Ta aplikacja pod OBD może wyłączyć „ekologię”. Pomimo afery w USA, nadal jest dostępna w Europie

Zwykły zestaw OBD z aplikacją na smartfona miał służyć do diagnostyki auta, ale według amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości mógł pomagać w wyłączaniu systemów oczyszczania spalin. Sprawa dotyczy Auto Agenta firmy EZ Lynk i co najmniej 100 tys. użytkowników, których dane chce pozyskać amerykańska administracja.
Diagnostyka, która mogła pójść o krok za daleko
Auto Agent nie jest typową, tanią aplikacją do odczytu błędów. System działa z modułem OBD, kosztuje ponad 500$ (ok. 1819 zł), a jego możliwości wykraczają poza sprawdzenie kodów usterek i parametrów z czujników.
Najważniejsza różnica polega na dostępie do programowania sterowników. Taka funkcja może pomagać przy rozwiązywaniu problemów elektronicznych, ale według amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości użytkownicy mogli wykorzystać ją także do elektronicznego wyłączania systemów antyemisyjnych.
Po co kierowcy wyłączają EGR, DPF albo katalizator?
W nowoczesnym aucie fizyczne usunięcie zaworu EGR, filtra cząstek stałych lub katalizatora zwykle kończy się komunikatem błędu. W gorszym scenariuszu samochód przechodzi w tryb awaryjny i traci normalną użyteczność.
Elektroniczne wyłączenie tych elementów pozwala ominąć reakcję sterownika. Dla części użytkowników pokusą są niższe koszty napraw, mniejsze ryzyko awarii drogich podzespołów i potencjalnie lepsze osiągi. Rachunek za takie „ułatwienie” płaci jednak powietrze, bo emisja zanieczyszczeń może wzrosnąć bardzo mocno.
USA nie jest tu rajem dla takich przeróbek
Sprawa jest ciekawa także dlatego, że dotyczy Stanów Zjednoczonych, a nie Europy. Amerykańskie przepisy są w wielu obszarach inne niż normy Euro, ale obchodzenie systemów ograniczających emisję nadal jest tam nielegalne.
Różnica leży w kontroli. W części stanów nie ma obowiązkowych badań technicznych, więc wykrycie takich modyfikacji bywa trudniejsze. To trochę jak zostawienie otwartych drzwi i późniejsze zdziwienie, że ktoś sprawdził, co jest w środku.
Administracja chce danych od gigantów technologii
Postępowanie przeciwko EZ Lynk trwa od 2021 roku i dotyczy możliwego naruszenia Clean Air Act, czyli amerykańskiej ustawy o czystym powietrzu. Amerykański Departament Sprawiedliwości najpierw skierował żądania do Amazona i Walmartu, bo te firmy sprzedawały urządzenia OBD EZ Lynk.
Kolejny etap uderza w dystrybucję aplikacji. Administracja chce, aby Google i Apple przekazały informacje o osobach, które pobrały Auto Agent. Według „Forbesa” obie firmy zamierzają kwestionować te wezwania.
EZ Lynk odrzuca zarzuty i mówi o prywatności
EZ Lynk zaprzecza oskarżeniom. Prawnicy firmy twierdzą, że żądanie danych co najmniej 100 tys. osób wykracza poza ramy sprawy i tworzy poważny problem prywatności. Argument obrony opiera się na skali. Według firmy zarzuty dotyczą ograniczonej liczby przypadków, więc przekazywanie tak szerokiego zestawu danych użytkowników nie jest uzasadnione.
Na razie Auto Agent pozostaje dostępny do pobrania zarówno w USA, jak i w Europie.
O autorze
Andrzej Utrata
Najnowsze

Test: Alpine wkracza do świata crossoverów. A390 jest pełne sprzeczności

Red Bull gra „all in”. Podium Verstappena to ledwie początek

Montezemolo nie gryzie się w język. Ferrari Luce to dla niego zagrożenie dla legendy

Ferrari Luce polaryzuje światowe media. Sprawdź, co piszą o wyglądzie tego samochodu



