Ferrari miało znakomitą okazję, by rozpocząć Grand Prix Meksyku od podwójnego prowadzenia. Zamiast tego Lewis Hamilton i Charles Leclerc stoczyli ostrą walkę, która zakończyła się wyjazdem Monakijczyka poza tor i interwencją sędziów. Siedmiokrotny mistrz świata natychmiast poskarżył się na zespołowego partnera, a zamieszanie wykorzystał Max Verstappen.
Ferrari kontra… Ferrari
Lewis Hamilton ruszał do wyścigu z pole position i znakomicie wykorzystał swoją pozycję. Brytyjczyk dobrze wystartował, a za jego plecami pozostali kierowcy próbowali wykorzystać cień aerodynamiczny na długim dojeździe do pierwszego zakrętu. George Russell zahamował zbyt wcześnie, co pozwoliło Charlesowi Leclercowi, Maxowi Verstappenowi i Kimiemu Antonellemu przesunąć się przed kierowcę Mercedesa.
Największe emocje rozegrały się jednak między dwoma Ferrari. Hamilton i Leclerc rozpoczęli bezpośrednią walkę w sekwencji zakrętów 4, 5 i 6. Monakijczyk ostatecznie znalazł się na prowadzeniu, ale dokonał tego, przecinając trawiaste pobocze i wracając na tor przed rywalami.
Hamilton stracił panowanie nad sytuacją na tyle, że wykorzystał to również Verstappen. Holender awansował na drugą pozycję, rozdzielając oba samochody Ferrari. Po pierwszym okrążeniu kolejność wyglądała następująco: Leclerc, Verstappen, Hamilton, Antonelli i Russell.
Hamilton zgłasza pretensje
Siedmiokrotny mistrz świata nie zamierzał pozostawić sytuacji bez reakcji. Hamilton natychmiast zgłosił przez radio zastrzeżenia do zachowania Leclerca. Sprawa była szczególnie drażliwa, ponieważ chodziło o walkę dwóch kierowców tego samego zespołu, a nie bezpośrednich rywali Ferrari.
Problem polegał na tym, że ewentualne oddanie pozycji szybko stało się znacznie trudniejsze. Verstappen zdążył znaleźć się między Leclerkiem a Hamiltonem. Przywrócenie kolejności sprzed incydentu wymagałoby więc uwzględnienia obecności kierowcy Red Bulla.
Na ten szczegół zwrócił uwagę Jolyon Palmer, były kierowca Formuły 1, komentujący wydarzenia dla F1 TV. Jego zdaniem Leclerc znalazł się w nietypowej sytuacji: kiedy mógł rozważyć oddanie miejsca Hamiltonowi, Verstappen był już przed Brytyjczykiem. Monakijczyk nie miał powodu, by dobrowolnie przepuszczać kierowcę Red Bulla, ale nadal mogło istnieć zobowiązanie do oddania pozycji Hamiltonowi, jeśli została ona zdobyta dzięki opuszczeniu toru.
Sędziowie badają incydent
Dyrekcja wyścigu szybko zainteresowała się wydarzeniami z pierwszego okrążenia. Incydent między samochodami numer 44 i 16 w czwartym zakręcie został skierowany do analizy przez sędziów FIA. Oficjalny komunikat o rozpoczęciu dochodzenia pojawił się już w początkowej fazie rywalizacji.
Kluczową kwestią pozostawało ustalenie, czy Leclerc uzyskał trwałą przewagę dzięki wyjazdowi poza granice toru. Sam fakt opuszczenia asfaltu nie przesądza automatycznie o karze. Znaczenie mają okoliczności manewru, możliwość utrzymania się na torze oraz korzyść uzyskana po powrocie.
Ferrari musi zatem czekać na rozstrzygnięcie, jednocześnie prowadząc wyścig. Ewentualna sankcja dla Leclerca mogła zmienić sytuację w czołówce, ale na tym etapie nie było jeszcze podstaw, by przesądzać o winie Monakijczyka.
Verstappen korzysta z zamieszania
Już na trzecim okrążeniu Leclerc miał ponad sekundę przewagi nad Verstappenem. Dwa okrążenia później prowadzenie Monakijczyka wzrosło do 1,7 sekundy. Hamilton znalazł się natomiast w zupełnie innej sytuacji. Jechał bezpośrednio za Verstappenem i próbował utrzymywać niewielki dystans do Red Bulla. Zespół polecił mu jednak odpuścić i zadbać o temperaturę opon.
To istotny szczegół, ponieważ Hamilton jeszcze przed startem miał problem z ogumieniem. Podczas okrążenia formującego zablokował koła, powodując miejscowe spłaszczenie opony. Nie przeszkodziło mu to w znakomitym ruszeniu z pole position, ale dodatkowo komplikowało zarządzanie ogumieniem w początkowej fazie wyścigu.
Napięcie w Ferrari
Wydarzenia z Meksyku pokazują, jak szybko walka dwóch kierowców jednego zespołu może obrócić się przeciwko niemu. Ferrari miało samochody zdolne do zajęcia dwóch pierwszych miejsc po starcie, ale bezpośredni pojedynek Hamiltona i Leclerca otworzył Verstappenowi drogę do drugiej pozycji.
Nie oznacza to automatycznie, że któryś z kierowców świadomie zignorował interes zespołu. Obaj walczyli o zwycięstwo, a sytuacja rozegrała się w ciągu kilku sekund. Pretensje Hamiltona i dochodzenie FIA pokazują jednak, że manewr Leclerca trudno uznać za zwykłą, pozbawioną konsekwencji wymianę pozycji.
Aktualizacja
Sędziowie nałożyli na Charlesa Leclercka karę 5 sekund w momencie, gdy Monakijczyk zdołał po 13 okrążeniach zbudować ponad 3 sekundy przewagi nad drugim Verstappenem.






