Ferrari Luce miało wywołać emocje, ale skala negatywnych reakcji zaskoczyła nawet włoskiego producenta. Pierwszy w jego historii samochód całkowicie elektryczny, a zarazem pierwszy model pięcioosobowy, kosztuje 640 000 dolarów (ok. 2 433 600 zł) i znacząco odbiega od dotychczasowego wizerunku aut z Maranello.
Ferrari spodziewało się kontrowersji, lecz nie aż tak dużych
Luce od chwili prezentacji stało się jednym z najbardziej dyskutowanych modeli w historii Ferrari. Krytyka dotyczy przede wszystkim stylistyki, która zdaniem wielu komentujących nie przypomina dotychczasowych samochodów włoskiej marki, a także elektrycznego napędu i bardzo wysokiej ceny. Emanuele Carando, globalny dyrektor marketingu Ferrari, przyznał w rozmowie z portalem Edmunds, że firma przewidywała mocną i skrajnie spolaryzowaną reakcję. Nie zakładano jednak, że sprzeciw wobec nowego modelu osiągnie aż taką skalę.
Carando tak skomentował zainteresowanie i krytykę, które wywołało Luce:
Jako dyrektor marketingu byłem bardzo zadowolony. Ferrari jest tak kochaną marką, że w pewnym sensie należy do wszystkich, a każdy ma prawo coś o niej powiedzieć. Mimo wszystko, gdy tworzy się coś nowego, nowość przeraża wszystkich.
W tym kraju Ferrari Luce wyprzedało się na pniu. Nie przeszkodziła zaporowa cena
Przedstawiciel producenta przekonuje, że ogromne zainteresowanie można potraktować jako bezpłatną reklamę. To wygodne wyjaśnienie, choć trudno nie zauważyć, że fala krytyki wykracza daleko poza zwykłą dyskusję o nowym kierunku stylistycznym.

fot. Ferrari
Purosangue także wzbudzało sprzeciw
Ferrari porównuje reakcje na Luce z kontrowersjami, które wcześniej towarzyszyły premierze Purosangue. Wprowadzenie pierwszego SUV-a tej marki również spotkało się z zarzutami o porzucenie tradycji, choć z czasem został on szerzej zaakceptowany przez klientów i fanów.
Carando przypomniał reakcje związane z tamtym modelem:
To wydarzyło się już wcześniej. Proszę przypomnieć sobie, kiedy cztery lata temu wprowadziliśmy Purosangue. Skala nie była taka sama, ale pojawiło się wiele komentarzy o Enzo Ferrarim przewracającym się w grobie. Myślę, że dziś Purosangue jest prawdopodobnie jednym z najbardziej lubianych samochodów na świecie.
Ferrari zakłada, że podobny scenariusz może powtórzyć się w przypadku Luce. Początkowa niechęć miałaby stopniowo słabnąć, gdy samochód pojawi się na drogach i przestanie być oceniany wyłącznie przez pryzmat zdjęć oraz odejścia od dotychczasowych schematów.
Stylistyka Luce budzi największe emocje
Najwięcej kontrowersji wywołuje nadwozie elektrycznego Ferrari. W internetowych komentarzach Luce bywa porównywane do hipotetycznego samochodu Apple, do którego dodano emblemat z wierzgającym koniem. Takie skojarzenia wynikają między innymi z udziału studia LoveFrom, założonego przez Jony’ego Ive’a, wieloletniego szefa wzornictwa Apple. Minimalistyczne formy oraz proporcje Luce wyraźnie odcinają się od klasycznych modeli Ferrari, których sylwetki były podporządkowane dużym silnikom spalinowym.
Wnętrze spotkało się z nieco łagodniejszym przyjęciem. Uwagę zwraca obecność fizycznych elementów sterujących, lecz nawet pozytywne opinie o kabinie nie wygasiły krytyki dotyczącej wyglądu zewnętrznego.
Luca di Montezemolo krytycznie o nowym Ferrari
Do grona krytyków dołączył również Luca di Montezemolo, były prezes Ferrari. Stwierdził, że z samochodu należałoby usunąć emblemat wierzgającego konia, a pełne wyrażenie jego opinii byłoby dla firmy krzywdzące. To szczególnie dotkliwa ocena, ponieważ pochodzi od menedżera przez lata kojarzonego z rozwojem tej włoskiej marki i jej największymi sukcesami. Pokazuje także, że spór o Luce nie ogranicza się do anonimowych komentarzy w mediach społecznościowych.
Ferrari Luce polaryzuje światowe media. Sprawdź, co piszą o wyglądzie tego samochodu
Ferrari utrzymuje jednak, że odmienność Luce była celowym założeniem.
Elektryczne Ferrari nie miało przypominać Purosangue
Emanuele Carando wyjaśnił, że producent mógł wykorzystać nadwozie Purosangue, usunąć silnik V12 i zastąpić go akumulatorem oraz zespołem elektrycznym. Firma uznała jednak, że takie rozwiązanie nie byłoby właściwe.

fot. Ferrari
Dyrektor marketingu Ferrari opisał decyzję producenta następująco:
Mogliśmy wziąć Purosangue, usunąć 12-cylindrowy silnik i umieścić tam akumulator oraz napęd elektryczny, ale uznaliśmy, że nie byłaby to właściwa decyzja. Stworzyliśmy coś, czego nie moglibyśmy zbudować bez tej technologii: przestronny samochód z bardzo krótką przednią maską, dzięki której kierowca znajduje się blisko przedniej osi, co pozwala uzyskać niezwykłą precyzję podczas wchodzenia w zakręty.
Krótki przód i przesunięta do przodu pozycja kierowcy są więc konsekwencją architektury elektrycznej, a nie próbą zachowania klasycznych proporcji Ferrari. Firma świadomie zaakceptowała ryzyko, że samochód nie będzie od razu rozpoznawany jako przedstawiciel marki.
Czy klienci zaakceptują Ferrari Luce?
Ostatecznie o powodzeniu Luce nie zdecydują komentarze, lecz zainteresowanie nabywców. Przy cenie wynoszącej 640 000 dolarów (ok. 2 433 600 zł) model jest skierowany do bardzo wąskiej grupy klientów, dla których znaczenie mogą mieć zarówno osiągi, jak i wyjątkowość pierwszego elektrycznego Ferrari.
Producent liczy, że początkowa krytyka osłabnie podobnie jak w przypadku Purosangue. Luce ma jednak do pokonania większą barierę, ponieważ jednocześnie zmienia rodzaj napędu, formę nadwozia, liczbę miejsc i język stylistyczny marki. To sporo rewolucji jak na jeden samochód, nawet gdy na masce widnieje jeden z najmocniejszych emblematów w motoryzacji.






