⏱️ 4 min.

Montezemolo nie gryzie się w język. Ferrari Luce to dla niego zagrożenie dla legendy

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Studniarek

26-05-2026 16:05
Ferrari Luce

Ferrari Luce jest pierwszym elektrycznym modelem marki z Maranello i od razu stało się jednym z najbardziej kontrowersyjnych projektów w jej historii. Czterodrzwiowe, pięcioosobowe auto ma 1050 KM, osiąga 100 km/h w 2,5 s i przejeżdża ponad 530 km na jednym ładowaniu, ale dla Luki Cordero di Montezemolo problemem nie są osiągi. Były prezes Ferrari uważa, że przy takim samochodzie marka ryzykuje naruszenie własnej legendy.

Ferrari Luce nie próbuje udawać klasycznego coupe z silnikiem pod długą maską. To samochód z czterema silnikami elektrycznymi, baterią 122 kWh i nadwoziem, które celowo odchodzi od tradycyjnego języka stylistycznego Ferrari. Właśnie ten gest okazał się najbardziej zapalny.

Ferrari chciało otworzyć nowy rozdział. Fani zobaczyli zbyt mocne zerwanie

Nowy model powstał w Maranello, ale za projekt odpowiada także kolektyw LoveFrom. Auto ma łączyć elektryczny napęd z DNA Ferrari, a jednocześnie pokazać, że marka chce coś więcej, niż tylko powielać dawne schematy w przypadku samochodu na baterie.

Taka decyzja ma swoją logikę. Pierwsze elektryczne Ferrari musiało być czymś więcej niż technologiczną ciekawostką, bo wejście w napęd bezemisyjny dotyka samego centrum tożsamości marki. Tyle że przy Ferrari granica między odwagą a herezją jest cienka jak lakier na bolidzie po kontakcie z bandą.

Luce otrzymało aktywne zawieszenie, rozbudowaną aerodynamikę i najniższy współczynnik oporu powietrza odnotowany dotąd w Ferrari. Marka postawiła też na opatentowany system wzmacniający autentyczny dźwięk mechaniczny, aby elektryczny napęd nie odciął kierowcy od emocji.

Ferrari Luce

1050 KM nie wystarczyło, by uciszyć krytykę

Pod względem liczb Ferrari Luce nie wygląda jak ostrożny eksperyment. Cztery silniki elektryczne generują 1050 KM, a sprint od 0 do 100 km/h trwa 2,5 s. Zasięg przekracza 530 km, więc auto nie jest wyłącznie pokazem mocy na krótkim dystansie. Problem leży gdzie indziej.

Czterodrzwiowe i pięcioosobowe Ferrari stanowi gwałt na tradycji podobnie mocno jak sam napęd elektryczny. Dla jednych to konsekwencja zmian rynkowych, dla innych przesunięcie marki w stronę świata, przed którym przez dekady próbowała się bronić. Reakcje w mediach społecznościowych były szybkie i ostre. Część fanów nie kryła rozczarowania stylistyką Luce oraz samym faktem, że Ferrari wchodzi w etap pełnej elektryfikacji. Negatywnie zareagował także rynek, bo akcje Ferrari spadły o ponad 6%.

Montezemolo: z tego auta powinien zniknąć wierzgający koń

Najmocniejszy cios nie przyszedł jednak od anonimowych komentujących. Luca Cordero di Montezemolo, były prezes Ferrari, skrytykował Luce w sposób, który trudno uznać za dyplomatyczny. Jego zdaniem problem jest tak poważny, że dotyczy samego prawa auta do noszenia emblematu marki. Luca Cordero di Montezemolo powiedział:

Gdybym miał powiedzieć, co naprawdę myślę, byłoby to nieprzyjemne, więc wolę tego nie komentować. Mam tylko nadzieję, że ktoś zdejmie z tego samochodu wierzgającego konia. Ryzykujemy zniszczenie legendy, co bardzo mnie smuci. Przynajmniej jest to samochód, którego Chińczycy nie skopiują.

To nie jest zwykłe narzekanie na nowy model. Montezemolo uderza w symbol, czyli w znak, który przez lata był skrótem całej opowieści o Ferrari. W jego ocenie Luce może być samochodem z Maranello, ale niekoniecznie powinien reprezentować mit Ferrari.

Ferrari weszło w najtrudniejszy etap transformacji

Luce pokazuje konflikt, którego nie da się rozwiązać samymi osiągami. Elektryczne Ferrari może być szybkie, zaawansowane i aerodynamicznie skuteczne, ale marka musi jeszcze przekonać odbiorców, że nowy typ emocji nadal mieści się pod tym samym logo. Właśnie dlatego debiut Luce ma znaczenie większe niż premiera kolejnego modelu. To test, czy Ferrari potrafi zmienić technologię bez utraty własnego rytuału. Odpowiedź rynku, fanów i Montezemolo pokazuje, że ten egzamin dopiero się zaczął.

My z kolei stawiamy na tezę, że mogło dojść do podobnej klęski w zarządzaniu projektem, jak w przypadku Pontiaca Azteka. Tyle że tutaj stawka jest zdecydowanie wyższa, niż w przypadku modelu kojarzonego głównie z Walterem White’em z The Breaking Bad.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Tomasz Studniarek

Redaktor działu Retro
Kocham klasyki – im starsze, tym piękniejsze. Chrom, zapach skóry i mechanika bez elektroniki to mój świat.

© 2026 MotoGuru.pl