⏱️ 4 min.

Pickup, którego sam zmieniasz w SUV-a. Slate jak klocki LEGO dla dorosłych

Zdjęcie autora artykułu

Redakcja MotoGuru.pl

25-06-2026 08:06

Slate oficjalnie pokazał w USA elektrycznego pickupa, który idzie pod prąd współczesnej motoryzacji. Zamiast wielkiego ekranu ma fizyczne przyciski, modułową konstrukcję i cenę od 24 950 dolarów (ok. 94 201 zł).

Platforma zakłada łatwą konwersję nadwozia

Slate Truck nie próbuje wyglądać jak kolejny elektryczny gadżet na kołach. Jego punktem wyjścia jest prosty samochód użytkowy, który klient może rozbudowywać po zakupie. Marka sprzedaje auto bezpośrednio klientom, a podstawowa wersja kosztuje 24 950 dolarów (ok. 94 201 zł). W tej cenie

Slate proponuje pickupa, ale konstrukcja nie zamyka użytkownika w jednym nadwoziu. Samochód można zamówić jako pickupa albo SUV-a w wariancie Squareback i Fastback, a później przekonwertować go po zakupie. Te dwa ostatnie są droższe – ceny zaczynają się od 29 950 dolarów (ok. 113 079 zł).

Prostota zamiast ekranu na pół deski

W kabinie Slate stawia na fizyczne elementy obsługi. Producent rezygnuje z ekranu dotykowego, co dziś samo w sobie brzmi jak mały akt buntu. W aucie mają znaleźć się klasyczne, namacalne przełączniki, a cała konstrukcja ma składać się z mniej niż połowy części typowego pickupa.

Takie podejście ma znaczenie nie tylko dla ceny zakupu. Mniejsza liczba części może ułatwiać serwis, naprawy i późniejszą personalizację. Elektryczne auta często są opisywane jako technologia zamknięta dla użytkownika, a Slate próbuje zbudować wokół swojego modelu odwrotną narrację.

Zasięg i ładowność

Slate deklaruje szacowany zasięg na poziomie około 330 km, czyli o 37% więcej niż według wcześniej ogłaszanych komunikatów. W świecie elektrycznych pickupów nie jest to parametr rekordowy, ale pasuje do założenia prostego i tańszego auta użytkowego. Z możliwością holowania do 907 kg i ładownością zwiększoną do 703 kg, auto stawia na praktyczność, rezygnując z epatowania cyframi dla samego efektu.

Personalizacja jest częścią modelu biznesowego

Slate chce zarabiać także na akcesoriach i rozbudowie auta po zakupie. Marketplace marki ma oferować ponad 200 dodatków, w tym bagażniki dachowe, zestawy audio, zdejmowane pokrowce siedzeń i osłony świateł. Ponad 80% akcesoriów ma kosztować mniej niż 500 dolarów (ok. 1888 zł). Dużą rolę odgrywają też oklejenia nadwozia. Na start dostępnych ma być ponad 100 kolorów folii, a pełne oklejenie samochodu ma kosztować poniżej 500 dolarów (ok. 1888 zł). Marka zapowiada, że profesjonalne oklejenie ma zajmować godziny, a nie dni.

Naprawy DIY i gwarancja na kluczowe podzespoły

Slate mocno podkreśla samodzielne naprawy. Użytkownik ma korzystać z poradników Slate U, a konstrukcja auta została pomyślana tak, aby większość prostszych prac dało się wykonać bez pełnej zależności od producenta. To ciekawy kontrast wobec trendu, w którym coraz więcej samochodów wymaga diagnostyki, autoryzacji i cierpliwości świętego.

Akumulator i układ napędowy obejmuje gwarancja na 10 lat lub około 177 tys. km. Dodatkowo kierowcy mają mieć dostęp do sieci ponad 3000 warsztatów RepairPal w USA, w tym ponad 100 punktów obsługujących wysokie napięcie w autach elektrycznych. To ważne, bo prostota konstrukcji nie usuwa wszystkich wymagań serwisowych dla samochodu elektrycznego.

Rezerwacje, fabryka i pierwsze dostawy

Przedsprzedaż Slate Trucka ruszyła na stronie Slate.auto. Nowi klienci wpłacają 300 dolarów (ok. 1133 zł), a osoby z wcześniejszą rezerwacją za 50 dolarów (ok. 189 zł) dopłacają 250 dolarów (ok. 944 zł). Pierwsze dostawy są planowane na czwarty kwartał 2026 roku. Slate powstał w 2022 roku i chce produkować auta w zrewitalizowanej fabryce w Warsaw w stanie Indiana.

Firma planuje zainwestować w zakład prawie 400 mln dolarów (ok. 1,51 mld zł) i stworzyć ponad 2000 miejsc pracy. Według założeń marki działalność ma przynieść gospodarce stanu Indiana do 39 mld dolarów (ok. 147,25 mld zł) w ciągu 20 lat.

Pickup, który bardziej przypomina bazę niż gotowy produkt

Slate Truck jest nietypowy, bo jego sens nie kończy się na konfiguratorze. Samochód ma być punktem startu, który właściciel dopasuje do własnych potrzeb, budżetu i etapu życia. Właśnie dlatego równie istotne jak cena są modułowość, akcesoria i możliwość przejścia z pickupa na SUV-a.

Na razie to propozycja stricte amerykańska, więc europejski kierowca może patrzeć na nią głównie jak na ciekawy sygnał rynkowy. Jeżeli jednak prosty elektryczny samochód bez wielkiego ekranu i bez obowiązkowego stylu premium znajdzie klientów, część producentów może dostać bardzo czytelny komunikat: nie każdy chce płacić za technologiczną dekorację.

O autorze

© 2026 MotoGuru.pl