2304 zł – tyle kosztuje miesiąc hostowania serwera w LMU. To samo za 25,4 zł w ACC

Mikropłatności mają to do siebie, że potrafią skutecznie maskować nie do końca racjonalne wydatki. Tworzą iluzję niskich kosztów i skutecznie usypiają czujność potencjalnych klientów. Szczególnie, jeśli model rozliczeń został skrzętnie zaplanowany. A jak wygląda to w przypadku Le Mans Ultimate? Czy warto sobie folgować z „Hosted Servers”?
Raczej nie warto. Wystarczy odwiedzić oficjalną stronę lemansultimate.com, wcześniej uzbrajając się po zęby w sprzęt dużego kalibru. Czyli notatnik, kalkulator i coś do pisania. Szybko można sobie zdać sprawę z tego, jak oderwane od realiów są ceny. I jak sprytnie zostały opakowane w w wirtualną walutę, która wprowadza dodatkową warstwę abstrakcji, komplikując wyliczenia. Nie bez znaczenia jest także marketingowy bełkot, racjonalizujący ponoszone przez klienta końcowego niepotrzebne koszty… Widocznie nie warto oddelegowywać ciężaru hostowania na barki społeczności:
Koszt hostowanych serwerów obejmuje inwestycję w sprzęt niezbędny do obsługi serwera, przepustowość łącza oraz konserwację systemu przez nasz zespół inżynierów i wsparcia technicznego. Serwery są również automatycznie aktualizowane, więc użytkownicy nie muszą zajmować się ich konserwacją.
Koszt jednego kredytu to 0,015 dolara lub 0,015 euro lub 0,01 funta. Minimalna liczba kredytów do zakupienia wynosi 500. Podane ceny nie zawierają lokalnych podatków. Powiedzmy, że 500 kredytów to wydatek około 32 zł (7,5 euro). Co w rzeczywistości dostajemy w zamian? Możliwość hostowania serwera przez 10 godzin lub… dziesięciu serwerów po godzinie. W grę wchodzą też inne kombinacje, ale przysłowiowy sufit jest zawieszony nisko.

Czy 7,5 euro za 10 godzin to standard?
Le Mans Ultimate bardzo mocno zyskało na popularności przede wszystkim dzięki lawinowo kurczącej się społeczności Assetto Corsy Competizione. Gra produkcji Kunos Simulazioni została pozostawiona na pastwę losu po tym, jak wstrzymano jej rozwój. Ostatnia większa aktualizacja miała miejsce w okolicach maja 2024 roku, kiedy twórcy dorzucili Forda Mustanga GT3 w ramach rozszerzenia darmowej zawartości. To i tak sukces, że tak długo utrzymano dużą baza simracerów. Kroplówką przedłużającą żywot ACC był LFM.
Ten kontekst jest istotny. Kunosi od lat przyzwyczaili społeczność do przemyślanych i rozsądnych cen. Podobną ścieżkę obrało LMU, przynajmniej na etapie kreowania cen dodatkowej, płatnej zawartości DLC. Co istotne, ACC oferowało aplikację dedykowany serwer, który po odblokowaniu portów w routerze pozwalał na otwarcie serwerów „na świat”. Tanie i przystępne rozwiązanie, oddelegowujące ciężar hostowania na społeczność i pozbawiające zarobku firmy pośredniczące.
Wchodzimy na stronę dostawcy hostingu, wybieramy parametry, konfigurujemy serwer, płacimy. Czyli przechodzimy dokładnie taki sam proces, jak w przypadku tego, co oferuje LMU. Różnica jest taka, że LMU jest hegemonem. Nie ma konkurentów. Nie działają prawidła rynkowe. Jak powszechnie wiadomo, wraz z większą konkurencją, z korzyściami obronną ręką wychodzi nie kto inny, jak klient. Przynajmniej w teorii, bez zarzucania przedsiębiorcom niecnych intencji.
2304 zł za miesiąc hostowania serwera
Dodajmy do tego od lat napędzaną erę mikropłatności, do której w 2025 roku chyba już wszyscy przywykliśmy. Studio 397 postanowiło wykorzystać znany model biznesowy w celu zwiększenia rentowności. To jest w pełni logiczne, bowiem firma powstała po to, aby… czerpać zyski. Szperając w Google szybko znajdziemy oferty hostowania serwera w grze ACC w cenie nawet 6 euro (25,4 zł) miesięcznie za 30 slotów (przyjąć można 0,847 zł/slot, czyli 32,186 zł za 38 slotów).
Z kolei za serwer średniej wielkości w LMU przyjdzie nam zabulić 32 zł za 10 godzin. Powiedzmy, że miesiąc liczy średnio 30 dni. Nie ma co się posługiwać żetonami, bo ich rolą jest wprowadzenie szumu informacyjnego. Za godzinę płacimy 3,2 zł, za dzień 76,8 zł, a za miesiąc… 30 razy tyle, czyli 2304 zł. Powiedzieć, że koszt w ACC to ułamek tego, co w LMU, to jak nic nie powiedzieć. Miesiąc w ACC kosztuje 1,4% tego, co wydamy w Le Mans Ultimate za analogiczny okres hostowania serwera.

Kunosi wybrali model LMU
Niestety, Kunosi zdecydowali się pójść w ślady Studia 397. 17 listopada 2025 roku na oficjalnych kanałach społecznościowych Assetto Corsy, ogłoszono powstanie dedykowanej strony internetowej, za pośrednictwem której będziemy mogli hostować serwery online. Cena w przypadku nielimitowanej liczby slotów wynosi 5 euro (już z VAT-em) za dzień lub 15 euro za cały miesiąc. Gdyby Assetto Corsa EVO skopiowało model LMU i liczyło 5 euro za każdy dzień, wyszłoby 634 zł. Ale realnie płacisz 15 euro za miesiąc, czyli 63,36 zł. Jakieś 2,75%. A jak to zestawimy ze wspomnianymi 1,4%, to ingerencja Kunosów zwiększa koszt raptem dwukrotnie.
LMU zmienia nawyki simracerów…
Spece od marketingu mogliby stwierdzić, że ich rozwiązanie ma na celu ochronę środowiska. W końcu w idealnym świecie wszelkiego rodzaju twory ludzkości powinny być wykorzystywane 24 godziny na dobę, aby zminimalizować ślad węglowy i maksymalnie zracjonalizować sens zakupu. Po co komu serwer prywatny, który przez 6,5 dnia w tygodniu będzie stać pusty? W Le Mans Ultimate serwery są hostowane w sposób doraźny, czyli tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba. W teorii nie są marnowane zasoby, ale w praktyce… infrastruktura, na którą powołało się Studio 397 w przytoczonym cytacie, i tak musi być w gotowości. Może i w ten sposób jest redukowany stopień zużycia prądu, ale nie ma co się łudzić, że to ma jakieś większe znaczenie. Chodzi o zyski.
Skąd ta gigantyczna różnica?
Patrząc na liczby, trudno znaleźć logiczne wytłumaczenie poza jednym: agresywnym modelem monetyzacji. Firma najwyraźniej zdecydowała, że lepiej drenować portfele entuzjastów, którzy pragną czegoś więcej, niż oficjalnych serwerów treningowych i eventów online. Kwoty wyglądają tak, jakby hosting nagle stał się usługą premium na poziomie chmury obliczeniowej NASA. Z drugiej strony firma oferuje wbudowany system ratingowy (Driver Rank i Safety Rating) z cyklicznymi wydarzeniami. Co prawda bez moderacji albo z „moderacją na odwal się”, ale zawsze coś. To ukłon w stronę tych, którzy chcą wykorzystywać symulator niemal w modelu free-to-play. Abstrahując od tego, że gra swoje kosztuje.
Za tę kasę kupujesz… własny serwer
Kiedy miesięczny koszt LMU przebija dwa tysiące złotych, logika sama podpowiada alternatywę. Za te pieniądze można kupić mini-PC, postawić stabilny serwer 24/7 i płacić jedynie za prąd. Dodatkowy plus? Zero ograniczeń, zero żetonów, zero sztucznych limitów. W tym kontekście trudno uwierzyć, że to zwykła różnica cenowa. To raczej model zaprojektowany tak, by hosting był maszynką do zarabiania pieniędzy. Pieniędzy, które i tak idą do Studia 397 choćby z tytułu RaceControl Pro i RaceControl Pro+. Jak na załączonym obrazku.

Co dalej? Trend, który może odbić się czkawką
Rynek simracingu ma swoją specyfikę: gracze chcą wolności, elastyczności i stabilności. Przerzucanie wszystkiego na żetony, mikropłatności i abonamenty sprawia, że społeczność może zacząć się w którymś punkcie odwracać się od produktu – i wybierać tańsze, bardziej przewidywalne rozwiązania. A konkurencja nie śpi. Jeśli LMU naprawdę zamierza budować markę wokół tak wycenionego hostingu, to droga przed nim może być w pewnym stopniu wyboista. Zwłaszcza że użytkownicy potrafią liczyć i nie boją się wyciągać kalkulatora. A w tym przypadku kalkulator mówi jedno: to się po prostu nie opłaca.
Z drugiej strony… simracing to niezwykle przystępny sposób na realizację ekstremalnie drogiej pasji. Nawet jeśli na sprzęt idzie wydać lekko dziesiątki tysięcy złotych i cieszyć się podzespołami rodem z samochodów wyścigowych. To wciąż śmieszna kropla w bezkresnym oceanie wydatków. Cena za wóz klasy HY idzie w miliony euro, nie wspominając o tym, jak drogi jest przejechany każdy kilometr, uwzględniając wszystkie wydatki, włącznie z amortyzacją. Przewrotnie można nawet rzec, że im droższy symulator, to w sferze finansowej wierniej symuluje koszty. Ale to chyba nie tego chce społeczność – może z wyjątkiem fanów iRacingu.
A tak zupełnie pragmatycznie – z serwerów dedykowanych w największym stopniu korzystają głównie ligi, które najskuteczniej konsolidują wokół siebie duże społeczności, a to nierzadko przyciąga sponsorów, dzięki czemu ostatecznego kosztu nie ponosi ligowicz. Do tego działanie pro bono – przygotowywanie grafik, transmisji na żywo z komentarzem oraz spinanie całości w ujęciu organizacyjnym – doceniają wirtualni kierowcy, wyrażając swoje wsparcie dobrowolnymi wpłatami na rzecz rozwoju.
O autorze
Tomasz Nowak
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery



