F1 ogranicza elektryczny boost. W tle wypadek Bearmana i dziwne wyprzedzania

Formuła 1 szykuje korektę przepisów technicznych na sezon 2026, a głównym celem jest ograniczenie zbyt dużych różnic prędkości między bolidami. Zmiany dotyczą sposobu używania energii elektrycznej, która potrafiła tworzyć sytuacje trudne do przewidzenia nawet dla kierowców. Problem najmocniej pokazały zdarzenia z udziałem Olivera Bearmana, Franco Colapinto, Lando Norrisa i Lewisa Hamiltona.
Pakiet zmian uzgodniono w poprzednim tygodniu, ale nie został jeszcze ratyfikowany przez Światową Radę Sportów Motorowych FIA. Najważniejszy wątek dotyczy tak zwanych prędkości zbliżania, czyli sytuacji, w której jeden bolid dogania drugi z nienaturalnie dużą różnicą tempa.
Bearman pokazał, gdzie leży ryzyko
W Suzuki Oliver Bearman musiał wykonać manewr obronny, aby uniknąć kontaktu z Alpine Franco Colapinto. Kierowca Haasa wypadł z toru i mocno uderzył w barierę, a jednym z kluczowych czynników była różnica w elektrycznym wspomaganiu obu samochodów. Bearman początkowo obwiniał Colapinto, ale źródłem problemu była przede wszystkim różnica w dostępnym doładowaniu elektrycznym. Haas zbliżył się do tylnego skrzydła Alpine szybciej, niż kierowca mógł rozsądnie zakładać w normalnej sytuacji wyścigowej.
Nie tylko bezpieczeństwo, ale też dziwne wyprzedzania
Podobny mechanizm pojawił się podczas Grand Prix Japonii w sytuacji Lando Norrisa i Lewisa Hamiltona. Norris musiał odpuścić gaz w zakręcie 130R, aby nie wjechać w tył Ferrari, a po ponownym przyspieszeniu dostał większą moc, niż się spodziewał. Efekt był paradoksalny. Norris wyprzedził Hamiltona, ale szybko stracił pozycję, bo jego bateria została mocno rozładowana. Takie manewry określane są jako niezamierzone wyprzedzania, bo nie wynikają wprost z klasycznej walki kierowców, lecz z pracy systemu zarządzania energią. W tym kontekście mówi się również o efekcie jo-jo.
FIA zmienia limity energii elektrycznej
Regulacje przewidują zmianę sposobu użycia energii poza najważniejszymi strefami przyspieszania. W tych kluczowych miejscach limit pozostaje na poziomie 350 kW, ale w pozostałych fragmentach toru moc elektryczna zostanie ograniczona do 250 kW. W warunkach wyścigowych dodatkowa moc w trybie boost zostanie ograniczona do 15 kW. Zmiany obejmują też tryby ograniczenia mocy, które decydują o tym, jak samochód korzysta z energii elektrycznej poza strefami największego zysku czasowego.
Maszyna ma mniej zaskakiwać kierowcę
Część problemu wynikała z tego, że bolidy były przygotowywane do określonych sekwencji jazdy. Zespoły wykorzystywały algorytmy uczenia maszynowego, aby samochód przewidywał wejście w obszary ograniczonej mocy, zwykle po utrzymaniu bardzo mocno otwartej przepustnicy przez określony moment.
Kłopot zaczynał się wtedy, gdy kierowca odstępował od tego scenariusza. Odjęcie gazu mogło zresetować pracę systemu, a po ponownym przyspieszeniu bolid reagował inaczej, niż zakładał kierowca. Taki przypadek dotknął Norrisa w Japonii oraz Charlesa Leclerca w kwalifikacjach w Chinach.
Kwalifikacje też mają wyglądać naturalniej
Zmiany dotyczą również odzyskiwania energii. W pakiecie znalazło się zwiększenie ilości energii możliwej do zebrania przez tak zwany super clipping oraz ograniczenie limitu odzysku w kwalifikacjach. Cel nie sprowadza się wyłącznie do bezpieczeństwa. FIA chce, aby profil prędkości bolidów był bardziej naturalny, a kwalifikacje mniej zależne od sztucznego zarządzania energią. Mniej wymuszonego odpuszczania gazu oznacza także czytelniejszą jazdę dla kierowców i widzów.
Tombazis: to krok w dobrą stronę, ale nie koniec rozmów
Nikolas Tombazis, dyrektor FIA do spraw bolidów jednomiejscowych, połączył temat niezamierzonych wyprzedzań z problemem prędkości zbliżania. Według niego nowe limity mocy i zasady użycia boostu powinny ograniczyć oba zjawiska:
Wierzymy i jesteśmy dość pewni, że te zmiany będą krokiem we właściwym kierunku, i to dość znaczącym. To, czy będą wystarczające, czy w pewnym momencie potrzebny będzie kolejny krok, ocenimy podczas następnych wyścigów.
FIA nie zamyka więc tematu po jednej korekcie. Federacja chce korzystać z danych, rozmów z zespołami, FOM, kierowcami i opinii kibiców. W praktyce oznacza to dalsze kręcenie pokrętłem, tylko oby już bez wyprzedzania, które wygląda jak błąd w grze wyścigowej.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Tyle kosztują najtańsze nowe samochody nad Wisłą. W TOP 5 rządzi jedna marka i nie jest to Dacia

Kiedy po kolizji policjant zatrzyma prawo jazdy? Sąd nie zawsze jest pierwszy

Tych 10 silników zbudowało legendę Toyoty. Bez remontu pokonują nawet 500-700 tys. km

Volkswagen Passat B8 i koszyk części dla wersji 1.5 TSI/2.0 TDI. Tyle zapłacisz w 2026 roku



