Bearman obwinia Colapinto po kraksie w Japonii. „To było nie do przyjęcia”

Oliver Bearman po raz pierwszy publicznie odniósł się do wypadku z Grand Prix Japonii Formuły 1 i wprost obarczył winą Franco Colapinto. Kierowca Haasa uważa, że rywal bronił pozycji zbyt późno przy ogromnej różnicy prędkości, co skończyło się mocnym uderzeniem w bariery.
Do incydentu doszło na 22. okrążeniu 53-okrążeniowego wyścigu na Suzuce. Bearman jechał około sekundę za Alpine w drugim sektorze, ale nagle bardzo szybko zmniejszył stratę, ponieważ Colapinto odzyskiwał energię. Różnica prędkości sięgała wtedy niemal 50 km/h. Brytyjczyk odbił w lewo i wyjechał na trawę, aby uniknąć kontaktu. Stracił wtedy panowanie nad autem i uderzył w bariery w zakręcie Spoon z przeciążeniem 50G. Z wypadku wyszedł bez urazów, choć potrzebował pomocy przy opuszczaniu samochodu.
Bearman: Colapinto zostawił za mało miejsca
Bearman powiedział w podcaście Up to Speed, że w takiej sytuacji nawet mały ruch obronny staje się bardzo groźny. Jego zdaniem Colapinto przesunął się przed nim, by bronić 17. miejsca. Kierowca Haasa uznał, że przy tak dużej różnicy prędkości nie zostawiono mu wystarczająco dużo przestrzeni. Bearman stwierdził też, że w poprzednim sezonie taki manewr byłby jeszcze na granicy akceptowalności.
W tym przypadku, przy różnicy blisko 50 km/h, uniknięcie znacznie poważniejszej kolizji miało być już kwestią ułamków sekund. To jeden z tych momentów, w których „obrona pozycji” brzmi niewinnie tylko do chwili, gdy ktoś leci w bariery.
Temat miał wrócić na odprawie, ale wrócił na torze
Kierowca Haasa podkreślił, że frustrację zwiększył fakt wcześniejszych rozmów między zawodnikami. Według Bearmana właśnie w piątek omawiano konieczność wcześniejszego sygnalizowania obrony, bo obecne przepisy powodują większe różnice prędkości niż wcześniej. Dwa dni później sytuacja, przed którą ostrzegano, wydarzyła się w wyścigu.
Bearman ocenił, że kierowcy muszą okazywać sobie więcej szacunku w takich momentach. Dodał również, że wraz z FIA prowadzone są prace nad zmianami, które mogłyby ograniczyć podobne przypadki. Wskazał, że różnice prędkości tego rzędu bardziej przypominają sytuację między autem na okrążeniu wyjazdowym a samochodem jadącym pełnym tempem niż klasyczną walkę koło w koło.
Komatsu patrzył na to inaczej
Wypowiedź Bearmana stoi w sprzeczności z wcześniejszym stanowiskiem Ayao Komatsu. Szef zespołu Haas zdejmował z Colapinto odpowiedzialność za ten incydent. Sam kierowca nie zostawił jednak wielkiego pola do interpretacji i jasno dał do zrozumienia, że za kluczowy uważa moment ruchu obronnego Alpine.
To ważny wątek także w szerszym kontekście sezonu 2026. Gdy przepisy sprzyjają dużym różnicom prędkości w bezpośredniej walce, nawet niewielki ruch może nagle urosnąć do rangi poważnego zagrożenia. A wtedy margines błędu robi się naprawdę mały.
Kolejny przystanek: Miami
Bearman podkreślił, że najważniejsze jest dla niego to, że z wypadku wyszedł bez kontuzji. Zadeklarował też gotowość do powrotu do ścigania podczas następnej rundy sezonu. Grand Prix Miami odbędzie się w dniach 1–3 maja. Sprawa z Suzuki może jeszcze wracać w dyskusjach o zachowaniu kierowców podczas obrony pozycji. Bearman nie tylko wskazał winnego, ale też dobitnie pokazał, jak cienka bywa dziś granica między twardą walką a bardzo dużym ryzykiem.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

WEC utajnia BoP na sezon 2026. Koniec jawnych tabel przed wyścigami

Racing Bulls szykuje podwójne uderzenie. Przerwa w F1 zmieniła plan poprawek

Mercedes zrobił z auta tablet. Ekran elektrycznej klasy C zajmuje całą deskę rozdzielczą

Mick Schumacher uspokaja w sprawie F1 2026: „Znajdą rozwiązanie”



