Ferrari Luce jest pierwszym elektrycznym modelem tej włoskiej marki, ale największa dyskusja nie dotyczy napędu. Zagraniczne media najmocniej spierają się o jego kontrowersyjny wygląd, który mocno odchodzi od tego, do czego przyzwyczaiła nas marka z Maranello.
Ferrari bez teatralnego gestu
Największy zarzut wobec Luce nie brzmi: „to elektryk”. Brzmi raczej: czy to jeszcze wygląda jak Ferrari? W wielu reakcjach powtarza się ten sam motyw: auto jest nowoczesne, czyste i futurystyczne, ale nie daje od razu tego efektu włoskiego dramatu, który przez dekady budował mit tej marki.
Włoskie media odebrały projekt najbardziej emocjonalnie, bo Ferrari pozostaje tam czymś więcej niż producentem samochodów. Quattroruote i La Repubblica widzą w Luce odejście od klasycznej zmysłowości, a La Gazzetta dello Sport broni odwagi projektu jako kroku w przyszłość. Ten rozdźwięk dobrze pokazuje skalę problemu: Ferrari ruszyło w nowy język, ale część odbiorców nadal oczekuje starego akcentu z Maranello.
Minimalizm zamiast agresji
Brytyjskie media wychwyciły w Luce chłód, gładkość i technologiczną czystość. Top Gear porównał projekt do estetyki kojarzonej z Jonym Ive’em, a Car Magazine nazwał go najbardziej „apple’owym” Ferrari w historii. To komplement tylko do pewnego momentu, bo samochód sportowy żyje też napięciem, przesadą i teatralnością.
Francuzi patrzą podobnie, choć łagodniej. L’Automobile Magazine widzi elegancję przyszłości, ale bez ognia, a Caradisiac opisuje Luce jako piękny obiekt, który niekoniecznie jest pięknym Ferrari. W tej ocenie pobrzmiewa najgroźniejszy dla marki ton: zachwyt nad formą, ale dystans wobec tożsamości.
USA widzi eksperyment, Niemcy chłodną logikę
Amerykańskie media poszły w mocniejsze skróty. Car and Driver zestawił Luce z połączeniem Tesli Model S i superauta z przyszłości, a MotorTrend uznał projekt za jeden z najbardziej polaryzujących w historii Ferrari. The Drive zwraca uwagę na zestaw cech, które same w sobie są rewolucją: cztery drzwi, pięć miejsc, napęd elektryczny i nadwozie bliskie konceptowi.
Niemcy patrzą na Luce przez pryzmat technicznej racjonalności. Auto Motor und Sport widzi bardziej aerodynamiczny eksperyment niż typowe auto z Maranello, a AutoBild przywołuje skojarzenie z Porsche Taycanem zamiast 812 Superfastem. To nie jest zarzut wobec jakości projektu, tylko wobec emocjonalnej temperatury. A w Ferrari temperatura zwykle była ważniejsza niż sterylność.
Azja reaguje inaczej, ale też nie bez wątpliwości
Japońskie media są bardziej przychylne dla spokojnej formy Luce. Best Car Web opisuje auto przez pryzmat czystości i harmonii, a Response.jp widzi w nim Ferrari, które nie krzyczy. Według japońskich mediów minimalizm nie zabija emocji, tylko przenosi je w stronę skupienia i elegancji.
Chińskie portale są bardziej praktyczne. Autohome ocenia Luce jako nowoczesne i luksusowe, ale nie tak wizualnie odważne jak część chińskich aut elektrycznych. XCar zauważa, że Ferrari powinno szokować, a Luce wygląda raczej ładnie niż przełomowo. To ciekawy paradoks: w Europie projekt jest dla wielu zbyt śmiały, w Chinach może być za mało radykalny.
Z kolei na łamach naszego portalu opublikowaliśmy tekst, w którym porównujemy Ferrari Luce do Pontiaca Azteka – głównie z myślą o tych, którzy uważają, że motoryzacyjne katastrofy stylistyczne biorą się z przypadku. Historia jednak pokazuje, że zwykle są efektem ambicji, korporacyjnej pychy i ludzi przekonanych, że właśnie tworzą coś przełomowego. Tak przynajmniej było w przypadku pojazdu znanego z serialu The Breaking Bad, którym jeździł Walter White.
Najbardziej ryzykowne Ferrari ostatnich lat
Luce nie musi przypominać dawnych modeli, żeby być ważnym Ferrari. Problem polega na tym, że ta włoska marka przez lata sprzedawała nie tylko osiągi, ale też natychmiast rozpoznawalny kod emocji. Gdy ten kod zostaje wygładzony, część odbiorców widzi przyszłość, a część widzi utratę charakteru.
Ferrari osiągnęło jednak coś, czego nie da się zignorować. O Luce mówią Włochy, USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Japonia i Chiny, a spór dotyczy nie tabelki z parametrami, tylko wyglądu.
W świecie, w którym wiele elektryków wygląda jak ta sama aplikacja na kołach, to już jest pewna forma zwycięstwa. Nawet jeśli połowa sali klaszcze, a druga połowa szuka święconej wody.








