Kubica o 24h Le Mans 2026: „Mało zostawiłem na stole”

Robert Kubica ukończył swój szósty występ w 24h Le Mans poza podium, choć jego załoga odrobiła 10 pozycji względem startu. Polak nie ukrywał niedosytu, ale podkreślał, że przy tempie, jakim dysponowali, może być zadowolony z własnej pracy. Kluczowy okazał się moment przy pierwszym samochodzie bezpieczeństwa.
Decyzja, która zmieniła układ wyścigu
Kubica najwięcej uwagi poświęcił nie samemu wynikowi, lecz sytuacji z pierwszym safety carem. Według niego wcześniejszy zjazd do alei serwisowej mógł całkowicie zmienić przebieg rywalizacji, bo auto wróciłoby na tor w okolicach piątej pozycji i około 30 sekund za liderem. Zamiast tego załoga musiała zjechać cztery okrążenia później. Efekt był kosztowny. Samochód wrócił na tor na poza pierwszą dziesiątką, z około dwiema minutami straty do lidera.
Przez noc udało się odrobić mniej więcej minutę, ale strategia pit stopów była już przesunięta względem czołówki. Robert Kubica tak opisał ten fragment wyścigu:
Szkoda jednej błędnej decyzji z pierwszym safety carem, która odwróciła cały scenariusz tego wyścigu. Mogliśmy spokojnie zjechać i być gdzieś koło piątego miejsca, 30 sekund za liderem, a tak wyjechaliśmy na 13. albo 14. miejscu, dwie minuty za liderem.
Końcówka bez neutralizacji i krótka dolewka
W drugiej części wyścigu problemem stał się brak kolejnej dogodnej neutralizacji. Kubica zwrócił uwagę, że ostatnie godziny przebiegały bardzo czysto, co w 24-godzinnym wyścigu nie zawsze jest dobrą wiadomością dla załogi próbującej odrabiać strategiczne straty. Czołówce wystarczył krótszy postój, natomiast jego samochód musiał wykonać dodatkową, krótką dolewkę paliwa.
Polak przyznał też, że sam miał incydent przy full course yellow, ale ten nie przyniósł większych konsekwencji. Późniejszy safety car częściowo zneutralizował stratę. Decyzja z początku wyścigu ciągnęła się jednak za załogą przez kolejne godziny, bo zmieniła rytm zjazdów do boksu.
Kubica o własnej jeździe: mało zostawiłem na stole
Mimo rozczarowania wynikiem Kubica był wyraźnie zadowolony z jakości swojej jazdy. Podkreślał, że wyścig był intensywny od nocy, a on sam nie miał poczucia, że popełnił błędy, które mogłyby zaważyć na rezultacie. W jego ocenie był to jeden z jego najmocniejszych występów w Le Mans.
Kierowca wskazał, że po raz szósty z rzędu przejechał klasyk na wysokim poziomie. Wynik nazwał wręcz „żadnym”, ale jednocześnie mówił o wewnętrznej satysfakcji. To nie jest efektowny puchar do gabloty, ale w endurance czasem właśnie takie wyścigi najwięcej mówią o kierowcy. Kubica podsumował swoją dyspozycję bez przesadnej skromności:
Na to, czym dysponowaliśmy względem konkurencji, mogę być ze swojej pracy naprawdę zadowolony. Było intensywnie od nocy i mało zostawiałem na stole jak na 24-godzinny wyścig.
Wibracje, skracane stinty i dwie godziny snu
Wyścig Kubicy nie przebiegał zgodnie z pierwotnym planem także pod względem zmian za kierownicą. Pierwszy raz jego stint został skrócony po problemie z oponami. Wibracje były tak duże, że Polak mówił, iż na drugim stincie praktycznie nic nie widział. Druga korekta nastąpiła w nocy, gdy sytuacja na torze i slow zone sprawiły, że opłacało się zmienić opony.
W momencie wymiany ogumienia zespół zdecydował się także na zmianę kierowcy. Ostatni wyjazd Kubicy obejmował cztery stinty, podczas których załoga wróciła do walki. Sen? Był, ale raczej w wersji demonstracyjnej. Kubica przyznał, że przespał dwie godziny ciągiem i nazwał to rekordem. Zmiany ułożyły się tak, że szczególnie w nocy musiał pozostawać do dyspozycji zespołu.
Toyota, BMW i WRT zebrały pochwały
Kubica przed Le Mans wskazywał Toyotę jako faworyta do zwycięstwa i po wyścigu przyznał, że się nie pomylił. Nie postawił jednak pieniędzy na taki scenariusz, bo jako uczestnik rywalizacji nie mógł tego zrobić. Sam dodał, że konkurencja była dla Toyoty wyrównana.
Polak pochwalił też WRT i BMW. Zaznaczył, że te ekipy były w walce do końca, podczas gdy jego załoga nie liczyła się realnie w pojedynku o zwycięstwo z powodów niezależnych od samej jazdy. To ważne doprecyzowanie, bo w Le Mans tempo jednego kierowcy nigdy nie jest pełnym obrazem sytuacji.
Druga część sezonu może być trudniejsza
Pytany o dalszą część sezonu Kubica nie składał mocnych deklaracji. Przyznał, że druga połowa rozgrywek zwykle była trudniejsza dla jego ekipy. Szczególnie wymienił Brazylię i Fuji. Niepewność dotyczy też kalendarza. Kubica mówił, że nie wiadomo, gdzie zakończy się sezon i czy Katar zostanie zastąpiony innym wyścigiem. W jego ocenie wiele będzie zależało od torów oraz czynników, na które zespół nie ma wpływu.
Polskie zwycięstwo w LMP2 i zmęczony Śmiechowski
W polskim wątku Le Mans najjaśniej błyszczał Inter Europol Competition. Kubica pogratulował ekipie kolejnego sukcesu w LMP2 i przyznał, że nie był nim zaskoczony. Gdy jechał za autami tej klasy, widział różnicę tempa na korzyść polskiego zespołu. Według Kubicy Inter Europol w Le Mans można już traktować jak faworyta.
To mocne słowa, ale po trzecim polskim zwycięstwie trudno uznać je za przesadę. Zwłaszcza że w tej kategorii nie wystarczy mieć szybkie auto przez godzinę – trzeba jeszcze przeżyć dobę z głową i bez rozsypania wszystkiego po drodze. Kuba Śmiechowski po triumfie był przede wszystkim zmęczony i szczęśliwy. Mówił, że chciałby wreszcie położyć się spać, choć najpierw czekały go jeszcze wspólne zdjęcia i świętowanie z zespołem.
Pytany o rutynę po trzech zwycięstwach i kolejnych miejscach na podium, odpowiedział, że takich sukcesów nigdy za wiele. Śmiechowski wskazał też klucz do wygranej. Była nim walka do końca, bo w pewnym momencie wyścig sprawiał wrażenie straconego. Zespół miał problemy z lewymi drzwiami, prawymi drzwiami, zausznikiem i sprzęgłem, ale mimo tego wrócił do gry.
Co dalej po Le Mans?
Kubica zapowiedział kilka dni odpoczynku i poukładanie wszystkiego w głowie. Śmiechowski również mówił o chwili regeneracji, ale jego kalendarz szybko wraca do trybu wyścigowego. Za dwa tygodnie czeka go kolejna runda IMSA, a później dalsza część sezonu LMS.
Le Mans po raz kolejny pokazało dwie strony motorsportu długodystansowego. Kubica miał tempo, mocne przejazdy i niedosyt po decyzji strategicznej. Inter Europol miał problemy, ale dowiózł zwycięstwo. W obu przypadkach widać było to samo: w 24-godzinnym wyścigu wynik rzadko jest prostą sumą szybkości auta i formy kierowców.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

McLaren wrócił na podium, ale Stella widzi większy problem pakietu

Hamilton wygrał pierwszy raz dla Ferrari. Zaważyły trzy czynniki

Mercedes wraca do kary Russella. Sprawa Gasly’ego otworzyła furtkę

Biliński znów zapunktował w F2 po słabych kwalifikacjach i pogoni



