⏱️ 9 min.

Red Bull tasuje karty na sezon F1 2026. Hadjar u boku Verstappena, Tsunoda na ławce, Lindblad rzucany na głęboką wodę

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

02-12-2025 18:12
Red Bull Racing
Źródło: Getty Images / Red Bull Content Pool

Red Bull zafundował sobie i reszcie stawki w Formule 1 kolejne przetasowanie kart. Koncern potwierdził, że w sezonie 2026 u boku Maxa Verstappena pojedzie Isack Hadjar, który zastąpi Yuki Tsunodę. Japończyk po zaledwie roku w głównym zespole spadnie do roli kierowcy rezerwowego. Jednocześnie do Racing Bulls dołączy Arvid Lindblad, tworząc z Liamem Lawsonem jeden z najmłodszych duetów w stawce. Brzmi znajomo? Dla Red Bulla to deja vu – znów „następny w kolejce” wskakuje do najgorętszego fotela w F1.

Red Bull ogłosił nowy skład kierowców i ponownie rozpętał dyskusję o tym, czy podjęte decyzje są długofalowo rozsądne, czy tylko polegają na gaszeniu pożarów. Isack Hadjar został nagrodzony za mocny debiutancki rok w Racing Bulls – był dziesiąty w klasyfikacji kierowców na jedno Grand Prix przed końcem sezonu, wywalczył podium w Zandvoort i regularnie prezentował tempo, które stawiało go przed Liamem Lawsonem w kwalifikacjach.

Yuki Tsunoda, który dołączył do Red Bulla w trzeciej rundzie sezonu, po pięciu latach w F1 (czterech spędzonych w juniorskim zespole) uzbierał tylko 30 punktów i obecnie plasuje się dopiero na 15. miejscu, podczas gdy Verstappen pozostał w grze o tytuł. W nagrodę za „wyjątkowe starty i świetny wyścigowy instynkt”, jak podkreślił Red Bull, został… przesunięty na ławkę rezerwowych na 2026 rok.

Isack Hadjar – kolejny odważny skok do fotela obok Verstappena

Awans Hadjara ma wiele sensu na papierze. Francuz w pierwszym roku startów w F1 pokazał, że potrafi wyciągać maksimum z niełatwego samochodu Racing Bulls, a podium w Zandvoort nie było przypadkowym błyskiem. Wcześniej został wicemistrzem F2 w 2024 roku, a w debiutanckim sezonie w F1 potrafił kilkukrotnie finiszować na szóstym miejscu i wcisnąć się do pierwszej dziesiątki klasyfikacji generalnej.

Co ważne, miał wyraźną przewagę nad Lawsonem w czasówkach, co w strukturze Red Bulla zawsze jest traktowane jak waluta o wyjątkowej wartości. Sam Hadjar nie próbował ukrywać, że awans do głównego zespołu był celem od momentu, w którym trafił do juniorskiego programu. Jak podkreślił, to efekt lat pracy i wiary ze strony koncernu:

Jestem ogromnie wdzięczny Red Bullowi za zaufanie i szansę startów na najwyższym poziomie F1, bo po wszystkich wzlotach i upadkach w juniorskiej karierze zespół wciąż we mnie wierzył i pchał do przodu.

Francuz podkreślił, że sezon z Racing Bulls był dla niego „absolutnie niesamowity”, bo nie tylko zaliczył pierwsze podium, ale też nauczył się, jak funkcjonować w Formule 1 – zarówno jako kierowca, jak i człowiek. Teraz, jak zaznaczył, czuje się gotowy, by wskoczyć do Red Bulla i pracować u boku Verstappena, z którego doświadczenia zamierza wycisnąć jak najwięcej.

Deja vu w Red Bullu: znów „następny w kolejce” trafia do głównej ekipy

Mimo imponującego debiutu Hadjara wciąż pozostają pytania, które od lat wracają przy każdej zmianie partnera Verstappena. Red Bull już kilkukrotnie promował kierowców, którzy niekoniecznie „dobijali się” do fotela w głównym zespole, tylko po prostu byli kolejnymi nazwiskami w kolejce. Daniil Kwiat zastąpił Sebastiana Vettela, Pierre Gasly Daniela Ricciardo, Alex Albon Pierre’a Gasly’ego, a Liam Lawson – Sergio Pereza. Żaden z nich nie był prawdziwym, absolutnie naturalnym następca, który niszczył konkurencję do tego stopnia, że awans był jedyną logiczną opcją.

Tymczasem historia pokazała, że większość z nich awansowała o sezon lub dwa za wcześnie. Presja walki o zwycięstwa u boku kierowcy zbudowanego wokół zespołu potrafiła zmielić ich psychicznie i sportowo. Jedynym prawdziwie „organicznie” wypromowanym kierowcą, pozostaje Max Verstappen.

W tym kontekście Hadjar wygląda jak kolejny, któremu przypadła zaszczytna, ale ryzykowna rola „następnego w kolejce”. Nie ma wątpliwości, że Tsunoda nie pokazał poziomu, który uzasadniałby przedłużenie kontraktu – ani pod względem wyników, ani regularności. Red Bull nie chciał trzymać go dłużej obok Verstappena, ale jednocześnie ktoś musiał usiąść w tym fotelu. Padło na młodego Francuza. Pytanie, czy tym razem zadziała to lepiej, czy po sezonie znów wróci dyskusja o „drugiej ofierze fotela obok Maxa”.

Red Bull liczy, że Hadjar „zaczaruje” razem z Verstappenem

W obozie Red Bulla nikt oficjalnie nie okazuje wątpliwości. Szef zespołu Laurent Mekies, który wcześniej pracował jako szef Racing Bulls, już teraz stawia swojemu nowemu kierowcy bardzo wysoką poprzeczkę, podkreślając jego surową szybkość i zdolność adaptacji:

Isack w swoim pierwszym sezonie F1 wykazał się ogromną dojrzałością i był szybkim uczniem, a jego surowe tempo pozostaje podstawowym wymogiem w tym sporcie, dlatego Red Bull wierzy, że u boku Maxa będzie w stanie wyczarować coś wyjątkowego na torze.

Mekies przypomniał, że sezon 2026 będzie ogromnym wyzwaniem – także przez wejście w życie nowych przepisów technicznych i pojawienie się jednostek Red Bull Ford Powertrains. Według niego to idealny moment, by zbudować odświeżony skład wokół Verstappena i Hadjara i przy okazji wprowadzić do gry nową generację kierowców.

Tsunoda – od „wyjątkowych startów” do roli rezerwowego

Najmniej zazdrosnej roli w całej układance doczekał się Yuki Tsunoda. Japończyk po pięciu latach w F1, w tym czterech w juniorskim zespole, wreszcie doczekał się szansy w głównej ekipie. Zajął fotel obok Verstappena w trzeciej rundzie sezonu, gdy zapowiadało się, że Red Bull spróbuje go bardziej „otulić” technicznie, tworząc samochód łatwiejszy w prowadzeniu dla obu kierowców. Rzeczywistość okazała się mniej kolorowa.

RB21 okazał się trudny do prowadzenia, a Tsunoda, mimo kilku przebłysków, nie był w stanie nawiązać realnej walki z Verstappenem. Uzyskał jedynie 30 punktów, lądując w drugiej połowie stawki, podczas gdy jego partner wciąż ma szansę walki o mistrzostwo. Red Bull publicznie chwalił jego „wyjątkowe starty i doskonały wyścigowy instynkt”, ale w praktyce oznaczało to koniec przygody z wyścigowym fotelem – przynajmniej na razie.

Zamiast powrotu do Racing Bulls, co mogłoby być logicznym ruchem z punktu widzenia rozwoju kierowcy, Tsunoda stanie się rezerwowym Red Bulla w 2026 roku. To dość znaczący sygnał: w historii tego zespołu nie było kierowcy, który wróciłby do głównej ekipy po wcześniejszym spadku. Pierre Gasly zasłużył na drugą szansę, a i tak jej nie dostał. Patrząc na ten schemat, japoński kierowca raczej nie powinien liczyć, że w przyszłości znów usiądzie obok Verstappena.

Liam Lawson – czy powinien już szukać drogi ucieczki?

Swoją rolę w tym domino ma także Lawson. Nowozelandczyk stał się kolejną ofiarą stylu zarządzania kierowcami przez Red Bulla, w którym skoki między zespołami stały się standardem od momentu kupna Minardi w 2006 roku. W ostatnich latach struktura koncernu rzadko dawała kierowcom poczucie stabilizacji – zamiast tego mieliśmy serię awansów, degradacji, przesunięć i końców kariery.

Lawson w 2025 roku rozpoczął sezon w Red Bullu, ale jego przygoda w głównej ekipie była krótka. Teraz ma przed sobą pierwszy pełny rok w Racing Bulls – i jednocześnie świadomość, że do głównego zespołu awansował młodszy kolega. Patrząc na historię Red Bulla, trudno uwierzyć, że dostanie drugą szansę w tej samej ekipie, skoro nikt wcześniej takiego prezentu nie dostał.

Nic dziwnego, że pojawiają się głosy, iż Lawson powinien już teraz rozglądać się za alternatywami na 2027 rok. Potencjalnych kierunków można kilka wymienić: Alpine, jeżeli wciąż będzie mieć wątpliwości co do Franco Colapinto, albo Haas, w zależności od tego, jak Ferrari poprowadzi karierę Olivera Bearmana. Jedno jest pewne: zostanie w Racing Bulls na dłużej nie wydaje się optymalną drogą dla kierowcy, który chce wyrwać się z niechlubnej roli.

Arvid Lindblad – 18-latek rzucany na głęboką wodę

Najświeższym nazwiskiem w układance Red Bulla jest Arvid Lindblad. Brytyjczyk, który ma dopiero 18 lat, został ekspresowo przeprowadzony przez juniorskie serie w ramach programu Red Bulla i już w pierwszym sezonie w F2 zmierzał po szóste miejsce w klasyfikacji. To solidny wynik, ale daleki od absolutnej dominacji – tymczasem Red Bull zdecydował, że to już moment, by rzucić go w świat F1. W Racing Bulls zastąpi właśnie Hadjara i z miejsca trafi do jednego z najtrudniejszych środowisk dla debiutanta.

Campos, z którym ścigał się w F2, nie wydaje się być problemem – ten sam zespół pozwolił Hadjarowi sięgnąć po wicemistrzostwo rok wcześniej. Kłopotem może być jednak względna nierówność formy Lindblada na tle innych debiutantów. Leonardo Fornaroli, który został mistrzem, wywindował poprzeczkę bardzo wysoko, a młody Brytyjczyk nie zawsze był w stanie utrzymać się w ścisłej czołówce. Sam Lindblad nie ukrywa, że spełnia dziecięce marzenie – i dobrze rozumie skalę wyzwania, które go czeka:

Od piątego roku życia marzył o Formule 1, więc debiut w Racing Bulls jest dla niego powodem do dumy, a jednocześnie ogromnym wyzwaniem, na które zamierza odpowiedzieć ciężką pracą i ścisłą współpracą z zespołem.

Lindblad zaznaczył również, że jest wdzięczny programowi juniorskiemu Red Bulla i własnemu zespołowi za prowadzenie i wiarę w jego możliwości. Przyznał, że 2026 rok będzie dla niego dużą szkołą życia, ale czuje się gotowy, by uczyć się na błędach i rosnąć razem z ekipą.

Racing Bulls stawia na młodość – Lawson i Lindblad jako duet przejściowy?

Racing Bulls, formalnie będący „szkołą jazdy” dla kierowców Red Bulla, wchodzi w 2026 rok z bardzo wyrazistą strategią: ma być zespołem, w którym młodzi kierowcy uczą się, popełniają błędy i od czasu do czasu dostarczają niespodziewane wyniki. Szef zespołu – Alan Permane – nie miał wątpliwości, że decyzja o wypuszczeniu Hadjara w świat i jednoczesnym postawieniu na Lawsona z Lindbladem to logiczny krok w tej filozofii:

Isack zasłużył na awans wyjątkowo mocnym sezonem, w którym pokazał dojrzałość i regularność wykraczające poza jego doświadczenie, a zespół jest dumny, że mógł być częścią tej drogi, jednocześnie stawiając na dalszy rozwój z Liamem i Arvidem jako młodym, głodnym sukcesu duetem.

Permane podkreślił, że Lawson błyszczał zwłaszcza wtedy, gdy warunki były najtrudniejsze, a jego profesjonalne podejście buduje wokół zespołu poczucie stabilności. Lindblad z kolei jest według niego jednym z najbardziej obiecujących młodych talentów w stawce, a ich duet Idealnie wpisuje się w ambicje VCARB na erę nowych przepisów technicznych.

Czy Red Bull naprawdę wyciągnął wnioski?

Kluczowe pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi: czy Red Bull naprawdę wyciągnął wnioski z lat ciągłego mieszania w składach i „konsumowania” kolejnych kierowców, czy po prostu kontynuuje tę samą strategię, tylko w nowym opakowaniu? Z jednej strony awans Hadjara wydaje się logiczny – szybkość, wyniki, solidny debiutancki sezon. Z drugiej, historia tego fotela mówi jedno: rzadko kto wychodził z tej przygody wzmocniony.

Podobnie z Lindbladem – jego przyspieszony awans przypomina sytuację Andreii Kimiego Antonellego w Mercedesie. Obaj są rzucani na głęboką wodę w bardzo młodym wieku, z relatywnie skromnym doświadczeniem w seriach juniorskich. Różnica polega na tym, że Mercedes, przynajmniej w deklaracjach, wydaje się bardziej cierpliwy. W przypadku Red Bulla cierpliwość zwykle kończyła się w połowie sezonu, jeżeli wyniki nie zgadzały się z oczekiwaniami.

W 2026 roku wszystko to znów będzie pod lupą. Hadjar ma szansę zostać pierwszym od czasu Verstappena kierowcą, który faktycznie udźwignie presję obok Holendra. Lawson musi zdecydować, czy chce dalej liczyć na cud w strukturze Red Bulla, czy zacząć budować alternatywną ścieżkę kariery. Lindblad ma przed sobą najtrudniejszy możliwy debiut – w zespole, który ma być kuźnią talentów.

Jedno jest pewne: Red Bull nie boi się odważnych ruchów. Pytanie brzmi, czy tym razem odwaga przełoży się na stabilność, czy znów zobaczymy powtórkę dobrze znanego scenariusza – z kolejną listą nazwisk, które „dostały szansę, ale nie wykorzystały jej wystarczająco szybko”.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Na co dzień dziennikarz, po godzinach mechanik-amator. Lubię brudzić ręce i pisać czystą prawdę o autach.

© 2026 MotoGuru.pl