MotoGuru.pl

Oto miś na skalę naszych możliwości, czyli jak Amerykanie z IIHS badają skupienie kierowców na autostradzie

To nie żart. Amerykański Instytut Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (IIHS) bada skupienie kierowców na autostradzie za pomocą dużego różowego misia przyczepionego z tyłu samochodu.

„Wiesz, co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom – brzmiał filmowy Miś w rozmowie z Hochwanderem.

Teraz podobnego misia, tyle że na skalę amerykańskich możliwości, używa IIHS do określenia skupienia kierowców, wykorzystujących aktywne systemy bezpieczeństwa w swoich samochodach. Jest on dodatkowo ubrany w odblaskową kurtkę, która jednak nie „odszczekuje się swoim prześladowcom z pańskiego dworu”, i przymocowany do tylnej części samochodu. Jego zadaniem jest wyprzedzanie trzech różnych grup kierowców na autostradzie międzystanowej w Maryland i porównanie ich reakcji. 

Za opracowaniem koncepcji tego badania stoi Alexandra Mueller, naukowiec z IIHS:

Nie jest to tak dziwne, jak się wydaje. Istnieje wiele laboratoryjnych metod pomiaru świadomości sytuacyjnej, ale nie sprawdzają się one tak dobrze na drodze. Olbrzymi miś z tyłu pojazdu pomaga nam uzyskać obiektywną miarę koncentracji kierowcy, co jest istotne dla prowadzenia pojazdu. W ten sposób sprawdzamy, czy korzystanie z automatyzacji nie zakłóca normalnego sposobu prowadzenia samochodu.

O co dokładnie chodzi z Misiem?

O sprawdzenie uwagi kierowców, którzy używają systemów autonomicznej jazdy. Jako że dzisiaj nie są dostępne w pełni zautomatyzowane układy (pomijając system, którym dopiero co pochwaliła się Honda), wymagają one praktycznie stałej koncentracji ze strony kierowcy. Z czym ci ostatni mają taki sam problem jak filmowy Miś z odzyskaniem swojego płaszcza w kawiarni.

Honda Legend Hybrid to pierwsze auto, które została zaklasyfikowane do trzeciego poziomu jazdy autonomicznej. I to na początku marca 2021 roku.

Zgodnie z klasyfikacją opracowaną przez SAE International (organizacja skupiająca inżynierów zajmujących się motoryzacją, lotnictwem i maszynami), układy jazdy autonomicznej dzielimy na kategorie od 0 (brak automatyzacji) do 5 (jazda w pełni automatyczna). Większość pojazdów aktualnie zatrzymało się na poziomie drugim (tylko Honda oferuje poziom trzeci i to w jednym modelu o ograniczonej dostępności).

Na czym on polega? Na tym, że nieustannie kontroluje przyspieszanie, hamowanie i kierowanie, aby utrzymać auto jadące z ustaloną prędkością na środku swojego pasa ruchu, zachowując jednocześnie wybrany odstęp do poprzedzającego pojazdu. Zupełnie jak budynki w terenie zabudowanym. „Co to jest teren zabudowany? Trzy budynki w odległości nie większej, jak piętnaście metrów”.

Jednak, jak pokazało wiele nagłośnionych wypadków, a także praktyka kierowców, systemy poziomu drugiego czasem nie radzą sobie z typowymi drogowymi sytuacjami, a poza tym wymagają stałego nadzoru ze strony prowadzącego. Ci z kolei mają problem z utrzymaniem koncentracji, gdy nie muszą dokonywać nieustannych korekt prędkości i toru jazdy. Stąd pomysł na badanie z wykorzystaniem misia na miarę amerykańskich możliwości.

Czy technologia wpływa na wszystkich kierowców w taki sam sposób?

Do testu z pluszowym misiem wykorzystano 31 kierowców, którzy przez około godzinę prowadzili Mercedesa C 300 z 2019 roku na odcinku I-70 w stanie Maryland. Zostali oni podzieleni na trzy grupy:

  • kierowców regularnie używających systemów na drugim poziomie autonomicznej jazdy
  • kierowców z niewielkim lub z żadnym doświadczeniem
  • kierowców bez doświadczenia z podobnymi systemami, ale zdani wyłącznie na siebie

W tym miejscu do akcji ponownie wjeżdża amerykański miś. Jego zadaniem jest trzykrotne wyprzedzenie każdego z kierowców i pozostanie w jego polu widzenia przez około 30 sekund. Wewnątrz testowego Mercedesa znajdują się kamery, rejestrujące, gdzie w tym momencie spoglądał kierowca.

Kierownica pojemnościowa rozpoznaje ręce na kierownicy, przez co auto nie wymaga od prowadzącego, aby wykonywał nią ruchy, tylko trzymał na niej ręce.

Po zakończeniu testu uczestnicy badania byli pytani o to, czy widzieli coś dziwnego w napotkanych pojazdach – np. czy nie „wbiegł tu jakiś facet i zaczął gadać do szafy wierszem, a potem zaśpiewał piosenkę na twoją cześć”.

Wyniki badania z amerykańskim misiem

Naukowcy z IIHS zauważyli wyraźne różnice pomiędzy trzema wyżej wymienionymi grupami. A to sugeruje, że wykorzystanie misia na miarę amerykańskich możliwości zapewnia obiektywną ocenę zachowania kierowców.

Pluszaka nie zauważały przede wszystkim osoby jadące z włączonym systemem zautomatyzowanej jazdy i niemające doświadczenia z jego używaniem. Dwa razy więcej z nich niż w pozostałych grupach nie przypominało sobie w ogóle tego niecodziennego widoku. Z kolei prawie wszyscy kierowcy mający doświadczenie z autonomicznymi systemami dostrzegli misia. Poza tym potrafili oni wskazać, ile razy auto badawcze wyprzedzało ich w czasie jazdy.

Naukowcy przeanalizowali również nagrania i odkryli, że kierowcy, którzy lepiej zapamiętali misia, spędzali więcej czasu na „skanowaniu” jezdni przed autem, a także wyglądali przez okna kierowcy i pasażera z przodu w momencie, gdy ich mijał. Kierowcy, którzy nie zauważyli go, spędzali zaś więcej czasu patrząc na wprost.

Wnioski

Choć próba z misiem odbywała się na niewielkiej grupie osób, jej wyniki sugerują, że częściowo zautomatyzowane systemy mogą poprawić świadomość sytuacyjną kierowców po zdobyciu przez nich doświadczenia w korzystaniu z takiej technologii. Niedoświadczone osoby mogą mieć z kolei większe trudności ze śledzeniem tego, co dzieje się wokół nich podczas korzystania z nieznanych im systemów niż podczas jazdy bez nich.

Z drugiej strony, przyzwyczajenie do automatyzacji może mieć też wady, szczególnie w momencie, gdy ich zaufanie do technologii rośnie. Wtedy prowadzący pozwalają sobie na używanie smartfonów czy grzebanie przy multimediach. A to w przeszłości wielokrotnie wiązało się z poważnymi wypadkami.

Predykcyjny tempomat rozpoznaje nie tylko auto z przodu, ale i sczytuje znaki drogowe oraz zmniejsza prędkość jazdy przed np. rondem. Dane o nim otrzymuje z nawigacji.

Oto miś na skalę amerykańskich możliwości – choć mniejszy niż polski, to na pewno bardziej przydatny. A nasz? „To jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu i co się wtedy zrobi? Protokół zniszczenia…”.

P.S. Gdzie w tym wszystkim jest Autopilot Tesli? SAE International klasyfikuje go na drugim poziomie jazdy autonomicznej.

Źródło: IIHS