⏱️ 3 min.

Pech Red Bulla w 24h Nurburgring. W tle Lamborghini, przebita opona i ekipa Verstappena

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

16-05-2026 15:05
24h Nurburgring

Start 24-godzinnego wyścigu na Nürburgringu brutalnie przypomniał, że na Nordschleife nawet pole position nie daje żadnej gwarancji spokoju. Lamborghini Huracán GT3 EVO2 z numerem 84, wystawione przez Red Bull Team ABT, ruszało z pierwszego pola, ale już po chwili musiało zjechać do alei serwisowej z przebitą tylną lewą oponą.

To był scenariusz, którego ekipa Red Bulla zdecydowanie nie chciała widzieć. Dzień wcześniej Luca Engstler wywalczył dla samochodu #84 pole position czasem 8:11.123, a Lamborghini zajęło cały pierwszy rząd, bo obok ustawiło się siostrzane auto #130 z Marco Mapellim. W teorii był to idealny punkt wyjścia do kontroli tempa na początku wyścigu. W praktyce plan rozpadł się jeszcze zanim liderzy zdążyli na dobre wjechać na Nordschleife.

Pech już na nitce GP

Mirko Bortolotti, który startował Lamborghini #84, musiał zjechać do boksu już o 15:01. Oficjalny liveticker wyścigu odnotował wtedy przebicie tylnej lewej opony. To kluczowy szczegół, bo awaria wydarzyła się jeszcze na części Grand Prix toru Nürburgring, przed nawrotem na północną pętlę. Gdyby podobny problem pojawił się kilkaset metrów później, samochód musiałby pokonać ogromny fragment Nordschleife w ślimaczym tempie, niszcząc oponę, felgę, nadwozie i praktycznie skazując się na 24-godzinną męczarnie i żmudne odrabianie strat.

W tym sensie można mówić o szczęściu w nieszczęściu. Bortolotti był już bardzo blisko alei serwisowej, więc mógł natychmiast zareagować i ograniczyć straty do minimum. W wyścigu 24-godzinnym taki incydent nie musi jeszcze oznaczać końca marzeń, ale dla auta startującego z pole position to bolesne zejście z idealnej trajektorii. Zwłaszcza że w tym samym momencie siostrzane Lamborghini #130 objęło prowadzenie i zaczęło odjeżdżać na czele stawki.

Lamborghini nie straciło wyłącznie czasu na wjazd do alei i wymianę opon. Do tego dochodzą około 2 minuty potrzebne na ponowne pokonanie nitki Nurburgringu oraz wyprzedzanie wolniejszych samochodów, które jadą w zbitej stawce tuż po starcie. Druga grupa samochodów wyruszyła około 3 minuty po tym, jak wystartowały samochody klasy GT3.

Kontakt z Mercedesem Verstappena?

Sprawa może mieć dodatkowy ciężar, bo według wypowiedzi Martina Tomczyka z ekipy ABT przyczyną przebicia miał być kontakt z Mercedesem-AMG GT3 #3, którym jechał DanielJuncadella. Tomczyk stwierdził, że w drugim zakręcie, przy skręcie w lewo, Juncadella uderzył w Lamborghini od tyłu i rozciął oponę. To mocna opinia zespołu, choć na tym etapie trzeba oddzielić perspektywę ekipy od ewentualnej decyzji sędziów.

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Mercedes #3 to samochód, którym startuje także MaxVerstappen. Holender nie siedział wtedy za kierownicą, ale sama obecność jego załogi w centrum zamieszania dodaje całej sprawie temperatury. Auto Verstappena ruszało z czwartego pola, a Juncadella już na początku wyścigu przebił się na trzecią pozycję. Chwilę później sam znalazł się pod presją i spadł na czwarte miejsce po nieudanej próbie ataku na prowadzące Lamborghini #130.

24 godziny to dużo, ale taki start boli

W 24h Nürburgring pierwsze minuty rzadko wygrywają cały wyścig, ale bardzo łatwo mogą go skomplikować. Przebita opona w aucie z pole position oznacza stratę pozycji, rytmu i części strategicznej swobody. Red Bull Team ABT uniknął jednak najgorszego wariantu: długiej jazdy po Nordschleife na uszkodzonym kole.

Dla Lamborghini #84 to początek pod hasłem „ratowanie sytuacji”, a nie kontrolowanie wyścigu z przodu. Ale w takim maratonie dramat z pierwszych minut nie musi być jeszcze wyrokiem. Nürburgring potrafi oddać to, co zabrał.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl