Branża motoryzacyjna może stanąć przed kolejnym kryzysem półprzewodników, ale tym razem konkurentem producentów samochodów nie jest pandemia, lecz gwałtownie rozwijający się sektor sztucznej inteligencji. Centra danych zużywają ogromne ilości pamięci DRAM, a ich operatorzy są gotowi płacić za układy więcej niż koncerny samochodowe.
Ceny pamięci DRAM wzrosły o około 450%
Według raportu firmy konsultingowej Kearney ceny pamięci DRAM wzrosły o około 450% między wrześniem 2025 a styczniem 2026 roku. Tak szybka zmiana zaczyna wpływać na budżety producentów samochodów, choć na razie nie doprowadziła do szerokiego ograniczania produkcji.
Ford i General Motors zwiększyły prognozy kosztów zakupu surowców i komponentów na 2026 rok o kilkaset milionów dolarów. Jednym z powodów są właśnie drożejące układy pamięci, które trafiają do systemów multimedialnych, sterowników oraz rozbudowanej elektroniki współczesnych samochodów.
Producenci samochodów zapewniają, że dostawy są stabilne
Volkswagen twierdzi, że obecnie nie obserwuje przerw w dostawach pamięci. Koncern podkreśla, że po doświadczeniach z okresu pandemii wdrożył procedury pozwalające wcześniej rozpoznawać zagrożenia i ograniczać ryzyko związane z dostępnością podzespołów.
Przedstawiciel Volkswagena tak opisał sytuację w rozmowie z „Automobilwoche”:
W ostatnich latach wdrożyliśmy środki pozwalające na wczesną ocenę takich zmian rynkowych oraz minimalizowanie ryzyka związanego z dostawami. Obecnie łańcuchy dostaw układów pamięci pozostają stabilne. Jeżeli w poszczególnych kategoriach półprzewodników pojawią się potencjalne problemy, jesteśmy przygotowani do elastycznego reagowania za pomocą ukierunkowanych działań zaradczych i zakładamy, że będziemy w stanie utrzymać stabilność dostaw.
Podobne stanowisko zajmuje Stellantis. Joachim Kahmann, starszy wiceprezes koncernu odpowiedzialny za globalne zakupy elektroniki, poinformował, że firma planuje zwiększenie zakupów w latach 2026 i 2027, ale nie musiała dotychczas zmieniać planów produkcyjnych z powodu niedoboru pamięci.
Stellantis oczekuje poprawy dopiero w 2028 roku
Przedstawiciel Stellantisa uważa, że zakłócenia powinny mieć charakter przejściowy, lecz poprawa sytuacji może nastąpić dopiero w 2028 roku. Renault również zakłada, że producenci półprzewodników odpowiedzą na rosnące zapotrzebowanie kolejnymi inwestycjami:
Spodziewamy się, że branża dostosuje się poprzez ciągłe inwestycje i zwiększanie mocy produkcyjnych.

fot. Eatron Technologies
BMW nie kupuje pamięci bezpośrednio od ich producentów. Koncern korzysta z długoterminowych umów z dostawcami podzespołów, którzy odpowiadają za pozyskiwanie odpowiednich układów. Firma nie dostrzega obecnie oznak zbliżających się niedoborów i nie wprowadziła zmian w wielkości produkcji.
Trzech producentów kontroluje niemal cały rynek DRAM
Optymistyczne deklaracje koncernów nie oznaczają, że zagrożenie minęło. Według niemieckiego stowarzyszenia branży elektrycznej i cyfrowej ZVEI presja cenowa może utrzymywać się przez dłuższy czas, ponieważ rozbudowa fabryk półprzewodników wymaga wieloletnich inwestycji.
Niemal 90% światowego zapotrzebowania na pamięć DRAM zaspokajają Samsung, Micron i SK Hynix. Producenci ci nie zwiększają mocy w tempie odpowiadającym eksplozji popytu ze strony centrów danych obsługujących systemy sztucznej inteligencji.
W efekcie układy mogą trafiać przede wszystkim do odbiorców oferujących najwyższe ceny. Operatorzy infrastruktury AI często dysponują większymi budżetami i wyższymi marżami niż producenci samochodów, dlatego motoryzacja może ponownie znaleźć się na dalszym miejscu w kolejce po półprzewodniki.
Drugi kryzys chipów może wyglądać inaczej niż pierwszy
Podczas pandemii problemy motoryzacji wynikały przede wszystkim z zamknięć fabryk, zakłóceń transportu oraz niedoszacowania popytu na samochody. Obecnie źródłem ryzyka jest strukturalny wzrost zapotrzebowania na pamięć, napędzany budową centrów danych i rozwojem modeli sztucznej inteligencji.
Producenci samochodów są dziś lepiej przygotowani do zarządzania niedoborami, ale nie mają pełnej kontroli nad globalnym rynkiem półprzewodników. Jeżeli ceny DRAM nadal będą rosły, konsekwencją mogą być wyższe koszty produkcji, presja na marże oraz ograniczona dostępność niektórych wersji wyposażenia. Tym razem chipów nie zabiera więc praca zdalna ani konsole do gier, lecz serwery uczące się odpowiadać na pytania.






