⏱️ 4 min.

Anthony Davidson wraca do koszmaru Le Mans. „Wiedziałem, że tu zginę”

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

12-06-2026 10:06
Anthony Davidson FIA WEC

Anthony Davidson po latach opowiedział o wypadku z 24h Le Mans 2012, w którym Toyota TS030 Hybrid wzbiła się w powietrze i uderzyła w bariery. Brytyjczyk złamał dwa kręgi, a w chwili lotu był przekonany, że nie przeżyje. Jego relacja pokazuje brutalną stronę wyścigów długodystansowych, w których sekunda i drobny kontakt potrafią zmienić wszystko.

Moment, w którym kierowca przestaje myśleć o wyścigu

Davidson wrócił do tamtego zdarzenia w programie Autosport Retro, oglądając z Kevinem Turnerem historyczną edycję 24h Le Mans z 1987 roku. Punktem odniesienia był groźny wypadek Wina Percy’ego na prostej Mulsanne, jeszcze z czasów sprzed szykan. Brytyjczyk nie mówił jednak o teorii ani o cudzych emocjach.

Sam doświadczył podobnej bezradności, gdy jego Toyota TS030 Hybrid straciła kontakt z torem i zaczęła koziołkować przy ogromnej prędkości. W takim momencie kierowca nie wie, gdzie znajduje się samochód, pod jakim kątem spadnie i z której strony nadejdzie uderzenie. Anthony Davidson tak opisał swoje myśli z chwili wypadku:

Nie myślałem o tym, jak się wydostać. Myślałem: wiem, że tutaj zginę. To nie było życie przelatujące przed oczami, ale coś dziwnego. Pomyślałem o rodzinie, tylko jak o krótkiej migawce. Dominowało poczucie, że nie wyjdę z tego żywy.

Kontakt z Ferrari i lot zakończony w barierach

Do wypadku doszło, gdy Davidson jechał na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej za kierownicą Toyoty z numerem 8. Brytyjczyk próbował zdublować Ferrari AF Corse z numerem 81, prowadzone przez Piergiuseppe Perazziniego. Kontakt nastąpił w prawym załamaniu prowadzącym do zakrętu Mulsanne.

Toyota wzbiła się w powietrze, przekoziołkowała i z dużą siłą uderzyła w barierę z opon. Davidson wspominał, że czekał na „huk”, ale samo uderzenie odebrał raczej jak implozję. Siła przyszła ze wszystkich stron naraz, a kierowca wydał krzyk, którego – jak sam przyznał – nigdy wcześniej ani później z siebie nie wydobył.

Spokój tam, gdzie powinien być paniczny strach

Najbardziej przejmujący fragment relacji nie dotyczy samego obrazu rozbitego samochodu. Davidson zapamiętał przede wszystkim dziwny spokój, który pojawił się w chwili, gdy był przekonany o własnej śmierci. Według niego organizm musiał wytworzyć jakiś rodzaj chemicznej reakcji obronnej.

Kierowca czuł się spokojny, rozluźniony i pogodzony z tym, co miało się wydarzyć. Zamknął oczy, napiął ciało i czekał na uderzenie. To brzmi jak scena z filmu, ale w Le Mans nie ma reżysera, który krzyknie „cięcie” w odpowiednim momencie. Dopiero gdy samochód zatrzymał się w barierach i zapanowała cisza, Davidson zrozumiał, że przeżył. Wtedy pojawiła się myśl o niedowierzaniu. Nie o wyniku, nie o straconej pozycji, ale o tym, że nadal żyje.

Dwa złamane kręgi i dalsza kariera z Toyotą

Wypadek zakończył udział Davidsona w tamtym wyścigu. Brytyjczyk złamał dwa kręgi po dwóch mocnych uderzeniach: najpierw po powrocie samochodu na ziemię, a potem po kontakcie z barierą. Skala przeciążeń pokazuje, jak cienka granica dzieli w wyścigach prototypów widowisko od katastrofy.

Start w Le Mans 2012 był dla Davidsona jednorazowym występem z Toyotą, ale nie zakończył jego historii z japońskim producentem. Były kierowca Formuły 1 kontynuował później karierę w programie Toyoty w wyścigach długodystansowych. W 2014 roku zdobył tytuł mistrza świata WEC razem z Sebastienem Buemim.

Le Mans nadal pamięta takie uderzenia

24h Le Mans kojarzy się z tempem, techniką i legendą marek, ale historia Davidsona przypomina o mniej wygodnej stronie tego wyścigu. Długodystansowe ściganie łączy prototypy i wolniejsze samochody GT na jednym torze, więc dublowanie zawsze wymaga ogromnej precyzji. Różnice prędkości są częścią spektaklu, ale też jednym z największych źródeł ryzyka.

Relacja Davidsona nie jest tylko wspomnieniem dramatycznego wypadku. To opowieść o chwili, w której kierowca wyścigowy przestaje być zawodnikiem walczącym o pozycję, a staje się człowiekiem czekającym na… potencjalnie śmiertelne uderzenie. I właśnie dlatego po czternastu latach ten wypadek nadal robi większe wrażenie niż niejeden wynik zapisany w tabeli.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl