Yuki Tsunoda wrócił do ścigania w Formule 1 w wyjątkowo trudnych okolicznościach, ale z każdą kolejną sesją zmniejszał stratę do Arvida Lindblada. Japończyk przyznaje, że samochód generacji 2026 początkowo sprawiał, iż czuł się niemal jak debiutant, jednak przed niedzielnym GP Holandii Racing Bulls ma być zadowolone z tempa jego adaptacji.
Tsunoda z każdą sesją coraz bliżej Lindblada
Tsunoda dostał szansę startu na Zandvoort po kontuzji nadgarstka Isacka Hadjara. Liam Lawson został przesunięty z Racing Bulls do Red Bulla, natomiast jego miejsce w drugim zespole koncernu zajął Japończyk, który w sezonie 2026 pełni obowiązki kierowcy testowego i rezerwowego.
Wyzwanie było tym większe, że Tsunoda nie miał wcześniej doświadczenia wyścigowego z bolidem odpowiadającym nowym przepisom. Podczas jedynego treningu stracił do Arvida Lindblada 0,825 s, lecz w kolejnych sesjach różnica systematycznie malała. W SQ1 wyniosła 0,433 s, a w SQ2 – 0,360 s.
Jeszcze lepiej wyglądało to w sobotnich kwalifikacjach do głównego wyścigu. W Q1 Tsunoda był od zespołowego partnera wolniejszy o zaledwie 0,011 s, a w Q2 – o 0,102 s. Ostatecznie zabrakło mu około jednej dziesiątej sekundy do awansu do Q3 i Japończyk zakwalifikował się na 12. miejscu.
Tsunoda nie ukrywał zadowolenia z tego, jak zmieniły się jego odczucia za kierownicą. Po sobotniej czasówce mówił, że wreszcie mógł bardziej zaufać samochodowi i zacząć szukać ostatnich ułamków sekundy:
Szczerze mówiąc, jestem bardzo szczęśliwy. Zdecydowanie bardzo podobały mi się te kwalifikacje. Wczorajsze kwalifikacje były w porządku, ale wciąż nie wiedziałem, gdzie znajduje się limit, bo samochód nadal był dla mnie nowy. Wiem, gdzie mogę jeszcze znacznie się poprawić. Szczerze mówiąc, brakowało mi tego uczucia, tej pogoni za ostatnimi milisekundami, ostatnimi dziesiątymi częściami sekundy i naprawdę bardzo mi się to podoba.
Nowa Formuła 1 wymagała zmiany przyzwyczajeń
Powrót Tsunody pokazuje również skalę różnic pomiędzy samochodami obecnej generacji a konstrukcjami z sezonu 2025. Zmieniły się nie tylko aerodynamika i poziom docisku, lecz także sposób hamowania oraz zarządzanie energią. Japończyk przekonał się o tym już podczas przygotowań w symulatorze Racing Bulls. Tsunoda opisywał te różnice następująco:
To inny samochód, zupełnie inny samochód. Choćby odczucia podczas hamowania. Wsiadłem do symulatora VCARB i pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem, było to, że kiedy zahamowałem tak jak w zeszłym roku, znalazłem się w ścianie! Siły, limity – wszystko jest inne. Szczególnie inny jest też docisk. Dochodzi do tego wykorzystywanie energii, moment jej oddawania i wszystkie te rzeczy, a samochód nagle zaczyna zwalniać. Nie było łatwo się do tego przystosować. Szczerze mówiąc, w wielu obszarach nadal muszę nadrobić zaległości, ale przyzwyczaiłem się do tego szybciej, niż oczekiwałem. Jestem więc całkiem zadowolony z tego, co zrobiłem.
Już po piątkowych kwalifikacjach do sprintu kierowca zwracał uwagę, że czuje się niemal jak debiutant. Szczególnie duże różnice zauważał w wymaganym nacisku na pedał hamulca oraz zachowaniu samochodu w szybkich zakrętach. Na torze Zandvoort dodatkowym utrudnieniem jest niewielka ilość miejsca poza nitką toru, dlatego Tsunoda świadomie zwiększał tempo stopniowo.
Piątkowa jazda w zmiennych warunkach przyniosła mu 17. miejsce w treningu, a następnie 12. pozycję w kwalifikacjach do sprintu. W tej drugiej sesji stracił jedynie 0,009 s do Lawsona. Sam Tsunoda przyznawał, że na mokrej nawierzchni jego tempo było dla niego pozytywnym zaskoczeniem, podczas gdy na suchej potrzebował więcej czasu na poznanie samochodu.
24 okrążenia sprintu dały Tsunodzie potrzebne doświadczenie
Istotnym elementem nauki okazał się sobotni sprint. Tsunoda mógł przećwiczyć procedurę startową i przejechać pełny dystans w warunkach wyścigowych, a każde z 24 okrążeń traktował jako kolejną okazję do poznawania samochodu. Do Lindblada na mecie stracił 11,5 s.
Japończyk podkreślił znaczenie zdobytego doświadczenia:
Te 24 okrążenia – na każdym z nich mogłem się czegoś nauczyć i myślę, że udało mi się to pokazać w kwalifikacjach. Z każdą sesją byłem coraz bliżej.
Postęp zauważył także zespół. Tsunoda przyznał, że Racing Bulls liczyło na obecność obu samochodów w Q3, ale jednocześnie ekipa była pod wrażeniem zmian, jakie zrobił od początku weekendu:
Zespół oczywiście chciał mieć oba samochody w Q3. Ale od wczoraj byli całkiem pod wrażeniem tego, co zrobiłem, i bardzo zadowoleni z postępów, jakie osiągałem w każdej sesji i na każdym okrążeniu. Oczywiście byłoby lepiej, gdybym awansował do Q3. Ale jeszcze nie spotkałem się z zespołem, więc może są źli, nie wiem. Zobaczymy.
Powrót Tsunody może mieć znaczenie także po GP Holandii
Dla 26-latka weekend na Zandvoort jest pierwszą okazją w tym sezonie, by sprawdzić się w bezpośredniej rywalizacji. Po utracie podstawowego miejsca w Red Bullu po sezonie 2025 został kierowcą testowym i rezerwowym Red Bulla oraz Racing Bulls, a informację o starcie w Holandii otrzymał dopiero we wtorek przed weekendem.
Jego zadanie pozostaje jednak konkretne: jak najszybciej opanować samochód, ograniczać stratę do Lindblada i wykorzystać każdą kolejną sesję do zdobywania doświadczenia. Po pierwszych trudnościach Japończyk wyraźnie zbliżył się do regularnie startującego zespołowego partnera, a prawdziwym sprawdzianem zdobytej wiedzy będzie niedzielny wyścig na Zandvoort.






