⏱️ 4 min.

Nowa Alfa Romeo Giulia ma wrócić na Giorgio EVO. W tle krąży hybrydowe V6 z Maserati

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

30-01-2026 17:01
Alfa Romeo Giulia

Nowa Alfa Romeo Giulia znów rozgrzewa wyobraźnię, bo na stole ma leżeć decyzja, która ustawi cały samochód: platforma. Debiut kolejnej generacji jest przewidywany na 2028 rok, a wokół projektu krążą sprzeczne sygnały o napędach, sylwetce i tym, czy Giulia dalej będzie „Giulią”, czy po prostu kolejną poprawną limuzyną, zaprojektowaną od linijki.

Na dziś kluczowe jest jedno: brak oficjalnego komunikatu Stellantis. To zostawia miejsce na spekulacje, ale też studzi emocje, bo w tym segmencie plotka potrafi być szybsza od prototypu (i zwykle głośniejsza).

Cztery tematy, które napędzają całą dyskusję

Wokół nowej Giulii najczęściej przewijają się te same wątki, które składają się na całą układankę:

  • platforma techniczna, czyli co jest „pod spodem” i jak łatwo to elektryfikować
  • silniki i poziom elektryfikacji, od BEV po hybrydy i PHEV
  • design i format nadwozia (w tym układ drzwi oraz praktyczność)
  • termin wejścia na rynek i tempo prac

To są elementy naczyń połączonych: jedna decyzja wymusza kolejne, a każdy kompromis będzie widoczny w prowadzeniu, masie i cenie (choć tej ostatniej na razie nikt nie chce dotykać).

Giorgio EVO zamiast STLA Large: pragmatyzm czy hamulec ambicji?

Według osób bliskich projektowi rozważany ma być zwrot w stronę platformy Giorgio EVO, zamiast głośno omawianej STLA Large. To istotne, bo wybór architektury ustala granice możliwości w elektryfikacji, sportowym charakterze i pozycjonowaniu wśród rywali. Osoby zbliżone do przemysłu motoryzacyjnego mówią:

W grze ma być Giorgio EVO jako baza pod odmiany BEV oraz PHEV, ale jednocześnie nic nie jest jeszcze przesądzone. Równolegle krążą scenariusze, w których obok wersji zelektryfikowanych pojawia się mocna hybryda z V6 Nettuno, jednak na tym etapie to wciąż warianty robocze, a nie decyzje.

„Wszechstronna” platforma i obietnica prowadzenia

Giorgio EVO ma być modułowe i elastyczne: przewiduje się możliwość budowy wersji całkowicie elektrycznych (BEV) oraz hybrydowych, w tym typu plug-in (PHEV). W takim układzie akumulatory trafiają pod podłogę, co zwykle pomaga obniżyć środek ciężkości i uporządkować przestrzeń kabiny (zwykle, bo diabeł siedzi w szczegółach zestrojenia).

W tle przewija się jeszcze jeden temat: V6 Nettuno znane z Maserati miałoby wrócić w wydaniu hybrydowym. To brzmi jak ukłon w stronę sportowego DNA marki, ale na razie pozostaje w sferze deklarowanego scenariusza, a nie potwierdzonej specyfikacji.

Design: pięć drzwi, klapa i możliwe pożegnanie „V” z tyłu

W warstwie stylistycznej pojawiają się głosy, że Giulia może odejść od klasycznego układu czterodrzwiowej limuzyny. Rozważane ma być nadwozie pięciodrzwiowe z klapą bagażnika (czyli bardziej praktyczny układ), z krótszym tyłem niż dziś. Wspomina się też o możliwej rezygnacji z charakterystycznego „V” w podpisie świetlnym. Co ważne, podobny kierunek miałby dotyczyć również nowego Stelvio, więc nie wygląda to na kaprys jednego modelu, tylko na szerszy ruch w stylistyce.

Plusy dla Stellantis: koszty, czas i mniejsze ryzyko

Wybór dopracowanej bazy rozwojowej ma konkretne zalety z perspektywy przemysłowej. Można liczyć na ograniczenie kosztów stałych, krótszy czas projektowania i mniejsze ryzyko produkcyjne. Innymi słowy: mniej improwizacji na hali i mniej „niespodzianek”, które potem płacą klienci.

Minusy: elektryczna konkurencja nie będzie czekać

Druga strona medalu jest prosta: odejście od platformy typowo elektrycznej może ograniczać potencjał w obszarach kluczowych dla aut zelektryfikowanych, takich jak sprawność energetyczna, zasięg oraz optymalizacja pakietu akumulatorów. W segmencie premium to już nie są detale do przypisu, tylko argumenty zakupowe, które potrafią zabić nawet świetne prowadzenie.

Co wiadomo na pewno: jeszcze nic nie jest potwierdzone

Najuczciwsze podsumowanie brzmi: decyzji oficjalnie nie ma. Kierunek grupy ma opierać się o trzy filary: konsolidację istniejących platform, stopniową elektryfikację gamy oraz ochronę sportowego dziedzictwa marki. Dopóki nie pojawią się oficjalne zapowiedzi albo zdjęcia prototypów, Giulia będzie wracać w rozmowach głównie jako zestaw możliwych scenariuszy: od BEV, przez PHEV, po mocną hybrydę z V6.

To, co wybiorą, ustawi cały charakter auta: jak będzie jeździć, jaką będzie miało pozycję wśród limuzyn premium i czy nadąży za elektryfikacją, która nie pyta o sentymenty. A fani? Cóż, oni i tak zrobią swoje: będą czekać, analizować i kłócić się o to, czy „prawdziwa” Giulia musi pachnieć benzyną (albo chociaż ambicją).

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

Ekolog z duszą petrolheada. Wierzę, że można kochać prędkość i dbać o planetę jednocześnie.