Stany Zjednoczone naciskały na europejskich sojuszników, by sięgnęli po awaryjne zapasy paliw i zwiększyli podaż diesla. W tle pojawiła się groźba ograniczenia amerykańskiego eksportu, ale sytuacja szybko się zmieniła: państwa G7 uzgodniły skoordynowane uwolnienie 100 mln baryłek ropy i produktów naftowych, a Donald Trump wycofał się z pomysłu blokady eksportu.
Waszyngton chciał 120 mln baryłek
Administracja Donalda Trumpa wywierała presję przede wszystkim na Francję i Niemcy, które dysponują znaczną częścią europejskich zapasów strategicznych diesla. Według informacji Reutersa USA oczekiwały od Unii Europejskiej uwolnienia 120 mln baryłek oleju napędowego w ciągu sześciu miesięcy.
Skala tej propozycji była znacząca. Według danych przytaczanych przez Reutersa, 120 mln baryłek odpowiadałoby ponad 40% awaryjnych zapasów diesla i oleju gazowego państw UE, wynoszących łącznie około 39 mln ton.
Presja ze strony Waszyngtonu miała także drugi wymiar. Francja i Niemcy zostały ostrzeżone, że w przypadku braku działań Stany Zjednoczone mogą ograniczyć eksport diesla. Europa jest obecnie szczególnie wrażliwa na taki scenariusz ze względu na zwiększone uzależnienie od dostaw amerykańskiego paliwa.
Diesel stał się problemem politycznym
Powodem amerykańskich działań są bardzo wysokie ceny paliwa oraz napięta sytuacja podażowa. Diesel ma szczególne znaczenie dla transportu drogowego, rolnictwa i przemysłu, dlatego wzrost jego cen szybko przekłada się na koszty funkcjonowania całej gospodarki.
Dla administracji Trumpa sprawa ma również wymiar wewnętrzny. W listopadzie w USA odbędą się wybory środka kadencji, a obniżenie kosztów paliw stało się jednym z istotnych tematów przed głosowaniem.
Globalny rynek diesla pozostaje napięty m.in. wskutek ograniczenia dostaw produktów naftowych z Rosji oraz zakłóceń w pracy infrastruktury rafineryjnej na Bliskim Wschodzie. Dodatkowym źródłem presji stało się wstrzymanie przez chińskie rafinerie eksportu produktów naftowych poza Hongkong i Makau.
G7 sięga po rezerwy
Rozmowy przyniosły jednak konkretną decyzję. 2 października państwa G7 uzgodniły skoordynowane uwolnienie 100 mln baryłek diesla, ropy i innych produktów z zapasów awaryjnych. Operacja ma rozpocząć się natychmiast i potrwać cztery miesiące, a znaczna ilość oleju napędowego ma trafić na rynek w ciągu 20 dni.
Nie podano dokładnego podziału 100 mln baryłek między poszczególne rodzaje paliw i państwa. Działanie ma być koordynowane za pośrednictwem Międzynarodowej Agencji Energetycznej.
Jednocześnie G7 zadeklarowała, że jej członkowie powstrzymają się od wprowadzania między sobą ograniczeń eksportowych dotyczących produktów energetycznych. Tym samym zmniejszyło się ryzyko realizacji scenariusza, którym wcześniej Waszyngton naciskał na Europę.
Trump wycofuje groźbę
Donald Trump ostatecznie zapowiedział, że Stany Zjednoczone nie wprowadzą zakazu eksportu diesla. Reuters zwrócił uwagę, że prezydent wcześniej kilkukrotnie mówił o rozważaniu takiego rozwiązania, natomiast po porozumieniu G7 stwierdził, że zakaz nie był naprawdę brany pod uwagę.
Uwolnienie zapasów może zwiększyć podaż w krótkim terminie, ale jednocześnie uszczupla rezerwę przeznaczoną właśnie na sytuacje poważnych zakłóceń dostaw. Europejskie państwa muszą więc równoważyć dwa cele: obniżenie presji cenowej i zachowanie bezpieczeństwa energetycznego na wypadek dalszego pogorszenia sytuacji na światowym rynku.
Pierwsza reakcja rynku była wyraźna. Po informacjach o planowanym uwolnieniu zapasów amerykańskie kontrakty terminowe na diesel spadły o 3,25%, natomiast europejskie kontrakty referencyjne potaniały o około 5,75%.






