⏱️ 7 min.

Project Motor Racing odsłania stawkę hypercarów. Jest moc, ale są też pytania

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

18-11-2025 09:11
Project Motor Racing

Straight4 Studios odsłoniło wreszcie karty: na starcie Project Motor Racing gracze dostaną pełnoprawną stawkę prototypów LMDh i LMH, czyli dokładnie tych maszyn, które rozhuśtały wyścigi długodystansowe po 2023 roku. Z zewnątrz wygląda to jak spełnienie marzeń fanów współczesnego endurance – ale im dłużej patrzysz na listę, tym wyraźniej widać, że za efektownym zestawieniem mogą się kryć bardzo konkretne oczekiwania co do fizyki, AI i wierności realnym przepisom.

Projekt Motor Racing celuje w ten sam kawałek tortu, który w ostatnich latach podgryzało Le Mans Ultimate, iRacing, Automobilista 2 czy RaceRoom. Hypercary i prototypy najwyższej klasy stały się wizytówką wirtualnego endurance, a teraz do gry wchodzi kolejny tytuł, który na premierę ma przynieść kompletną paczkę najmocniejszych aut obecnej epoki. Ruch jest prosty: dać graczom to, co na plakatach wygląda najlepiej, a potem liczyć, że model jazdy i tryby rozgrywki dowiozą resztę.

Hypercarowa stawka PMR na premierę – komplet, którego nie da się zignorować

Na starcie Project Motor Racing ma zaoferować pełen zestaw współczesnych prototypów LMDh oraz LMH. Lista obejmuje zarówno konstrukcje z mistrzostw świata, jak i z IMSA:

  • Lamborghini SC63 – pierwsze hypercarowe podejście marki z Sant’Agata, które w realnym świecie zdążyło już rozgrzać dyskusje o tym, czy „bycie w top klasie” jest ważniejsze od wyników.
  • Peugeot 9X8 2024 (LMH) – zmodernizowana wersja kontrowersyjnego projektu, który od samego początku bardziej dzielił, niż łączył fanów.
  • Porsche 963 – obowiązkowy gracz w LMDh, korzystający ze standardowej platformy, ale wciąż kojarzony z wyścigami długodystansowymi jak mało kto.
  • Toyota GR010 Hybrid (LMH) – dominator pierwszych sezonów nowej ery hypercarów, w PMR oznaczony jako element „stajni LMDh”, choć formalnie należy do LMH.
  • Acura AEX-06 – reprezentant sceny amerykańskiej, którego brakowało w wielu symulatorach z pełnym pakietem IMSA.
  • Alpine A424 – europejska odpowiedź producenta, który buduje swoją tożsamość wokół sportów motorowych.
  • Aston Martin Valkyrie (LMH) – drogowy potwór przerobiony na wyścigowego mutanta, jedna z najbardziej widowiskowych sylwetek w całej klasie.
  • BMW V8 M Hybrid – kolejny reprezentant LMDh, który w realnym świecie stał się wizytówką marki w USA.
  • Cadillac V-Series.R – agresywna stylistyka i charakterystyczny dźwięk, w rzeczywistości raczej w cieniu Toyoty, ale w simracingu często gra pierwsze skrzypce.

Już sam spis nazw pokazuje, że Straight4 Studios postawiło na to, aby zapewnić pełen przekrój. Dla fanów endurance to dobra wiadomość: w teorii nie trzeba będzie wybierać między różnymi tytułami, by przejechać się ulubionym prototypem. Pytanie tylko, jak głęboko gra wejdzie w szczegóły przepisów technicznych i różnice między LMDh a LMH.

LMDh vs LMH – gdzie kończy się realizm, a zaczyna uproszczenie

Twórcy Project Motor Racing wyraźnie zaakcentowali, że ich hypercarowa stawka obejmuje zarówno auta LMDh, jak i LMH – i że dla gracza ma to być jedna, spójna klasa „topowych prototypów”. W realnym świecie różnice są jednak dalece większe niż w samej nazwie. LMDh opierają się na standaryzowanym podwoziu od jednego z wybranych dostawców i obowiązkowym, tylnym układzie hybrydowym. LMH z kolei są konstrukcjami autorskimi: producent projektuje i buduje auto od zera, a konfiguracja napędu – w tym sposób wykorzystania hybrydy – wynika z jego własnej koncepcji. Toyota GR010, Peugeot 9X8 czy Aston Martin Valkyrie to właśnie przykłady takich aut.

W grze wszystkie te konstrukcje mają wejść do jednej kategorii LMDh/Hypercar, co z marketingowego punktu widzenia jest wygodne, ale szybko wywołało dyskusję wśród bardziej wnikliwych graczy. Część z nich zaczęła się zastanawiać, czy uproszczenie nie pójdzie zbyt daleko – szczególnie w obszarze działania układu hybrydowego i różnic w charakterze prowadzenia między LMDh i LMH. Jeden z komentujących zwrócił uwagę, że we wcześniejszych materiałach z gry hybryda w Toyocie miała pracować niemal bez przerwy, zamiast trzymać się limitów znanych z realnych przepisów. To niewielki szczegół, który dla niedzielnego gracza nie będzie miał znaczenia, ale dla kogoś śledzącego WEC czy IMSA może być pierwszym sygnałem, że nacisk został położony bardziej na widowiskowość niż ścisłe odwzorowanie świata rzeczywistego.

Project Motor Racing kontra Le Mans Ultimate – dwie wizje tego samego świata

W komentarzach pod ogłoszeniem stawki hypercarów bardzo szybko pojawiło się porównanie z Le Mans Ultimate. Tamten tytuł zdążył już zbudować reputację „alternatywy dla iRacinga” w segmencie nowoczesnego endurance, z naciskiem na ligowe ściganie i ścisłą współpracę z WEC. Project Motor Racing, przynajmniej na papierze, ma postawić na nieco szerszą, bardziej „konsolową” wizję. Jak zauważył jeden z komentujących, wielu graczy konsolowych czekało na tytuł, który wreszcie da im nowoczesne prototypy bez konieczności przesiadki na PC. W tym sensie PMR ma sporą szansę wstrzelić się w lukę pozostawioną przez bardziej „pecetowe” produkcje.

W tle przewija się też wątek listy torów. Część społeczności zauważyła, że Project Motor Racing ma skoncentrować się na wybranych arenach, w tym północnoamerykańskich, których próżno szukać w Le Mans Ultimate. Z drugiej strony, brak pełnego kalendarza WEC może zaboleć fanów. Już teraz pojawiły się opinie, że w praktyce to właśnie torowa zawartość i model online przesądzą o tym, czy gracze będą traktować PMR jako alternatywę, czy raczej „inne spojrzenie na endurance”.

Brak Ferrari, dziwne wybory i echo Project CARS

Mimo solidnej listy hypercarów, wielu fanów od razu zauważyło jedno – w zestawie nie ma Ferrari. To o tyle zaskakujące, że we wczesnych materiałach promocyjnych gry sylwetka auta z Maranello miała się już przewinąć. Później w grze zaczęły pojawiać się inne, nieoczywiste wybory – przykładowo Viper wśród aut GTE – co tylko podkręciło spekulacje, że w sprawie licencji coś mogło pójść nie po myśli twórców. Jeden z komentujących zasugerował, że układ z Ferrari mógł się rozjechać już na etapie produkcji, co wymusiło roszady w liście aut podstawowej wersji i dodatków.

To oczywiście domysły, ale dobrze pokazują, jak wrażliwy jest temat licencji w grach wyścigowych – zwłaszcza wtedy, gdy tytuł ma konkurować w segmencie, gdzie gracze bardzo uważnie patrzą na to, czy stawka jest kompletna. Na obronę twórców można powiedzieć jedno: nawet bez Ferrari lista hypercarów w Project Motor Racing pozostaje bardzo mocna, a brak kilku nazw może zostać nadrobiony dodatkami lub – jeśli studio dotrzyma słowa – wsparciem dla modów. Część społeczności wprost napisała, że liczy na to, iż modyfikacje uzupełnią dziury w licencjach i pozwolą odtworzyć w grze całe historyczne stawki endurance.

GT3, kariery i reszta świata – hypercary to tylko wisienka

Choć to właśnie hypercary zdominowały nagłówki, wielu graczy przypomniało w dyskusji, że Project Motor Racing ma przede wszystkim zbudować długą, rozbudowaną karierę. Według zapowiedzi, start ma odbyć się od bardziej przyziemnych klas – z dużym naciskiem na GT – a dopiero później gracz ma awansować do prototypów. Dla części społeczności to dobra wiadomość. Są tacy, którzy w ogóle nie planują spędzać długich godzin w hypercarach – dużo bardziej interesują ich różne generacje aut GT, klasyczne wyścigówki czy mniej oczywiste kategorie, które miały zbudować tożsamość Project Motor Racing już na etapie pierwszych zapowiedzi.

Zwrócono uwagę, że w ostatnich latach wiele tytułów poszło w schemat „GT3 + hypercary, reszta na doczepkę”, a PMR miało obiecywać coś bardziej różnorodnego. Z perspektywy hypercarów widać jednak, że to właśnie one będą stanowiły wizytówkę gry – szczególnie w materiałach promocyjnych i w trybach online. To naturalne: współczesne prototypy wyglądają efektownie, brzmią groźnie i w rankingach online zawsze przyciągają tłumy (choć nie tak liczne, jak w przypadku GT3). Pytanie tylko, czy uda się uniknąć sytuacji, w której cała reszta zawartości będzie traktowana jak dodatek.

Dobry start czy ryzykowna zagrywka?

Z punktu widzenia marketingu ogłoszona stawka hypercarów w Project Motor Racing wygląda niemal podręcznikowo. Gracz dostaje wszystko, co kojarzy się z nową erą endurance: Toyotę, Porsche, BMW, Cadillaca, Aston Martina, Lamborghini, Alpine, Peugeota i Acurę. To zestaw, który na pierwszy rzut oka może spokojnie rywalizować z listami aut w najpoważniejszych symulatorach na rynku.

Z punktu widzenia wymagającego fana simracingu sprawa jest jednak bardziej złożona. Różnice między LMDh i LMH, sposób działania hybrydy, brak Ferrari, niepełna lista torów względem kalendarza WEC – to wszystko elementy, które mogą zadecydować o odbiorze tytułu. Do tego dochodzą stare grzechy studia: w przeszłości potrafiło ono łączyć świetne pomysły z dyskusyjną spójnością wykonania. Jeżeli jednak Project Motor Racing dowiezie solidną fizykę, porządne AI i stabilną pracę na konsolach, ogłoszona właśnie stawka hypercarów może okazać się jednym z najmocniejszych argumentów, by dać grze szansę.

Hypercary same w sobie nie zrobią z PMR „króla endurance”, ale bez nich gra w ogóle nie miałaby startu w tej klasie. Teraz piłka leży po stronie twórców: lista aut już przyciągnęła uwagę, czas pokazać, czy reszta gry dorówna jej poziomem. Gra zostanie wydana 25 listopada 2025 roku.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Adam Główka

Jeżdżę, piszę, testuję. Wierzę, że każdy samochód ma swoją historię – trzeba tylko umieć ją opowiedzieć.