⏱️ 2 min.

Coulthard o groźnym wypadku Bearmana. 50G to nie był zwykły incydent

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

07-04-2026 14:04
David Coulthard

David Coulthard wrócił do groźnego wypadku Olivera Bearmana z Grand Prix Japonii i zwrócił uwagę na jeden element, który z perspektywy kierowcy budzi największy niepokój. Chodzi o prędkość dojazdu do wolniejszego auta i moment, w którym na reakcję zostają ułamki sekundy. Uderzenie Bearmana zostało zarejestrowane na poziomie 50G, ale kierowca uniknął poważniejszych obrażeń.

Bearman omal nie uderzył w tył samochodu Franco Colapinto, który w tym momencie odzyskiwał energię. Kierowca Haasa ostatecznie rozbił auto o bariery, a po wypadku samodzielnie opuścił kokpit. Po badaniu lekarze na torze uznali, że Bearman może opuścić centrum medyczne bez dalszej interwencji.

Coulthard przypomniał własny incydent

David Coulthard porównał sytuację Bearmana do zdarzenia z końca lat 90. Były kierowca Formuły 1 wspomniał moment na Nürburgringu, gdy Fernando Alonso odjął gaz wcześniej niż na poprzednim okrążeniu, a on sam musiał ratować się ucieczką w żwir. Coulthard ocenił tę sytuację z perspektywy byłego kierowcy i zwrócił uwagę na skalę zagrożenia:

Jako były kierowca czuję tę prędkość dojazdu. To najbardziej przerażająca rzecz dla kierowcy wyścigowego. Bearman miał dużo szczęścia, że nie uderzył w tył samochodu Colapinto.

Nie sama wartość przeciążenia jest najważniejsza

Były kierowca zwrócił uwagę, że liczba 50G brzmi dramatycznie, ale wiele zależy od tego, jak ciało przyjmuje przeciążenie. Znaczenie ma zarówno sam szczyt przeciążenia, jak i to, czy samochód jeszcze się przemieszcza, czy zatrzymuje się gwałtownie. Coulthard przywołał dawne testy opóźnień, w których człowiek przetrwał poziom około 80G. Wspomniał też Kenny’ego Bräcka, którego wypadek w USA został zarejestrowany na poziomie 200G. Szwed przeżył, ale jego kariera dobiegła końca po licznych złamaniach.

Bearman wyszedł z auta, ale temat nie zniknie

Coulthard ocenił, że w przypadku Bearmana doszło do nagłego zatrzymania, co było widać po sposobie, w jaki kierowca opuścił samochód. Brytyjczyk utykał po wyjściu z rozbitego auta, choć ostatecznie nie stwierdzono urazów. Taki finał brzmi jak dobra wiadomość, ale w Formule 1 to raczej przypomnienie, jak cienka bywa granica.

Sprawa może mieć ciąg dalszy także poza samym komentarzem byłego kierowcy. FIA ma wykorzystać niespodziewaną kwietniową przerwę na rozmowy o możliwych korektach nowych przepisów. Wypadki tego typu często wracają później w dyskusjach o bezpieczeństwie i zachowaniu aut na torze.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl