachowanego egzemplarza.
Czy Auris może być kolekcjonerski?
Sama wysoka cena ofertowa nie oznacza oczywiście, że samochód rzeczywiście znajdzie nabywcę za oczekiwaną kwotę. Rynek zweryfikuje, czy ktoś uzna stan tej Toyoty za wystarczający argument, aby zapłacić za nią tyle, ile kosztuje nowe auto.
Przypadek Aurisa dobrze pokazuje jednak zjawisko widoczne na rynku używanych samochodów. Wraz z upływem lat coraz trudniej znaleźć starsze, popularne niegdyś modele w bardzo dobrym i możliwie oryginalnym stanie. A gdy podaż takich egzemplarzy maleje, ich właściciele coraz śmielej próbują wyceniać je nie jak zwykłe używane auta, lecz jak przyszłe klasyki.






