Coulthard o groźnym wypadku Bearmana. 50G to nie był zwykły incydent

David Coulthard wrócił do groźnego wypadku Olivera Bearmana z Grand Prix Japonii i zwrócił uwagę na jeden element, który z perspektywy kierowcy budzi największy niepokój. Chodzi o prędkość dojazdu do wolniejszego auta i moment, w którym na reakcję zostają ułamki sekundy. Uderzenie Bearmana zostało zarejestrowane na poziomie 50G, ale kierowca uniknął poważniejszych obrażeń.
Bearman omal nie uderzył w tył samochodu Franco Colapinto, który w tym momencie odzyskiwał energię. Kierowca Haasa ostatecznie rozbił auto o bariery, a po wypadku samodzielnie opuścił kokpit. Po badaniu lekarze na torze uznali, że Bearman może opuścić centrum medyczne bez dalszej interwencji.
Coulthard przypomniał własny incydent
David Coulthard porównał sytuację Bearmana do zdarzenia z końca lat 90. Były kierowca Formuły 1 wspomniał moment na Nürburgringu, gdy Fernando Alonso odjął gaz wcześniej niż na poprzednim okrążeniu, a on sam musiał ratować się ucieczką w żwir. Coulthard ocenił tę sytuację z perspektywy byłego kierowcy i zwrócił uwagę na skalę zagrożenia:
Jako były kierowca czuję tę prędkość dojazdu. To najbardziej przerażająca rzecz dla kierowcy wyścigowego. Bearman miał dużo szczęścia, że nie uderzył w tył samochodu Colapinto.
Nie sama wartość przeciążenia jest najważniejsza
Były kierowca zwrócił uwagę, że liczba 50G brzmi dramatycznie, ale wiele zależy od tego, jak ciało przyjmuje przeciążenie. Znaczenie ma zarówno sam szczyt przeciążenia, jak i to, czy samochód jeszcze się przemieszcza, czy zatrzymuje się gwałtownie. Coulthard przywołał dawne testy opóźnień, w których człowiek przetrwał poziom około 80G. Wspomniał też Kenny’ego Bräcka, którego wypadek w USA został zarejestrowany na poziomie 200G. Szwed przeżył, ale jego kariera dobiegła końca po licznych złamaniach.
Bearman wyszedł z auta, ale temat nie zniknie
Coulthard ocenił, że w przypadku Bearmana doszło do nagłego zatrzymania, co było widać po sposobie, w jaki kierowca opuścił samochód. Brytyjczyk utykał po wyjściu z rozbitego auta, choć ostatecznie nie stwierdzono urazów. Taki finał brzmi jak dobra wiadomość, ale w Formule 1 to raczej przypomnienie, jak cienka bywa granica.
Sprawa może mieć ciąg dalszy także poza samym komentarzem byłego kierowcy. FIA ma wykorzystać niespodziewaną kwietniową przerwę na rozmowy o możliwych korektach nowych przepisów. Wypadki tego typu często wracają później w dyskusjach o bezpieczeństwie i zachowaniu aut na torze.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Volvo traci w pierwszym kwartale 2026 r. na największym rynku. EX60 ma odwrócić trend

Cyfrowy dowód rejestracyjny w UE coraz bliżej. Papier jednak nie zniknie

Skandal w Niemczech. Volkswagen tnie koszty i stanowiska, ale… szefowie latają prywatnymi odrzutowcami

Luksusowa Toyota bZ7 kosztuje w Chinach mniej niż Dacia Duster w Polsce. 3000 zamówień w pierwszą godzinę od startu sprzedaży



