Robert Kubica nie ma wątpliwości, że Ferrari mogło znacznie lepiej rozegrać rywalizację Charlesa Leclerca i Lewisa Hamiltona podczas GP Meksyku. Polski kierowca skrytykował również sposób egzekwowania przepisów Formuły 1, które jego zdaniem zachęcają zawodników do wykorzystywania luk w regulaminie. W rozmowie z Cezarym Gutowskim poruszył także temat własnej przyszłości, powrotu do rajdów i kolejnych startów w wyścigach długodystansowych.
Ferrari straciło szansę
Jednym z głównych tematów rozmowy przeprowadzonej przed finałem sezonu wyścigów długodystansowych na Monzy była rywalizacja kierowców Ferrari podczas Grand Prix Meksyku. Kubica początkowo nie chciał wskazywać winnego konfliktu między Leclerkiem a Hamiltonem. Przyznał jednak, że rozwój wydarzeń wcale go nie zaskoczył.
Zdaniem Polaka podobnych sytuacji można się spodziewać, jeżeli zespół nie określi jasno zasad rywalizacji między swoimi kierowcami. Kubica zauważył przy tym, że problem nie ogranicza się do Formuły 1. Podobne napięcia występują również w wyścigach długodystansowych, gdzie wewnętrzna walka potrafi kosztować zespół cenny czas i pozycje.
Największe zastrzeżenia Kubicy dotyczyły jednak nie samego ataku Leclerca, lecz wcześniejszego przebiegu rywalizacji. Według niego Ferrari popełniło błąd, pozwalając swoim kierowcom walczyć ze sobą w sytuacji, w której mogli wspólnie budować przewagę nad Maxem Verstappenem.
Robert Kubica w rozmowie z Cezarym Gutowskim wyjaśnił:
W momencie, kiedy wjeżdżasz w pierwszy zakręt, z niego wyjeżdżasz na pierwszym i drugim miejscu, to twoim jedynym priorytetem powinno być to, żeby odjechać jak najszybciej rywalom, a nie jechanie drugiego i trzeciego zakrętu koło w koło.
W ocenie Polaka taka walka pozwoliła Verstappenowi odrobić część straty. Gdyby Ferrari inaczej zarządzało sytuacją, wynik zespołu mógłby być znacznie lepszy:
Ja, gdybym był szefem, to by nie miało miejsca. Jestem przekonany, że wtedy byłaby duża szansa, że na dwóch pierwszych miejscach byłyby czerwone bolidy.
Przepisy zachęcają do kombinowania
Kubica zwrócił również uwagę na konsekwencje przepisów dotyczących walki koło w koło i oddawania pozycji po ścięciu zakrętu. Jego zdaniem obecny system może prowadzić do sytuacji, w których kierowcy świadomie wykonują manewry niemożliwe do ukończenia w granicach toru, ponieważ wiedzą, jak później ograniczyć ich konsekwencje.
Polak przedstawił hipotetyczny scenariusz: kierowca opóźnia hamowanie, wyprzedza rywala, przecina zakręt, a następnie oddaje pozycję w takim miejscu, aby natychmiast uzyskać korzystną sytuację do kolejnego ataku. Formalnie może spełnić obowiązek oddania miejsca, choć wcześniej zyskał przewagę, której nie uzyskałby podczas prawidłowego pokonywania toru.
Według Kubicy problem polega na tym, że oddanie pozycji nie zawsze usuwa wszystkie korzyści wynikające z nieprzepisowego manewru. Kierowca może bowiem uniknąć straty czasu za rywalem w szybkich zakrętach, a następnie znaleźć się bezpośrednio za nim przed długą prostą.
Podobne zastrzeżenia miał do wysokości kar. W jego ocenie pięciosekundowa sankcja może okazać się niewystarczająca, jeśli nieprawidłowy manewr przyniósł zawodnikowi większą korzyść. Zamiast odstraszać od łamania zasad, taki system może zachęcać do kalkulowania, czy naruszenie przepisów się opłaca.
Kubica uważa, że w przypadku celowego zyskania pozycji przez ścięcie zakrętu i nieoddania jej kara powinna być znacznie dotkliwsza. Jako przykład wskazał 20 sekund.
Kiedyś kierowcy mieli większy respekt
Były kierowca BMW Sauber, Renault i Williamsa krytycznie odniósł się także do szczegółowych wytycznych określających, kiedy zawodnik ma prawo do miejsca w zakręcie. Jego zdaniem przepisy odwołujące się do wzajemnego położenia samochodów zachęcają do przesadnego opóźniania hamowania, aby uzyskać formalną podstawę do wykonania manewru.
Kubica porównał dzisiejszą Formułę 1 z okresem, w którym sam regularnie startował w mistrzostwach świata. W jego ocenie dawniej zawodnicy musieli bardziej liczyć się z konsekwencjami agresywnej jazdy, ponieważ ich rywale mogli odpowiedzieć podobnym zachowaniem podczas kolejnych pojedynków. Jak stwierdził:
Dawniej był dużo większy szacunek pomiędzy kierowcami. Wiedziałeś, że jak coś przekombinujesz, to prędzej czy później za to zapłacisz, ale nie u stewardów, tylko na torze.
Zdaniem Kubicy mnożenie szczegółowych zasad niekoniecznie poprawia jakość rywalizacji. Każda kolejna regulacja tworzy bowiem nowe możliwości interpretacji, a kierowcy i zespoły szukają sposobów na wykorzystanie jej na swoją korzyść.
Antonelli zasłużył na uznanie
W rozmowie pojawił się również temat Kimiego Antonellego. Kubica nie ukrywa, że wysoko ocenia umiejętności młodego Włocha, choć nie podziela emocjonalnego podejścia do jego sukcesów.
Zapytany o poczucie dumy z osiągnięć kierowcy Mercedesa, odpowiedział, że szanuje Włocha. Jednocześnie zwrócił uwagę, że Antonelli wygrał kilka wyścigów, których wcale nie musiał wygrać. W decydujących momentach potrafił bowiem wykonać swoją pracę lepiej od konkurentów. Kubica podkreślił, że takie osiągnięcia zasługują na szacunek, nawet jeśli kierowca dysponuje bardzo szybkim samochodem.
Rajdowe doświadczenie procentuje
Rozmowa dotyczyła także występu Kubicy podczas deszczowych treningów na Monzy. Polak wyróżniał się tempem na mokrym torze, momentami uzyskując przewagę około dwóch sekund nad pozostałymi zawodnikami.
Warunki były szczególnie wymagające ze względu na niską temperaturę i dużą ilość wody. Długie proste toru Monza powodowały dodatkowo wychładzanie opon, utrudniając utrzymanie ich w optymalnym zakresie pracy.
Kubica przyznał, że doświadczenia z rajdów pomagają mu podczas jazdy przy zmiennej przyczepności. Kluczowe znaczenie ma szybkie rozpoznawanie warunków, odpowiednie wyczucie samochodu i stopniowe budowanie pewności siebie.
Podkreślił jednak, że szybka jazda na mokrej nawierzchni nie oznacza większego komfortu za kierownicą. Nawet jeśli uzyskuje lepsze czasy od rywali, nadal musi mierzyć się z bardzo ograniczoną przyczepnością i ryzykiem popełnienia błędu.
Istotnym elementem jest również temperatura ogumienia. Zbyt zachowawcza jazda może prowadzić do dalszego wychładzania opon, co jeszcze bardziej ogranicza ich możliwości. Kierowca musi więc znaleźć równowagę między utrzymaniem odpowiedniego tempa a unikaniem nadmiernego ryzyka.
Kubica wspomniał też o jednym ze swoich występów w Le Mans, kiedy podczas nocnej jazdy na częściowo mokrym torze inżynierowie prosili go o zwolnienie. Według jego relacji jechał wówczas o około 6–7 sekund szybciej od innych zawodników i w ciągu pięciu okrążeń odrobił mniej więcej pół minuty.
Co ciekawe, miał przy tym poważne problemy z widocznością. Zabrudzenia na przedniej szybie zostały rozmazane przez wycieraczki, a brak możliwości skutecznego oczyszczenia szyby dodatkowo utrudniał prowadzenie prototypu.
Powrót do rajdów?
Wyjątkowe tempo w zmiennych warunkach skłoniło Kubicę do żartobliwej refleksji nad powrotem do rajdów. Polak zauważył, że jego przewaga w trudnych warunkach często jest największa podczas pierwszych trzech do pięciu okrążeń, zanim pozostali kierowcy dostosują się do nawierzchni.
W rajdach sytuacja wygląda inaczej. Zawodnik ma zwykle tylko jedną próbę pokonania danego odcinka w konkretnych warunkach, dlatego umiejętność natychmiastowego odczytywania przyczepności może mieć jeszcze większe znaczenie.
Kubica zaznaczył jednak, że od około dziesięciu lat nie jeździ rajdówką. Jego wypowiedź nie była więc zapowiedzią zmiany dyscypliny, lecz refleksją nad umiejętnościami rozwijanymi w różnych etapach kariery.
Przyszłość częściowo rozstrzygnięta
Zapytany o dalsze plany zawodowe, Kubica przyznał, że niektóre decyzje już podjął, ale wiele kwestii nadal pozostaje otwartych. Nie chciał zdradzać szczegółów ani wskazywać, kiedy można spodziewać się konkretnych informacji.
Jednocześnie zapewnił, że wynik finałowego weekendu na Monzy nie wpłynie na jego dotychczasowe postanowienia. Nie odczuwa też szczególnego niepokoju związanego z przyszłością.
Jednym z jego niezmiennych celów pozostają kolejne starty w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Kubica uważa, że właśnie na tym torze potrafi szczególnie dobrze wykorzystać swoje umiejętności.
Przywołał osobistą statystykę: podczas pierwszych czterech startów w Le Mans rozpoczynał wyścig i za każdym razem przekazywał samochód kolejnemu kierowcy na pierwszym miejscu. Zwrócił też uwagę na bardzo niewielką liczbę własnych błędów, wspominając tegoroczną karę za przekroczenie dozwolonej prędkości podczas neutralizacji Full Course Yellow.
Na liście wyścigów, w których chciałby jeszcze wystartować, znajduje się również 24-godzinny wyścig na Nürburgringu Nordschleife. Wspomniał także o Daytonie, gdzie miał już zgłoszony start, ale ostatecznie nie zasiadł za kierownicą podczas rywalizacji.
Le Mans coraz trudniejsze
Kubica odniósł się również do możliwości łączenia regularnych startów w Formule 1 z udziałem w Le Mans. Jego zdaniem taki scenariusz jest wykonalny, choć niekoniecznie optymalny.
Przypomniał przy tym zwycięstwo Nico Hülkenberga w Le Mans w 2015 roku. Zaznaczył jednak, że dzisiejsze wyścigi długodystansowe różnią się od tamtego okresu pod względem liczby konkurujących producentów, niezawodności samochodów i intensywności rywalizacji.
Według Kubicy obecnie nie wystarczy już bezproblemowe pokonanie dystansu i utrzymywanie solidnego tempa. Przy wyrównanej stawce nawet strata pół sekundy lub sekundy na okrążeniu może przekreślić szanse na zwycięstwo.
Przed finałem na Monzy Polak ostrożnie oceniał natomiast szanse swojego zespołu na podium. Zaznaczył, że na suchej nawierzchni nie spodziewa się szczególnie dużej przewagi, choć liczy na konkurencyjność prototypu Ferrari. Wynik wyścigu pozostawał dla niego otwartą kwestią, podobnie jak szczegóły dalszej kariery.






