Ford Mondeo ST220 z 2005 roku i przebiegiem 315 tys. km pokazał na torze Nürburgring, że wiek i duży przebieg nie muszą oznaczać końca sportowych możliwości samochodu. Misha Charoudin, który wcześniej prowadził również Fiestę ST200, był pod ogromnym wrażeniem prowadzenia ponad 20-letniego kombi. Największe zaskoczenie? Samochód zachował niemal całkowicie seryjną konfigurację.
315 tys. km na liczniku
Ford Mondeo ST220 to jeden z ciekawszych sportowych samochodów rodzinnych początku XXI wieku. Pod maską pracuje wolnossący silnik Duratec V6 o pojemności 3 litrów, rozwijający 226 KM. Napęd trafia na przednie koła, a testowany egzemplarz wyposażono w pięciobiegową manualną skrzynię biegów.
Samochód, który pojawił się na Nürburgringu, pochodzi z 2005 roku. Przez ponad dwie dekady pokonał 315 tys. km, a mimo to jego właściciel zdecydował się udostępnić go do jazdy po jednym z najbardziej wymagających torów wyścigowych świata.
Przed rozpoczęciem przejazdu Misha przyznał, że zamierza zachować ostrożność ze względu na przebieg i kondycję podzespołów. Miał jednak dobre wspomnienia z wcześniejszego testu Fiesty ST200 i chciał przekonać się, jak na tym tle wypadnie mocniejsza odmiana.
Niemal całkowicie seryjny
Jeszcze przed wyjazdem na tor prowadzący dokładnie wypytał właściciela o modyfikacje. Okazało się, że Mondeo ST220 nie przeszło poważniejszych zmian mechanicznych. Właściciel wymienił pompę paliwa w związku z wykorzystywanym paliwem zawierającym etanol, zastosował sportowy filtr powietrza oraz zmienił przewody hamulcowe.
Znacznie bardziej interesujący był jednak stan zawieszenia. Właściciel zapewnił, że pozostaje ono seryjne, podobnie jak jego tuleje. Misha dopytywał nawet, czy oryginalnych elementów nie zastąpiono nowszymi odpowiednikami o fabrycznej specyfikacji, ale usłyszał odpowiedź przeczącą.
Na kołach znajdowały się drogowe opony Dunlop Sport Maxx. Nie były to więc wyczynowe slicki, które mogłyby tłumaczyć wyjątkowo dobrą przyczepność samochodu na torze.
Zaskoczenie prowadzeniem w zakrętach
Podczas przejazdu Misha szybko przekonał się, że Mondeo ST220 potrafi znacznie więcej, niż sugerowałyby jego wiek, przebieg i rodzinne nadwozie. Szczególnie imponowała mu łatwość, z jaką samochód zmieniał kierunek jazdy i utrzymywał prędkość w zakrętach.
Największym zaskoczeniem była skłonność auta do zacieśniania toru jazdy po odjęciu gazu. Pomimo ciężkiego silnika V6 umieszczonego z przodu oraz napędu na przednie koła Mondeo nie wykazywało podczas testu tak wyraźnej podsterowności, jakiej można byłoby oczekiwać po podobnej konstrukcji.
Kierowca wielokrotnie zwracał uwagę na reakcje podwozia, stabilność i możliwość szybkiego pokonywania łuków. W pewnym momencie zaczął nawet zastanawiać się, kto odpowiadał za opracowanie tak udanego samochodu.
Wspomniał przy tym o Colinie McRae i rajdowym Fordzie Focusie z czasów startów w WRC. Było to jednak spontaniczne skojarzenie z motorsportową historią marki, a nie informacja potwierdzająca udział szkockiego kierowcy w pracach nad Mondeo ST220.
Elektronika i wymagający tor
Nie obyło się bez drobnych niedogodności. Podczas jazdy interweniował układ kontroli trakcji, który prowadzący po chwili wyłączył przyciskiem. Na szczególną uwagę zasługiwało zachowanie zawieszenia na nierównościach. Mondeo sprawnie poradziło sobie również z charakterystyczną sekcją Karussell, której mocno nachylona, betonowa nawierzchnia stanowi poważne wyzwanie dla wielu samochodów drogowych.
Kierowca obserwował także temperaturę silnika, która podczas przejazdu pozostawała w prawidłowym zakresie. Zwrócił jednak uwagę, że nie dysponuje wskazaniem temperatury oleju, dlatego nie może równie dokładnie ocenić jego obciążenia cieplnego.
Na szybszych fragmentach toru ograniczeniem okazywały się raczej możliwości jednostki napędowej niż zachowanie podwozia. Prowadzący przewidywał, że na długich podjazdach Mondeo nie będzie równie imponujące jak w technicznych partiach.
Jedno z najlepszych podwozi?
Po zakończeniu przejazdu kierowca nie ukrywał zachwytu. Uznał Mondeo ST220 za jeden z najlepiej prowadzących się samochodów w seryjnej konfiguracji, jakie miał okazję testować. Szczególnie podkreślał, że tak dobre właściwości jezdne zachował egzemplarz mający ponad 20 lat i 315 tys. km przebiegu.
Nie chodziło przy tym o rekordowy czas okrążenia. W materiale nie podano wyniku pozwalającego obiektywnie porównać osiągi Mondeo z innymi samochodami. Wrażenie zrobiło przede wszystkim to, jak naturalnie i przewidywalnie samochód reagował na polecenia kierowcy. Prowadzący docenił również praktyczność nadwozia kombi, oferującego przestrzeń bagażową i możliwości codziennego użytkowania niedostępne w typowych samochodach sportowych.
Test nie dowodzi oczywiście, że każde Mondeo ST220 z podobnym przebiegiem będzie zachowywało się równie dobrze. Stan techniczny konkretnego egzemplarza, ogumienie i historia eksploatacji mają ogromne znaczenie. Pokazuje jednak, że dobrze zaprojektowane podwozie potrafi zachować swoje zalety nawet po wielu latach intensywnego użytkowania.
Dla miłośników starszych Fordów to szczególnie interesujący przykład. Mondeo ST220 nie potrzebowało napędu na cztery koła, wyczynowego zawieszenia ani radykalnych modyfikacji, by sprawić kierowcy ogromną przyjemność na Nürburgringu. Wystarczyły wolnossące V6, manualna skrzynia biegów i dopracowana konstrukcja podwozia.






