Ten wysokogórski kraj przesiada się na elektryki. Chińskie marki dominują, a sprzedaż rośnie lawinowo

Nepal wyrasta na jeden z najszybciej rosnących rynków samochodów elektrycznych na świecie. Pomagają mu tania energia, drogie paliwo i coraz większa obecność chińskich producentów.
Jeszcze w 2016 roku do Nepalu trafiło tylko 7 samochodów elektrycznych. Dziś skala zmiany jest nieporównywalna, choć auta spalinowe nadal stanowią większość parku pojazdów.
W tym kraju jeździ około 50 000 pojazdów elektrycznych przy 6,2 mln aut ogółem.
Prąd z Himalajów zamiast drogiego paliwa
Duże znaczenie ma lokalna produkcja energii z hydroelektrowni. Nepal korzysta z wody rzek spływających z Himalajów, więc samochód elektryczny pasuje tam do gospodarczej układanki lepiej niż w wielu krajach uzależnionych od importu prądu lub paliw.
Jednocześnie Nepal importuje wszystkie produkty ropopochodne. W ostatnich miesiącach ceny benzyny i oleju napędowego niemal się podwoiły, co mocno zmieniło rachunek ekonomiczny. Pełny bak oleju napędowego kosztuje obecnie ponad 56 euro (ok. 238 zł), a pełne ładowanie na publicznej ładowarce mniej niż 7 euro (ok. 30 zł).
Elektryki wygrywają także w transporcie
Zmiana nie dotyczy wyłącznie prywatnych kierowców. W Katmandu elektryczne minibusy coraz częściej pracują w codziennym transporcie pasażerskim. Dla kierowców pokonujących długie dystanse po trudnych drogach niższy koszt energii jest argumentem bardzo praktycznym, a nie tylko ekologicznym.
W latach 2024–2025 Nepal zaimportował około 13 500 pojazdów elektrycznych. To dwukrotnie więcej niż samochodów spalinowych w tym samym okresie. Jak na kraj kojarzony głównie z Everestem, brzmi to jak motoryzacyjny skręt akcji bez potrzeby używania przesadnych fajerwerków.
Chiny dominują w imporcie
Na tej zmianie mocno korzystają Chiny. Chińskie marki odpowiadają za ponad 75% importu pojazdów elektrycznych do Nepalu, a popyt zaczyna przewyższać dostępną podaż. To pokazuje, że ekspansja chińskiej motoryzacji nie ogranicza się do Europy, ale obejmuje także rynki, na których koszt użytkowania jest ważniejszy niż prestiż znaczka na masce.
Rząd Nepalu chce kontynuować elektryfikację transportu. W planach jest zakup 10 000 pojazdów elektrycznych, które mają zastąpić obecny park publiczny. Floty elektryczne rozważają również szkoły i uniwersytety.
Mały rynek, duży sygnał
Nepal nie jest jeszcze wielkim rynkiem samochodowym. Liczba pojazdów elektrycznych pozostaje niewielka wobec całego parku, ale tempo zmiany jest wyjątkowe. Kraj uniknął też części problemów z dostępnością paliw, które dotknęły m.in. Bangladesz i Pakistan.
Ten przykład dobrze pokazuje, że elektromobilność nie rozwija się wyłącznie tam, gdzie kierowcy chcą najnowszych technologii. Czasem wystarczy proste równanie: lokalny prąd, drogie paliwo i pojazdy dostępne z sąsiedniego rynku.
W Nepalu ta kalkulacja zaczęła działać szybciej, niż wielu mogłoby się spodziewać.
O autorze
Andrzej Kopeć
Najnowsze

Silnik 1.6 THP kusi osiągami, ale potrafi drenować portfel. Te wersje są najmniej ryzykowne

Taka będzie przyszła Dacia Spring. Technik z Renault Twingo i większe nadwozie

Nowa Toyota Land Cruiser już dostępna w Polsce. Wracają okrągłe reflektory

McLaren wraca do gry. Nowy prototyp MCL-HY po raz pierwszy wyjechał na tor




